Podczas nawijania trafa głośnikowego, o którym mowa w sąsiednich wątkach zrobiłem kilka fotek poglądowych celem napisania małego tutoriala o nawijaniu transformatorów - dla osób chcących samodzielnie się tym "pobawić"

Oto kilka zdjęć z komentarzem:
1. Zakładamy, że osoba chcąca nawinąć transformator zdobyła już odpowiedni rdzeń (rdzenie) wraz z (oryginalnym lub samodzielnie zrobionym) karkasem, dokonała stosownych do swoich założeń obliczeń w/g ogólnie dostępnych wzorów/programów/arkuszy kalkulacyjnych i jedyne co jej pozostało, to fizyczne uzwojenie karkasu drutem w/g otrzymanych wyników.
2. Do wykonania transformatora będą nam potrzebne druty nawojowe o średnicach zgodnych z tymi wcześniej obliczonymi. Skorzystamy z drutów izolowanych emalią (DNE - drut nawojowy emeliowany).
Bywają też druty izolowane jedwabiem lub bawełną, odporniejsze na nagrzewanie, ale są podatne na nasiąkanie wodą i mają gorszy współczynnik wypełnienia miedzią. W nawijaniu są o tyle wygodniejsze, że nie ześlizgują się tak łatwo z siebie.
Oto przykładowy zestaw drutów:
Jak widać druty mogą być nawinięte na różnego rodzaju szpulkach lub są dostarczane nawet bez użycia szpulek - wówczas celem uniknięcia spadania zwojów podczas nawijania, rzeczony motek drutu nasuwamy na dłuższy zwitek papieru zwinięty w rulon.
3. Osobną sprawą jest zdobycie potrzebnych nam drutów. Najbardziej zalecane jest użycie drutów fabrycznie nowych, ze względu na pewność ich nieuszkodzonej izolacji. Jest to jednak metoda najdroższa.
Dlatego możemy czasem próbować wykorzystać druty pochodzące z odzysku - dobrym źródłem cienkich drutów są tu np. cewki od starych styczników czy elektromagnesów zawierające często po kilka tysięcy zwojów drutu.
Możemy użyć też cewek transformatorów "z odzysku" pamiętając jednak, że im dłużej i w wyższej temperaturze pracował taki transformator tym słabsza jest jakość emalii. Jeżeli przy przeciąganiu drutu między palcami emalia łuszczy się i odsłania czystą miedź, taki drut jest bezużyteczny i nie nadaje się do ponownego wykorzystania.
4. Kilka słów o usuwaniu emalii z drutu celem przylutowania go do końcówki lutowniczej. Bywają emalie rozpuszczalne pod wpływem wysokiej temperatury grotu lutownicy - wówczas wystarczy potrzymać trochę dłużej grot z cyną na końcu drutu, a emalia "spłynie" i końcówka drutu pobieli się ładnie cyną. Eksperyment z lutownicą powie nam z jakim rodzajem emalii mamy do czynienia.
Bywają też emalie odporne na wysoką temperaturę i tutaj mamy dwie metody - dla drutu grubszego możemy zastosować po prostu ostry nożyk i jego ostrzem oskrobać emalię, dla cienkiego można użyć kawałka drobnoziarnistego papieru ściernego i zeszlifować nim emalię.
Odkryłem też inny sposób - ten sprawdza się dla drutów cienkich.
Jako topnika musimy użyć proszka typu aspiryna czy od bólu głowy (musi zawierać kwas acetylosalicylowy) - kładziemy koniec drutu na proszku i grzejemy grotem lutownicy. Wydzieli się duża ilość ostro gryzącego dymu (trzeba uważać aby go nie wdychać - można puścić wentylator wydmuchujący go w przeciwną od nas stronę). Po kilku chwilach emalia powinna zejść i drut się pocynuje. Po skończeniu warto zmyć resztki topnika spirytusem, bo może mieć właściwości korodujące.
5. Oprócz drutu potrzebne będą nam jeszcze różnego rodzaju przekładki izolacyjne.
Oto przykładowy, standardowy zestaw przekładek izolacyjnych:
Mamy tutaj trzy rodzaje przekładek:
- papier otrzymany z rozwinięcia starych, dużych kondensatorów blokowych. Jest to rodzaj bibułki o grubości ok. 0,02mm nasycony parafiną/olejem transformatorowym (w zależności od rodzaju kondensatora blokowego).
Po rozebraniu i rozwinięciu kondensatora należy dokonać rozdzielenia warstw papieru. Niektóre warstwy są metalizowane i te dla nas będą bezużyteczne (lub będzie to warstwa folii aluminiowej), pozostałe warstwy to własnie to czego nam potrzeba - rozdzielamy je na pojedyńcze bibułki.
Ten rodzaj przekładek będzie wykorzystany do izolacji miedzywarstwowej - między zwojami tego samego uzwojenia (wysokonapięciowego, o dużej ilości zwojów cienkiego drutu) celem zwiększenia odporności na przebicie między pierwszymi i ostatnimi zwojami tego uzwojenia, pomiędzy którymi występują duże róznice potencjałów.
- papier nawoskowany o grubości 0,05mm. Te przekładki wykorzystamy do izolacji między warstwami uzwojenia wtórnego nawijanego grubszym drutem. Uzwojenia te nawijane są zwój przy zwoju, warstwa na warstwie - zastosowanie przekładek umożliwia równe nawijanie zwojów kolejnej warstwy na warstwie poprzedniej. Dzięki przekładce zwoje "równiej się układają".
- ceratka izolacyjna (żółta) o grubości 0,15 mm - jest to materiał nasycony lakierem izolacyjnym o charakterystycznym "smrodku" lakieru. Te przekładki wykorzystamy do izolacji miedzy uzwojeniami "pierwotnymi" i "wtórnymi" - pomiędzy którymi występują duże napięcia, grożące przebiciem. Gruba warstwa izolacji zapobiegnie temu.
6. Dodatkowo będzie potrzebna nam prosta nawijarka wyglądająca np. tak:
Celem usprawnienia liczenia zwojów wykonałem prosty układ składający się z przekaźnika kontraktonowego (umieszczonego do góry nogami) i magnesu neodymowego.
Magnes obracając się wraz z osią nawijarki zwiera co jeden obrót styki kontaktronu wytwarzając impulsy zliczane przez układ licznika elektronicznego, wykonanego z użyciem będącego pod ręką układu mikroprocesorowego

Wadą tego rodzaju zliczania jest fakt, że ten licznik liczy zawsze w przód - gdy z jakiegoś powodu zechcemy cofnąć korbę, to układ zliczy impuls "do przodu" czyli źle. Na tą okoliczność dodałem jednak możliwość ręcznego odejmowania liczby zwojów klawiszem układu mikroprocesorowego.
Można użyć też licznika mechanicznego nie posiadającego tej wady - na tą okoliczność jest przewidziana nagwintowana dziurka w osi nawijarki (niestety nie posiadam takiego licznika).
7. Aby móc zamocować karkas transformatora na nawijarce musimy wykonać odp. klocek drewniany o wymiarach zgodnych z wewnętrznymi rozmiarami karkasu. Po wycięciu i dopasowaniu (musi niezbyt ciasno, ale i nie luźno wchodzić do karkasu) klocka, wiercimy w nim otwór umożliwiający założenie go na oś nawijarki.
Teraz można go ciasno dokręcić nakrętkami mocującymi.
Oprócz funkcji mocowania klocek ma jeszcze jedną funkcję - zapobiega wyginaniu się ścianek karkasu do wewnątrz pod wpływem ciasno nawiniętych zwojów drutu. Wygięcie takie uniemożliwiłoby późniejsze włożenie rdzenia do karkasu co byłoby niemiłą niespodzianką po nawinięciu całego transformatora.
Po założeniu karkasu na klocek jesteśmy prawie gotowi do nawijania:
C.D.N (trochę później, bo muszę obejrzeć mecz
