Nie używam co prawda do tego innego modelu, ale robię dwa dodatkowe przebiegi jeden redaktora merytorycznego a drugi redaktora językowego. Ten drugi jest po to, żeby zachować zgodność nazewnictwa z tym przyjętym w naszym języku i nawet sięga po dostępne publicznie publikacje, żeby to zweryfikować. Co zresztą sprawia ciekawe problemy, bo na przykład tłumaczę teraz jeden z numerów radzieckiego "Radio" z 1959 roku i tam w oryginale używają określenia trioda półprzewodnikowa i takie też zachowałem w tłumaczeniu. Chodzi oczywiście o tranzystor.kolawski pisze: pt, 2 października 2026, 23:01 Jeśli tłumaczenie ma być doszlifowane to zwykle używam dwóch różnych modeli, jednego do tłumaczenia, drugiego do sprawdzenia tłumaczenia i stylistycznych szlifów.
Do składu przetłumaczonego tekstu używam LaTeXa. Raz, ze względu na wzory matematyczne, a dwa też po to, żeby zachować układ tekstu zbliżony do oryginału w przypadku czasopism (szpalty, ramki etc.)

