O co sie rozchodzi, prosze Pana?
Konstrukcja kondensatora foliowego (zwijki), w przeciwienstwie do np. ceramicznego, polega na tym, iz dielektryk (dlugi pasek materialu izolacyjnego) jest 'skladany' z paskiem materialu przewodzacego (folia metaliczna) a nastepnie zwijany w tulejke. Do wyprowadzen folii przymocowywane sa nastepnie elektrody. Nietrudno sie domyslic, iz taka konstrukcja mechaniczna powoduje, ze jeden koniec kondensatora jest wyprowadzony ze srodka takiej zwijki, a drugi jest dolaczony do okladziny skrajnie zewnetrznej.
No i co z tego?
Okladzina skrajnie zewnetrzna jest znacznie bardziej podatna na zbieranie zaklocen z otoczenia niz wartwa w srodku. Aby zminimalizowac prawdopodobienstwo uzyskania anteny z kondensatora, koniec dolaczony do czesci zewnetrznej nalezy dolaczac do sygnalu o mniejszej impedancji (np. anoda stopnia poprzedajacego lub masa).
Jak zidentyfikowac wyprowadzenia?
Niestety, producenci rzadko oznaczaja, ktore wyprowadzenie dolaczone jest do ktorej czesci kondensatora. Mozna sobie z tym poradzic na dwa sposoby: dysponujac oscyloskopem lub nawet podlaczajac sie do wejscia wzmacniacza.
Bierzemy dwa kawalki przewodu zakonczonego krokodylkami (sondy od oscyloskopu tez powinny dac rade). Podlaczamy do obu wyprowadzen kondensatora. Ustawiamy najwieksza czulosc ocyloskupu (lub maksymalne wzmocnienie---NIE GLOSNOSC!!!---wzmacniacza) i lapiemy za obudowe kondensatora (nie wyprowadzenia!!!). Obserwujemy amplitude 50Hz sygnalu generowanego w kondensatorze. Po czym obracamy polaczenia kondensatora i ponownie obserwujemy amplitude 50Hz sygnalu. Jesli jest nizsza, koncowka przylaczona do masy oscyloskopu pokazuje nam okladzine zewnetrzna


Voila
