Wiele zewnętrznych kart dźwiękowych ma wejścia różnicowe i wyjścia różnicowe (typu Jack lub XLR) oraz dobre zewnętrzne zasilacze i w nich ten problem albo zupełnie nie występuje, albo poziom tętnień 100 Hz i ich harmonicznych jest znikomy.wojtib pisze: sob, 22 sierpnia 2026, 21:05 Przydźwięk się ładuje na układ pomiarowy. Ja też zasilam badany wzmacniacz przez zasilacz stabilizowany. Ale to można zlikwidować używając bateryjnego notebooka.
Tylko, że na wejście wzmacniacza trzeba podawać dobrej jakości sygnał sinusoidalny, a autor tego pomysłu podawał byle co, być może przebieg trójkątny, modyfikowany do zbliżonego do sinusa. W przypadku wzmacniaczy producenci podają właśnie zniekształcenia dla wysokiej jakości przebiegu sinusoidalnego, a nie jakiegoś tam, dowolnego. Metoda jest prymitywna i wymaga ingerencji w pętlę ujemnego sprzężenia zwrotnego, gdzie podaje się sygnał, by nie był na wyjściu wzmacniacza odwrócony w fazie o 180°. Można nią oglądać zmiany tego sygnału, ale dla jednej konkretnej częstotliwości, więc nie można podać na wzmacniacz dwóch sygnałów lub np. 10., by sprawdzić chociażby zniekształcenia intermodulacyjne. Ponieważ wzmacniacze końcowe mocy mogą mieć zniekształcenia zależne w pewien sposób od rezystancji źródła sygnału, to ta metoda wraca wszystko "do górny nogami", bo nie dość, że sygnał nie podawany jest na typowe wejście wzmacniacza, to jeszcze trzeba ingerować pętlę USZ. Korzystając z analizatora widma możemy przeprowadzać badanie wzmacniaczy pod kątem wprowadzania przez nie dowolnych zniekształceń i dla dowolnego pasma częstotliwości, najlepiej robić to dla pełnego pasma, jakie przenosi wzmacniacz. Obcinanie pasma np. w taki sposób, by zaczynało się od 1 kHz i kończyło dokładnie na 20 kHz też wprowadza błędy, choćby w parametrze THD+N, gdyż szumy układu mogą być wyższe właśnie w zakresie najniższych częstotliwości i wtedy wpływają na wynik pomiaru. Jak wspomniałem kartą muzyczną możemy mierzyć każdy typ zniekształceń wzmacniacza, również zniekształcenia IMD i TIM, choć te ostatnie są już nieistotne we wzmacniaczach produkowanych po roku 1980 zeszłego stulecia, choć wiele osób demonizuje ten konkretny parametr, który występował głównie we wzmacniaczach z tranzystorami germanowymi i we wzmacniaczach operacyjnych, które były dość wolne i nie przeznaczone do zastosowań audio.wojtib pisze: sob, 22 sierpnia 2026, 21:05 Ogólnie zniekształcenia zależą od pasma wzmacniacza więc on je widział. Z tego powodu chciał bym posiadać PMZ-teMa wyjście na oscyloskop.
Co do miernika zniekształceń PMZ-9 czy PMZ-11, to co jakiś czas pojawiają się one na stronach aukcyjnych i sprzedażowych, więc z zakupem takiego urządzenia nie ma problemu (są też nowsze mierniki, działające na podobnej zasadzie co PMZ-ty). Nawet teraz da się kupić PMZ-11, w cenie niższej od 1000 zł.
https://allegrolokalnie.pl/oferta/miern ... 1-do-audio
Więc w czym problem, by sobie takiego sprawić...?
I jeszcze jedna rzecz, kiedyś zakup dobrego oscyloskopu było prawdziwym wyzwaniem (głównie finansowym). Obecnie możemy sobie sprawić oscyloskopy cyfrowe z rozdzielczością 12., 14. lub 16. bitów, które mogą odwracać przebiegi i robić na nich wiele operacji matematycznych, Większość z nich ma też FFT, więc mogą od razu wyświetlać analizę sygnałów z ich harmonicznymi. Mogą współpracować z zewnętrznymi monitorami lub telewizorami, więc dają możliwość porównywania przebiegu sygnału wyjściowego wzmacniacza z sygnałem idealnego przebiegu sinusoidalnego na większym ekranie. Mamy więc obecnie mnóstwo różnych możliwości badania wzmacniaczy audio.
Pozdrawiam
Romek


