W nawiązaniu do powyższego: przeanalizowałem
dizajnerski zasilacz tego
gniota - i oczom własnym nie wierzę!

Zrazu dopuszczałem taką możliwość że jest to jakaś zupełnie mi dotąd nieznana konfiguracja, pozwalająca uzyskać cztery napięcia: niższe główne dla zasilania tranzystorów mocy oraz wyższe pomocnicze dla zasilania stopni napięciowych (napisy na schemacie są niezbyt wyraźne i można mieć wątpliwości czy to 25V czy 35V). Pozwoliłoby to uzyskać większą moc wyjściową bez zwiększania mocy traconej w tranzystorach wyjściowych. Inna rzecz że wówczas, o ile napięcie pomocnicze zasilać ma tak jak tu pokazano - - także pośredniczące wtórniki komplementarne - to powinny one być zabezpieczone przed przeciążeniem prądowym (choćby rezystorami w kolektorach) na wypadek nasycenia tranzystorów końcowych, czego tu nie ma. Cenę za dwa dodatkowe napięcia byłyby dwa mostki (REC1 i REC2) dla napięć głównych zamiast jednego, oraz konieczność rozdzielenia uzwojeń wtórnych. Okazało się jednak że napięcia pomocnicze dostarczane przez trzeci mostek (DP1 i DP4)
nie są większe od napięć głównych a wręcz są nieco mniejsze, z uwagi na... jednopołówkowe prostowanie każdego z nich!

I to bez względu na wzajemne fazowanie uzwojeń wtórnych (które oczywiście nie wywiera żadnego wpływu na napięcia główne). Różnica polega jedynie na tym że przy zgodnej fazie napięć na końcówkach 6 i 10 ładowanie kondensatorów filtrujących napięcia pomocnicze (C5 i C6) następuje naprzemiennie, przy przeciwnej - równocześnie, zawsze jednak co 20ms a nie co 10ms jak to jest w przypadku kondensatorów filtrujących napięcia główne (C1 i C2) otrzymujących napięcia wyprostowane dwupołówkowo.
Czy jest wśród Triodowiczów jakiś
Spiceman który zweryfikowałby powyższe wnioski, w razie gdybym się pomylił? Bo jeżeli jednak przeprowadziłem analizę prawidłowo - to jedynym powodem dla którego aż tak rozbudowano zasilacz mogła być tylko chęć wyciągnięcia od naiwnego klienta dodatkowej kasy, jeśli spojrzy przelotnie na schemat i ma o tym pojęcie choćby
po łebkach, na tyle aby docenić kunszt projektancki wyrażający się w hojnym szafowaniu elementami. Tymczasem wystarczyłby tu pojedynczy wysokoprądowy mostek (co prawda na podwojone napięcie, ale z tym problemu być nie może), uzwojenie z odczepem pośrodku dołączonym do masy, a jeżeli z jakichkolwiek powodów chciałoby się mieć niezależny filtr dla stopni napięciowych - można zastosować drugi mostek na słabszych diodach (choćby takich jakich użyto) zasilany z transformatora równolegle z mostkiem głównym. W takim wypadku oba napięcia prostownicze byłyby prostowane dwupołówkowo, i rezultat mimo mniejszej liczby elementów i prostszych połączeń byłby w wyniku powyższego lepszy.