Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Transformatory głośnikowe, międzystopniowe, sieciowe.

Moderatorzy: gsmok, tszczesn, Romekd, Einherjer, OTLamp

Awatar użytkownika
Jado
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1867
Rejestracja: pn, 15 maja 2006, 11:06
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: Jado »

Witam,

Podczas nawijania trafa głośnikowego, o którym mowa w sąsiednich wątkach zrobiłem kilka fotek poglądowych celem napisania małego tutoriala o nawijaniu transformatorów - dla osób chcących samodzielnie się tym "pobawić" ;)

Oto kilka zdjęć z komentarzem:


1. Zakładamy, że osoba chcąca nawinąć transformator zdobyła już odpowiedni rdzeń (rdzenie) wraz z (oryginalnym lub samodzielnie zrobionym) karkasem, dokonała stosownych do swoich założeń obliczeń w/g ogólnie dostępnych wzorów/programów/arkuszy kalkulacyjnych i jedyne co jej pozostało, to fizyczne uzwojenie karkasu drutem w/g otrzymanych wyników.

2. Do wykonania transformatora będą nam potrzebne druty nawojowe o średnicach zgodnych z tymi wcześniej obliczonymi. Skorzystamy z drutów izolowanych emalią (DNE - drut nawojowy emeliowany).
Bywają też druty izolowane jedwabiem lub bawełną, odporniejsze na nagrzewanie, ale są podatne na nasiąkanie wodą i mają gorszy współczynnik wypełnienia miedzią. W nawijaniu są o tyle wygodniejsze, że nie ześlizgują się tak łatwo z siebie.
Oto przykładowy zestaw drutów:
IMG_4746.jpg
Jak widać druty mogą być nawinięte na różnego rodzaju szpulkach lub są dostarczane nawet bez użycia szpulek - wówczas celem uniknięcia spadania zwojów podczas nawijania, rzeczony motek drutu nasuwamy na dłuższy zwitek papieru zwinięty w rulon.

3. Osobną sprawą jest zdobycie potrzebnych nam drutów. Najbardziej zalecane jest użycie drutów fabrycznie nowych, ze względu na pewność ich nieuszkodzonej izolacji. Jest to jednak metoda najdroższa.
Dlatego możemy czasem próbować wykorzystać druty pochodzące z odzysku - dobrym źródłem cienkich drutów są tu np. cewki od starych styczników czy elektromagnesów zawierające często po kilka tysięcy zwojów drutu.
Możemy użyć też cewek transformatorów "z odzysku" pamiętając jednak, że im dłużej i w wyższej temperaturze pracował taki transformator tym słabsza jest jakość emalii. Jeżeli przy przeciąganiu drutu między palcami emalia łuszczy się i odsłania czystą miedź, taki drut jest bezużyteczny i nie nadaje się do ponownego wykorzystania.

4. Kilka słów o usuwaniu emalii z drutu celem przylutowania go do końcówki lutowniczej. Bywają emalie rozpuszczalne pod wpływem wysokiej temperatury grotu lutownicy - wówczas wystarczy potrzymać trochę dłużej grot z cyną na końcu drutu, a emalia "spłynie" i końcówka drutu pobieli się ładnie cyną. Eksperyment z lutownicą powie nam z jakim rodzajem emalii mamy do czynienia.
Bywają też emalie odporne na wysoką temperaturę i tutaj mamy dwie metody - dla drutu grubszego możemy zastosować po prostu ostry nożyk i jego ostrzem oskrobać emalię, dla cienkiego można użyć kawałka drobnoziarnistego papieru ściernego i zeszlifować nim emalię.
Odkryłem też inny sposób - ten sprawdza się dla drutów cienkich.
Jako topnika musimy użyć proszka typu aspiryna czy od bólu głowy (musi zawierać kwas acetylosalicylowy) - kładziemy koniec drutu na proszku i grzejemy grotem lutownicy. Wydzieli się duża ilość ostro gryzącego dymu (trzeba uważać aby go nie wdychać - można puścić wentylator wydmuchujący go w przeciwną od nas stronę). Po kilku chwilach emalia powinna zejść i drut się pocynuje. Po skończeniu warto zmyć resztki topnika spirytusem, bo może mieć właściwości korodujące.

5. Oprócz drutu potrzebne będą nam jeszcze różnego rodzaju przekładki izolacyjne.
Oto przykładowy, standardowy zestaw przekładek izolacyjnych:
IMG_4736.jpg

Mamy tutaj trzy rodzaje przekładek:

- papier otrzymany z rozwinięcia starych, dużych kondensatorów blokowych. Jest to rodzaj bibułki o grubości ok. 0,02mm nasycony parafiną/olejem transformatorowym (w zależności od rodzaju kondensatora blokowego).
Po rozebraniu i rozwinięciu kondensatora należy dokonać rozdzielenia warstw papieru. Niektóre warstwy są metalizowane i te dla nas będą bezużyteczne (lub będzie to warstwa folii aluminiowej), pozostałe warstwy to własnie to czego nam potrzeba - rozdzielamy je na pojedyńcze bibułki.
Ten rodzaj przekładek będzie wykorzystany do izolacji miedzywarstwowej - między zwojami tego samego uzwojenia (wysokonapięciowego, o dużej ilości zwojów cienkiego drutu) celem zwiększenia odporności na przebicie między pierwszymi i ostatnimi zwojami tego uzwojenia, pomiędzy którymi występują duże róznice potencjałów.

- papier nawoskowany o grubości 0,05mm. Te przekładki wykorzystamy do izolacji między warstwami uzwojenia wtórnego nawijanego grubszym drutem. Uzwojenia te nawijane są zwój przy zwoju, warstwa na warstwie - zastosowanie przekładek umożliwia równe nawijanie zwojów kolejnej warstwy na warstwie poprzedniej. Dzięki przekładce zwoje "równiej się układają".

- ceratka izolacyjna (żółta) o grubości 0,15 mm - jest to materiał nasycony lakierem izolacyjnym o charakterystycznym "smrodku" lakieru. Te przekładki wykorzystamy do izolacji miedzy uzwojeniami "pierwotnymi" i "wtórnymi" - pomiędzy którymi występują duże napięcia, grożące przebiciem. Gruba warstwa izolacji zapobiegnie temu.

6. Dodatkowo będzie potrzebna nam prosta nawijarka wyglądająca np. tak:
IMG_4739.jpg
Celem usprawnienia liczenia zwojów wykonałem prosty układ składający się z przekaźnika kontraktonowego (umieszczonego do góry nogami) i magnesu neodymowego.
IMG_4742.jpg
Magnes obracając się wraz z osią nawijarki zwiera co jeden obrót styki kontaktronu wytwarzając impulsy zliczane przez układ licznika elektronicznego, wykonanego z użyciem będącego pod ręką układu mikroprocesorowego :-)
IMG_4743.jpg
Wadą tego rodzaju zliczania jest fakt, że ten licznik liczy zawsze w przód - gdy z jakiegoś powodu zechcemy cofnąć korbę, to układ zliczy impuls "do przodu" czyli źle. Na tą okoliczność dodałem jednak możliwość ręcznego odejmowania liczby zwojów klawiszem układu mikroprocesorowego.
Można użyć też licznika mechanicznego nie posiadającego tej wady - na tą okoliczność jest przewidziana nagwintowana dziurka w osi nawijarki (niestety nie posiadam takiego licznika).
IMG_4744.jpg
7. Aby móc zamocować karkas transformatora na nawijarce musimy wykonać odp. klocek drewniany o wymiarach zgodnych z wewnętrznymi rozmiarami karkasu. Po wycięciu i dopasowaniu (musi niezbyt ciasno, ale i nie luźno wchodzić do karkasu) klocka, wiercimy w nim otwór umożliwiający założenie go na oś nawijarki.
Teraz można go ciasno dokręcić nakrętkami mocującymi.
Oprócz funkcji mocowania klocek ma jeszcze jedną funkcję - zapobiega wyginaniu się ścianek karkasu do wewnątrz pod wpływem ciasno nawiniętych zwojów drutu. Wygięcie takie uniemożliwiłoby późniejsze włożenie rdzenia do karkasu co byłoby niemiłą niespodzianką po nawinięciu całego transformatora.
IMG_4745.jpg
Po założeniu karkasu na klocek jesteśmy prawie gotowi do nawijania:
IMG_4749.jpg

C.D.N (trochę później, bo muszę obejrzeć mecz ;-)
Pozdrawiam

Jado.

"Kto chce szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu"
Awatar użytkownika
Jado
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1867
Rejestracja: pn, 15 maja 2006, 11:06
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: Jado »

W zasadzie można by już zacząć nawijanie, ale wygodną rzeczą jest wcześniejsze przygotowanie sobie przekładek do transformatora. W ten sposób nie będziemy odrywali się od nawijania na rzecz przygotowywania coraz to kolejnych przekładek i rzecz cała pójdzie sprawniej.

8. Na początek musimy zastanowić się i obliczyć ile, i jakich przekładek będziemy potrzebowali dla naszego transformatora. Na uzwojenia wtórne, nawijane grubszym drutem przyjmujemy po jednej przekładce z papieru nawoskowanego 0,05mm/warstwę. Na uzwojenia pierwotne kładzie się jedną przekładkę z papieru kondensatorowego co kilkaset zwojów - w/g Cykina przekładek na całe uzwojenie pierwotne nie powinno być więcej niż 8, więc wystarczy podzielić ilość zwojów przez 8 i już mamy ilość zwojów pomiędzy kolejnymi przekładkami.
Ilość przekładek ceratkowych zależy od ilości uzwojeń pierwotnych i wtórnych i ich wzajemnych ułożeń.
Rozrysowanie schematu uzwojeń ułatwi nam obliczenia.

9. Teraz przystępujemy do wycięcia odp. pasków przekładek z w/w materiałów izolacyjnych. Aby uniknąć spadania zwojów z warstw wyższych do niższych (drut wpada w szczelinę między scianką karkasu, a końcem uzwojenia), co może skutkować późniejszym przebiciem, przekładki wykonuje się o 3-4 mm szersze niż szerokość karkasu z każdej strony, a ich brzegi ząbkuje się.
Ząbkowane brzegi przekładki po założeniu na karkas zawijają się do góry tworząc wygodne korytko, gdzie bezpiecznie będą się mieścić zwoje nawijanej warstwy.

Ale na początek rysujemy linie w/g których dokonamy cięcia:
IMG_4750.jpg
Teraz możemy dokonać przecięcia w/g linii nożyczkami albo żeby było szybciej za pomocą skalpela:
IMG_4752.jpg
Po wycięciu wszystkich pasków przystępujemy do wykonania ząbkowania ich brzegów - nacinamy nożyczkami co ok.3mm na głębokość 3-4 mm. Jest to dość żmudna czynność, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykonywać to w wygodnej pozycji np. półleżac na kanapie :lol:

Tak to mniej więcej wygląda:
IMG_4753.jpg
IMG_4755.jpg
Po skończeniu otrzymujemy już gotowe przekładki:
IMG_4758.jpg
10. Teraz nie pozostaje nam już nic innego jak rozpocząć nawijanie zwojów w ilościach wcześniej obliczonych.

Uzwojenie nawijane grubszym drutem nawijamy zwój przy zwoju, możliwie równo prowadząc drut i stosując dość silny (ale z wyczuciem) naciąg drutu.
IMG_4760.jpg
Po skończeniu warstwy zakładamy przekładkę z papieru nawoskowanego 0,05, na której nawijamy kolejną warstwę.
IMG_4761.jpg
W tym przypadku całe uzwojenie liczyło mniej niż dwie pełne warstwy, w związku z czym drugiej warstwy nie nawijałem zwój przy zwoju, a zostawiałem przerwy, tak aby rozciągnąć ją na całą szerokość karkasu.
W/g Cykina zmniejsza to indukcyjności rozproszenia (a przy okazji łatwiej i równomierniej układa się następne warstwy uzwojeń na karkasie).

Po skończeniu nawijania końcówki uzwojenia (włożone wcześniej w koszulki izolacyjne) przylutowujemy do końcówek lutowniczych karkasu.
IMG_4771.jpg
Przy uzwojeniach nawijanych grubszym drutem, gdzie istnieje niebepieczeństwo rozwinięcia się uzwojenia "po puszczeniu go" po nawijaniu, ostatni zwój drutu przywiązujemy cienkim szpagatem do karkasu wykonując kilka zwojów szpagatu wokól karasu.

Po nawinięciu warstwy "grubym drutem" zakładamy przekładkę izolacyjną z ceratki (dwie warstwy) i rozpoczynamy nawijanie uzwojenia "wysokonapięciowego" (zazwyczaj pierwotne).
Uzwojenie nawijamy "masowo", stosując umiarkowaną siłę naciągu, bo o zerwanie przy tak cienkim drucie (tutaj na zdjęciu 0,15) już dość łatwo.
IMG_4765.jpg
Po nawinięciu kilkuset zwojów przyszedł czas na przekładkę międzyzwojową z papieru kondensatorowego:
IMG_4766.jpg
C.D.N
Pozdrawiam

Jado.

"Kto chce szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu"
Awatar użytkownika
Jado
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1867
Rejestracja: pn, 15 maja 2006, 11:06
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: Jado »

Tak to wygląda na początku:
IMG_4768.jpg
A tak na końcu:
IMG_4769.jpg
Ponieważ bibułka jest bardzo cienka "łapiemy" ją na całej szerokości kilkoma zwojami zdrutu - żeby się dobrze ułożyła i nie podnosiła pod wpływem kolejnych zwojów:
IMG_4770.jpg
Potem można już nawijać kolejne zwoje, równomiernie na karkasie.

Od czasu do czasu może zdarzyć się nam zerwanie uzwojenia albo skończy nam się jedna szpulka drutu i musimy sięgnąć po następną. Jak w tej sytuacji sobie radzić?

Najpierw łączymy oba końce drutu skręcając je wzajemnie i lutując:
IMG_4772.jpg
Teraz wycinamy z papieru nawoskowanego mały kawałek, składamy w pół i robimy zakładkę w którą chowamy polączenie:
IMG_4774.jpg
Teraz łapiemy zakładkę kilkoma zwojami drutu (żeby się dobrze ułożyła na uzwojeniu):
IMG_4776.jpg
I później już dowijamy resztę zwojów:
IMG_4777.jpg
Postępując w ten sposób nawijamy wszystkie uzwojenia izolując je przekładkami, mocując końce drutów do końcówek lutowniczych itd...
Na koniec zakładamy jeszcze jedną ostatnią, zewnętrzną warstwę izolacji z ceratki - tym razem bez nacięć, o szerokości równej szerokości karkasu.
Można jeszcze nakleić karteczki informujące o parametrach transformatora, ilości zwojów, itp....

Potem już tylko pakietowanie rdzenia, skręcanie śrubami lub łapanie obejmami, ew. założenie przekładki na szczelinę w rdzeniu, malowanie.... i transformator gotowy :-)


IMG_4782.jpg


I to tyle :-)

Jeśli ktoś ma własne uwagi, sposoby (bo każdy mógł dojść do własnych, może lepszych metod) - piszcie :-)
Pozdrawiam

Jado.

"Kto chce szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu"
cirrostrato
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 6244
Rejestracja: sob, 5 listopada 2005, 15:51
Lokalizacja: Warszawa

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: cirrostrato »

W technikum Kasprzaka to była codzienność na warsztatach, nawijarki były ,,inne''. Jedna uwaga: łączenie (zerwanego) drutu nawojowego wykonuje się NIE NA BOKACH KARKASU, TYLKO NA WIERZCHU LUB SPODZIE, w oknie rdzenia trzeba oszczędnie gospodarować objętością karkasu.
Awatar użytkownika
gsmok
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3908
Rejestracja: wt, 8 kwietnia 2003, 08:33
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: gsmok »

Bardzo interesujący opis :) .
Pozdrawiam
Grzegorz Makarewicz 'gsmok'
Awatar użytkownika
zjawisko
625...1249 postów
625...1249 postów
Posty: 893
Rejestracja: sob, 27 lutego 2010, 00:22

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: zjawisko »

Jado pisze:...impulsy zliczane przez układ licznika elektronicznego, wykonanego z użyciem będącego pod ręką układu mikroprocesorowego
Dla nieposiadających pod ręką układów mikroprocesorowych mniej lub bardziej złożonych - do tego celu można wykorzystać dowolny kalkulator elektroniczny. Najlepiej współczesne badziewie za 2PLN zasilane jednym ogniwem R6. Nawet jeśli się uszkodzi to nie będzie żal.

A modyfikacja jest tak stara jak elektroniczne liczydełka i polega na dolutowaniu do styków klawisza "=" dwóch przewodów i wyprowadzeniu ich poza obudowę. Później wpisujemy "+1" i nawijamy. Ewentualnie można wpisać wymaganą liczbę zwojów oraz "-1" i liczyć do 0. W razie problemów w każdej chwili można odjąć/dodać dowolną wartość.
Awatar użytkownika
Jado
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1867
Rejestracja: pn, 15 maja 2006, 11:06
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: Jado »

Jedna uwaga co do kalkulatorów.... Współczesne kalkulatory mają jedną wadę: auto power off mniej więcej po 5 minutach.
Trzeba uważać i nie robić za długich przerw w nawijaniu, bo wynik "odejdzie do krainy wiecznych łowów" ;-)
Stara Brda była pod tym względem lepsza :-)
Pozdrawiam

Jado.

"Kto chce szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu"
Awatar użytkownika
zjawisko
625...1249 postów
625...1249 postów
Posty: 893
Rejestracja: sob, 27 lutego 2010, 00:22

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: zjawisko »

Mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy rozgrzebywanie 30 letniej Brdy czy innego Elwro żeby sobie transformator nawinąć... :evil:
stepa
375...499 postów
375...499 postów
Posty: 479
Rejestracja: pn, 20 czerwca 2011, 20:46
Lokalizacja: Żyrardów

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: stepa »

Bo i po co?
Moja nawijarka to bardzo podobna konstrukcja tyle że napędzana silnikiem od wycieraczek traktorowych(jest ładniejszy i ma o wiele bardziej zwartą konstrukcję niż samochodowe a wewnętrzna przekładnia pozwala na wyprowadzenie dwóch osi o różnych prędkościach obrotowych)-osie połączyłem ciasno nasuniętym wężykiem gumowym do układów paliwowych(w czasie nawijania grubszego drutu oś silnika zaczęła się ślizgać wewnątrz węża więc zacisnąłem go dodatkowo opaską śrubową). Druga strona osi nawijarki ma podobnie wystający koniec który poprzez taki sam gumowy wąż napędza licznik mechaniczny-pochodzi z rozbitego licznika /prędkościomierza z motoroweru-wykorzystałem kilometromierz który jest napędzany bezpośrednio bez żadnych przekładni jakie tam się znajdowały.Taki licznik działa w obu kierunkach ale po skończeniu nawijania trzeba go wrócić do stanu zerowego włączając lewe obroty silnika(realizuję to przełącznikiem prawo-stop-lewo);można nie cofać licznika-wówczas trzeba doliczyć i najlepiej zapisać końcowy wynik uzwojeń(stosowałem zamiennie obie metody i ciężko mi orzec która jest lepsza)Mam w planach zastosować licznik z magnetofonu-wówczas zerowanie będzie następowało po naciśnięciu przycisku reset. Prędkość obrotową ustalam napięciem zasilającym silnik łącząc dwa uzwojenia wtórne TS50 w szereg bądź równolegle-daje mi to około obrót na sekundę lub dwa,dodatkowo mam wpływ na prędkość podłączając lub nie duuuuży kondensator za mostkiem prostowniczym.Oczywiście można by wykorzystać jakikolwiek regulator obrotów i umieścić go np. w pedale(jak w maszynach do szycia)i mieć płynny start-nie mam tego bo po ,,złapaniu,,odrobiny wprawy nawijanie idzie całkiem sprawnie a druty się nie zrywają.Stara fotka :
Obrazek
Nie widać na niej silnika-niestety.
Tutorial kolegi Jado-pierwsza klasa!
µΩΠø§•°³²½¼¾√∞≈
Einherjer
2500...3124 posty
2500...3124 posty
Posty: 2531
Rejestracja: pt, 22 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja: Wałbrzych

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: Einherjer »

Ci, którzy mają pod ręką jakiś mikroprocesor interesujący może się wydać enkoder magnetyczny AS5040. Producent wysyła sample, a jego "tajemnice" rozpracowali już wrocławscy robotycy ;) Przy jego użyciu można bez problemów zrobić cofanie licznika. No i nie walczy się z drganiami zestyków.
Awatar użytkownika
Jado
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1867
Rejestracja: pn, 15 maja 2006, 11:06
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: Jado »

Dzięki :-)
stepa pisze:Mam w planach zastosować licznik z magnetofonu-wówczas zerowanie będzie następowało po naciśnięciu przycisku reset.
Ja też próbowałem zastosować taki licznik (od ZK140?), ale jeden pełny obrót kółka pasowego licznika nie równa się zmianie stanu licznika o 1 cyferkę (mniej - może tak z 0,8). Trzeba by zastosować jakąś przekładnię "zwiększającą", żeby to skorygować - zwłaszcza interesujące jest pytanie co będzie po 1000 obrotów, czy wówczas minimalny nawet błąd przekładni nie skumuluje się dając fałszywy wynik końcowy... Niestety chyba w magnetofonach nie zależało im na dokładnym liczeniu obrotów, a tylko na ich "wskazywaniu".
Pozdrawiam

Jado.

"Kto chce szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu"
cirrostrato
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 6244
Rejestracja: sob, 5 listopada 2005, 15:51
Lokalizacja: Warszawa

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: cirrostrato »

Szukać mechanicznych liczników dedykowanych do nawijarek, można trafić, dla siebie mam, kupione (dwie nówki plus używka do drobnej regeneracji) za kilkanaście zł/szt.
gustaw353
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1773
Rejestracja: czw, 2 czerwca 2011, 19:43
Lokalizacja: Wrocław - Krzyki

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: gustaw353 »

Im licznik nie przeszkadza:
http://www.youtube.com/watch?v=uBiKposZFN0
Awatar użytkownika
djivo
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1554
Rejestracja: pt, 3 czerwca 2011, 01:41
Lokalizacja: Internet

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: djivo »

Czy mają znaczenie z czego wykonane są śruby skręcające blachy transformatora ?
Za jakiego materiału powinny być wykonane - stal czy mosiądz czy też nie ma to znaczenia.
Porównanie SE I PP - Jeśli jednoręki rzemieślnik mógłby być mistrzem, wyobraź sobie co mógłby dwuręki ?
Takie o to porównanie Balanced Audio o wzmacniaczu VK5
Awatar użytkownika
Jado
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1867
Rejestracja: pn, 15 maja 2006, 11:06
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Samodzielne nawijanie trafa - kilka uwag praktycznych

Post autor: Jado »

U Cykina nie udało mi się znaleźć nic na temat materiału z jakiego powinny być wykonane śruby ściskające rdzeń transformatora, natomiast u Flisaka jest wzmianka o konieczności użycia śrub mosiężnych, dodatkowo "owiniętych papierem" celem ich izolacji od blaszek rdzenia. Odnosi się to do transformatora sieciowego - czy w głośnikowym powinno być tak samo, nie wiem.
Natomiast poza samą wzmianką nie ma żadnego uzasadnienia teoretycznego dla takiego a nie innego wyboru materiału.

Cykin natomiast wspomina jeszcze o dwóch rzeczach - po pierwsze, żeby nie ściskać za mocno rdzenia transformatora, gdyż wskutek naprężeń mechanicznych maleje przenikalność początkowa blach.

Drugą sprawą jest sprawa materiału na obejmy łączące blachy rdzenia - w przypadku rdzeni ze szczeliną zastosowanie obejm z materiału magnetycznego "bocznikuje" magnetycznie szczelinę w rdzeniu, zmniejszając tym samym jej efektywną grubość. Dlatego ja u siebie dałem listwy łączące E z I z blachy nierdzewnej, niemagnetycznej.
Pozdrawiam

Jado.

"Kto chce szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu"
ODPOWIEDZ