Zapałczane reminescencje
Moderatorzy: gsmok, tszczesn, Romekd, Einherjer, OTLamp
Zapałczane reminescencje
Przemysł zapałczany w Polsce to już przeszłość- zapałki z Sianowa zniknęły już dawno, zapałki czechowickie zaś w ubiegłym roku. Moja opowieść będzie jednak krążyła wokół wykorzystania pudełek od zapałek w elektronice.
Pierwszym, dość popularnym zastosowaniem było użycie pudełek od zapałek jako osobliwego "mebla".
W czasach PRL a nawet i później pudełka te były bowiem chętnie stosowane jako "szufladki" na elementy. Było to dość praktyczne rozwiązanie, które podpatrzyłem od starszych o kilka dekad kolegów, które stosuję do dnia dzisiejszego, aby mieć pod ręką niewielkie ilości elementów.
Drugie zastosowanie to osobliwa obudowa mikrofonu węglowego. W dawnej literaturze radzieckiej, ale i polskiej widziałem takie opisy- w pudełku umieszczało się elektrody, sypało granulki węgla lub montowało się pałeczkę węglową i... gotowe. Osobiście nigdy nie budowałem, więc nie wiem jak to działało. Może ktoś w komentarzach podzieli sie z nami swoimi praktycznymi
obserwacjami na ten temat.
Trzecim zastosowaniem pudełek od zapałek było ich użycie jako osobliwej obudowy urządzeń elektronicznych, a dokładniej mówiąc- odbiorników radiowych. O tym napiszę szerzej.
Samodzielna budowa miniaturowych odbiorników radiowych wielkości pudełka zapałek z użyciem krajowych części stała się możliwa w PRL mniej więcej w połowie lat sześćdziesiątych. Wtedy rozpoczęła się krajowa produkcja wielu miniaturowych części, takich jak tranzystory, słuchawki miniaturowe SM-60 o oporności 250 omów, małogabarytowe rezystory i kondensatory ceramiczne.
Te zminiaturyzowane elementy były stosowane w takich odbiornikach jak Ara, Migo i Tramp (ale nie ten samochodowy z lat 80., tylko wcześniejszy, z lat 60.). Wkrótce potem pojawiły się miniaturowe, ale okryte jednak złą sławą kondensatory elektrolityczne w plastikowej czerwonej lub niebieskiej osłonie. Trwałość i jakość wykonania tych elementów pozostawiała bowiem dużo do życzenia- dziś regułą jest, że naprawy przenośnych polskich odbiorników przenośnych z tamtego okresu trzeba rozpocząć od wymiany tych właśnie kondensatorów.
Opisy budowy miniaturowych odbiorników tranzystorowych można było znaleźć od lat 60. w polskiej literaturze.
Bardzo proste układy pojawiały się w „Młodym Techniku”, natomiast bardziej zaawansowane, ale i większe układy można było znaleźć w „Radioamatorze i Krótkofalowcu”. Pojawiały się też opisy w książkach.
Najlepszą moim zdaniem pozycją tamtego okresu była książka autorstwa Sławomira Wolszczaka. Jako obudowy miniaturowych odbiorników autor polecał stosować opakowania po lekach. Ta kultowa książka była wznawiana kilkukrotnie. Ostatnie jej wydanie, które mam w swojej domowej biblioteczce pochodzi z roku ///
Chyba dopiero w latach 80. pojawił się pomysł zastosowania jako obudowy odbiornika pudełka od zapałek, co zawdzięczamy Rolandowi Wacławkowi. Ten autor opublikował w „Młodym Techniku” dwa opisy tak zminiaturyzowanych odbiorników:
W październikowym numerze „Młodego Technika” z 1984 r. było opisane radio wykonane na popularnym wtedy układzie UL1111.
Drugi opis pojawił się natomiast w kwietniowym numerze z 1985 r. Był to układ dwutranzystorowy, z tranzystorem BF194 i BC147.
Radia na UL1111 nie zbudowałem nigdy, natomiast zbudowałem drugi ze wspomnianych układów na początku lat 90. Wcześniej jednak zrobiłem refleksowe radio na jednym tranzystorze. Schemat chyba pochodził z „horyzontów techniki”, ale po latach stwierdziłem, że jest w zasadzie tożsamy ze schematem z książki Sławomira Wolszczaka.
Wtedy, kiedy zbudowałem to moje pierwsze radio, układ nijak miniaturowy nie był. Pamiętam, że nie mając małego rezystora 100 omów użyłem wtedy 4- watowy rezystor drutowy. Płytka drukowana pochodziła z jakiegoś rozbiórkowego układu, a użytym tranzystorem był BF520, także pochodzący z demontażu, podobnie zresztą jak wszystkie pozostałe części.
Minęło około 30 lat i postanowiłem w święta jeszcze raz złożyć dwutranzystorowe radio z „Młodego Technika”, które kiedyś tak dobrze mi grało. Spotkało mnie jednak dość duże rozczarowanie: Zasilając radio z bateryjki o napięciu 1,5V stwierdziłem z żalem, że siła głosu była bardzo niewielka, pomimo tego, że zastosowałem tranzystory BC547C, a więc o znacznie większym współczynniku wzmocnienia niż poczciwe BF194 i BC147. Cóż, czasy się zmieniły. Wtedy, po upadku masztu radiowego w Gąbinie znajdowałem się w niedużej odległości od nadajnika w Raszynie i Woli Rasztowskiej. Pozwalało to odbierać wówczas zarówno na częstotliwości 227 kHz jak i 817 kHz. Dziś to jednak już historia- praktycznie rzecz biorąc jedynym czynnym nadajnikiem (nadającym z sensowną mocą) jest nadajnik w Solcu Kujawskim. z nieco inną częstotliwością na falach długich- 225 kHz. Od tego czynnego nadajnika w Solcu Kujawskim dzieli mnie jednak odległość około 200 km.
Zmierzyłem też z ciekawości czerpany przez ten dwutranzystorowy układ prąd: było to około 4,5 mA. Nieprzyzwoicje dużo.
Z ciekawości przebudowałem układ na mój pierwszy, jednotranzystorowy odbiornik. Duże było moje zdziwienie, gdy okazało się, że odbiornik ten zagrał dużo głośniej, a pobierany prąd nie był większy jak 1,6 mA.
Miniaturowe radio powinno cechować się moim zdaniem nie tylko małymi gabarytami, ale także małym poborem prądu. Takie jednotranzystorowe radio spełnia ten warunek. Ponadto, z uwagi na to, że słuchawki włącza się w szereg z baterią, wyłączenie radia jest bardzo łatwe: wystarczy wyjąć wtyk słuchawki z gniazdka i nie potrzeba stosować dodatkowego wyłącznika, co stanowi kolejną niewątpliwą zaletę takiego układu.
Po wypróbowaniu układu "na pająka" było pomyśleć nad zbudowaniem radia w docelowej obudowie. Sprzyjały temu też niedawno wykonane zakupy w czasie mojego pobytu na Tajwanie. Kupiłem sobie wtedy między innymi gniazdka i wtyczki typu „Jack”.
Postanowiłem, że zrobię radio w starym stylu, na tranzystorze germanowym- tak jak było to w książce Sławomira Wolszczaka. Próby wykonałem jeszcze w tymczasowym układzie testowym. Długo selekcjonowałem tranzystory, szukając takich, które „grałyby” głośno przy napięciu 1,5V. Najlepsze okazały się niektóre egzemplarze tranzystorów AF426S, ale i tak siła głosu była dużo słabsza niż w radiu z BC547C. Nic dziwnego : jeśli najlepsze AF426S miały współczynnik wzmocnienia rzędu 80 czy 100 to BC547 miał ten współczynnik równy 850.
Pomyślałem, że warto więc wypróbować nieco inny schemat z książki Sławomira Wolszczaka, z wykorzystaniem transformatora w.cz. Transformator ten nawinąłem na rdzeniu kubkowym o przenikalności Al.=100. Uzwojenie pierwotne ma 100 zwojów drutu DNE0,09 mm, a wtórne 350 zwojów tego drutu. Siła głosu znacząco wzrosła, choć i tak nie dorównuje ona radiu z tranzystorem BC547C.
Po wypróbowaniu układu, zbudowałem go raz jeszcze na starożytnym laminacie papierowym, z wykorzystaniem równie starożytnych części. Jedynie kondensator elektrolityczny zastosowałem współczesny.
Zachęcony uzyskanym wynikiem, zbudowałem też radio na tranzystorze BC547C. Laminat zastosowałem oczywiście nowszy, epoksydowo- szklany. Także i pozostałe części są współczesne, za wyjątkiem diod germanowych. Z uwagi na duży współczynnik wzmocnienia nie trzeba stosować transformatora w.cz. To radio gra i tak głośniej niż radio z archaicznym tranzystorem germanowym.
Wypróbowałem też diody Shottkyego – 1N60. Spisują się w tym układzie tak samo dobrze, jak diody germanowe.
Gdy kończyłem pracę nad tym drugim układem, przypomniałem sobie, że kolega dał mi w prezencie układ TA7642. Jest to trójkońcówkowy układ scalony, proste radio AM z bardzo mało liczbą zewnętrznych elementów. Z wykorzystaniem tego układu zrobiłem „do kolekcji” trzecie radio. Pracuje ono najbardziej ekonomicznie: przy sile głosu bardzo podobnej do radia na BC547C pobiera ono nie więcej jak 0,8 mA z baterii 1,5V. Radio to jest bardzo czułe, może pracować z bardzo krótką anteną ferrytową. Nie zaskakuje to jednak: w strukturze układu jest bowiem 8 tranzystorów.
Nawiasem mówiąc, protoplastą układu TA7642 był ZN414 firmy Ferranti, opracowanego już w 1972 r. Był to układ w obudowie metalowej TO-18. W późniejszym czasie obudowę zmieniono na TO-92. Istniały także ośmionóżkowe układy ZN415 i ZN416, wyposażone dodatkowo we wzmacniacz m.cz., co pozwalało dołączać do układu słuchawki o oporności 64 omy.
Układ ZN414 miał różne swoje, jak np. MK484, YS414 czy LMF501T (obudowa nieco mniejsza od TO-92). Układ TA7642 można z łatwością kupić w internecie, liczba dołączanych elementów jest minimalna, co pozwala radio zmieścić nawet w objętości mniejszej nić pół pudełka zapałek, ale i tak najwięcej frajdy sprawiło mi dobieranie archaicznych tranzystorów germanowych do pierwszej wersji zapałczanego radia.
Pierwszym, dość popularnym zastosowaniem było użycie pudełek od zapałek jako osobliwego "mebla".
W czasach PRL a nawet i później pudełka te były bowiem chętnie stosowane jako "szufladki" na elementy. Było to dość praktyczne rozwiązanie, które podpatrzyłem od starszych o kilka dekad kolegów, które stosuję do dnia dzisiejszego, aby mieć pod ręką niewielkie ilości elementów.
Drugie zastosowanie to osobliwa obudowa mikrofonu węglowego. W dawnej literaturze radzieckiej, ale i polskiej widziałem takie opisy- w pudełku umieszczało się elektrody, sypało granulki węgla lub montowało się pałeczkę węglową i... gotowe. Osobiście nigdy nie budowałem, więc nie wiem jak to działało. Może ktoś w komentarzach podzieli sie z nami swoimi praktycznymi
obserwacjami na ten temat.
Trzecim zastosowaniem pudełek od zapałek było ich użycie jako osobliwej obudowy urządzeń elektronicznych, a dokładniej mówiąc- odbiorników radiowych. O tym napiszę szerzej.
Samodzielna budowa miniaturowych odbiorników radiowych wielkości pudełka zapałek z użyciem krajowych części stała się możliwa w PRL mniej więcej w połowie lat sześćdziesiątych. Wtedy rozpoczęła się krajowa produkcja wielu miniaturowych części, takich jak tranzystory, słuchawki miniaturowe SM-60 o oporności 250 omów, małogabarytowe rezystory i kondensatory ceramiczne.
Te zminiaturyzowane elementy były stosowane w takich odbiornikach jak Ara, Migo i Tramp (ale nie ten samochodowy z lat 80., tylko wcześniejszy, z lat 60.). Wkrótce potem pojawiły się miniaturowe, ale okryte jednak złą sławą kondensatory elektrolityczne w plastikowej czerwonej lub niebieskiej osłonie. Trwałość i jakość wykonania tych elementów pozostawiała bowiem dużo do życzenia- dziś regułą jest, że naprawy przenośnych polskich odbiorników przenośnych z tamtego okresu trzeba rozpocząć od wymiany tych właśnie kondensatorów.
Opisy budowy miniaturowych odbiorników tranzystorowych można było znaleźć od lat 60. w polskiej literaturze.
Bardzo proste układy pojawiały się w „Młodym Techniku”, natomiast bardziej zaawansowane, ale i większe układy można było znaleźć w „Radioamatorze i Krótkofalowcu”. Pojawiały się też opisy w książkach.
Najlepszą moim zdaniem pozycją tamtego okresu była książka autorstwa Sławomira Wolszczaka. Jako obudowy miniaturowych odbiorników autor polecał stosować opakowania po lekach. Ta kultowa książka była wznawiana kilkukrotnie. Ostatnie jej wydanie, które mam w swojej domowej biblioteczce pochodzi z roku ///
Chyba dopiero w latach 80. pojawił się pomysł zastosowania jako obudowy odbiornika pudełka od zapałek, co zawdzięczamy Rolandowi Wacławkowi. Ten autor opublikował w „Młodym Techniku” dwa opisy tak zminiaturyzowanych odbiorników:
W październikowym numerze „Młodego Technika” z 1984 r. było opisane radio wykonane na popularnym wtedy układzie UL1111.
Drugi opis pojawił się natomiast w kwietniowym numerze z 1985 r. Był to układ dwutranzystorowy, z tranzystorem BF194 i BC147.
Radia na UL1111 nie zbudowałem nigdy, natomiast zbudowałem drugi ze wspomnianych układów na początku lat 90. Wcześniej jednak zrobiłem refleksowe radio na jednym tranzystorze. Schemat chyba pochodził z „horyzontów techniki”, ale po latach stwierdziłem, że jest w zasadzie tożsamy ze schematem z książki Sławomira Wolszczaka.
Wtedy, kiedy zbudowałem to moje pierwsze radio, układ nijak miniaturowy nie był. Pamiętam, że nie mając małego rezystora 100 omów użyłem wtedy 4- watowy rezystor drutowy. Płytka drukowana pochodziła z jakiegoś rozbiórkowego układu, a użytym tranzystorem był BF520, także pochodzący z demontażu, podobnie zresztą jak wszystkie pozostałe części.
Minęło około 30 lat i postanowiłem w święta jeszcze raz złożyć dwutranzystorowe radio z „Młodego Technika”, które kiedyś tak dobrze mi grało. Spotkało mnie jednak dość duże rozczarowanie: Zasilając radio z bateryjki o napięciu 1,5V stwierdziłem z żalem, że siła głosu była bardzo niewielka, pomimo tego, że zastosowałem tranzystory BC547C, a więc o znacznie większym współczynniku wzmocnienia niż poczciwe BF194 i BC147. Cóż, czasy się zmieniły. Wtedy, po upadku masztu radiowego w Gąbinie znajdowałem się w niedużej odległości od nadajnika w Raszynie i Woli Rasztowskiej. Pozwalało to odbierać wówczas zarówno na częstotliwości 227 kHz jak i 817 kHz. Dziś to jednak już historia- praktycznie rzecz biorąc jedynym czynnym nadajnikiem (nadającym z sensowną mocą) jest nadajnik w Solcu Kujawskim. z nieco inną częstotliwością na falach długich- 225 kHz. Od tego czynnego nadajnika w Solcu Kujawskim dzieli mnie jednak odległość około 200 km.
Zmierzyłem też z ciekawości czerpany przez ten dwutranzystorowy układ prąd: było to około 4,5 mA. Nieprzyzwoicje dużo.
Z ciekawości przebudowałem układ na mój pierwszy, jednotranzystorowy odbiornik. Duże było moje zdziwienie, gdy okazało się, że odbiornik ten zagrał dużo głośniej, a pobierany prąd nie był większy jak 1,6 mA.
Miniaturowe radio powinno cechować się moim zdaniem nie tylko małymi gabarytami, ale także małym poborem prądu. Takie jednotranzystorowe radio spełnia ten warunek. Ponadto, z uwagi na to, że słuchawki włącza się w szereg z baterią, wyłączenie radia jest bardzo łatwe: wystarczy wyjąć wtyk słuchawki z gniazdka i nie potrzeba stosować dodatkowego wyłącznika, co stanowi kolejną niewątpliwą zaletę takiego układu.
Po wypróbowaniu układu "na pająka" było pomyśleć nad zbudowaniem radia w docelowej obudowie. Sprzyjały temu też niedawno wykonane zakupy w czasie mojego pobytu na Tajwanie. Kupiłem sobie wtedy między innymi gniazdka i wtyczki typu „Jack”.
Postanowiłem, że zrobię radio w starym stylu, na tranzystorze germanowym- tak jak było to w książce Sławomira Wolszczaka. Próby wykonałem jeszcze w tymczasowym układzie testowym. Długo selekcjonowałem tranzystory, szukając takich, które „grałyby” głośno przy napięciu 1,5V. Najlepsze okazały się niektóre egzemplarze tranzystorów AF426S, ale i tak siła głosu była dużo słabsza niż w radiu z BC547C. Nic dziwnego : jeśli najlepsze AF426S miały współczynnik wzmocnienia rzędu 80 czy 100 to BC547 miał ten współczynnik równy 850.
Pomyślałem, że warto więc wypróbować nieco inny schemat z książki Sławomira Wolszczaka, z wykorzystaniem transformatora w.cz. Transformator ten nawinąłem na rdzeniu kubkowym o przenikalności Al.=100. Uzwojenie pierwotne ma 100 zwojów drutu DNE0,09 mm, a wtórne 350 zwojów tego drutu. Siła głosu znacząco wzrosła, choć i tak nie dorównuje ona radiu z tranzystorem BC547C.
Po wypróbowaniu układu, zbudowałem go raz jeszcze na starożytnym laminacie papierowym, z wykorzystaniem równie starożytnych części. Jedynie kondensator elektrolityczny zastosowałem współczesny.
Zachęcony uzyskanym wynikiem, zbudowałem też radio na tranzystorze BC547C. Laminat zastosowałem oczywiście nowszy, epoksydowo- szklany. Także i pozostałe części są współczesne, za wyjątkiem diod germanowych. Z uwagi na duży współczynnik wzmocnienia nie trzeba stosować transformatora w.cz. To radio gra i tak głośniej niż radio z archaicznym tranzystorem germanowym.
Wypróbowałem też diody Shottkyego – 1N60. Spisują się w tym układzie tak samo dobrze, jak diody germanowe.
Gdy kończyłem pracę nad tym drugim układem, przypomniałem sobie, że kolega dał mi w prezencie układ TA7642. Jest to trójkońcówkowy układ scalony, proste radio AM z bardzo mało liczbą zewnętrznych elementów. Z wykorzystaniem tego układu zrobiłem „do kolekcji” trzecie radio. Pracuje ono najbardziej ekonomicznie: przy sile głosu bardzo podobnej do radia na BC547C pobiera ono nie więcej jak 0,8 mA z baterii 1,5V. Radio to jest bardzo czułe, może pracować z bardzo krótką anteną ferrytową. Nie zaskakuje to jednak: w strukturze układu jest bowiem 8 tranzystorów.
Nawiasem mówiąc, protoplastą układu TA7642 był ZN414 firmy Ferranti, opracowanego już w 1972 r. Był to układ w obudowie metalowej TO-18. W późniejszym czasie obudowę zmieniono na TO-92. Istniały także ośmionóżkowe układy ZN415 i ZN416, wyposażone dodatkowo we wzmacniacz m.cz., co pozwalało dołączać do układu słuchawki o oporności 64 omy.
Układ ZN414 miał różne swoje, jak np. MK484, YS414 czy LMF501T (obudowa nieco mniejsza od TO-92). Układ TA7642 można z łatwością kupić w internecie, liczba dołączanych elementów jest minimalna, co pozwala radio zmieścić nawet w objętości mniejszej nić pół pudełka zapałek, ale i tak najwięcej frajdy sprawiło mi dobieranie archaicznych tranzystorów germanowych do pierwszej wersji zapałczanego radia.
- Nieliniowy
- 125...249 postów
- Posty: 226
- Rejestracja: czw, 14 maja 2020, 00:15
- Lokalizacja: Silicon Forest
Re: Zapałczane reminescencje
Takie miniaturowe radyjka to jedne z najwdzięczniejszych konstrukcji. Dużo zabawy przy uruchamianiu, tanio, bez niebezpiecznych napięć i na końcu powstaje coś użytecznego. Może by tak ożywić to forum w roku Pańskim 2025 i zrobić jakiś konkurs/pokaz. Wysłać konstrukcje na jakiś PO BOX w Polsce i pokazać na kanale YouTube? Może przyciągnie nowych konstruktorów/użytkowników...
Opcji na detale konstrukcyjne jest multum, retro german, krzem na piechotę, krzem scalony, krzem cyfrowy SDR itp itd..
Chodzi mi po głowie wersja radyjka FM podobnego do tego co już wyrzeźbiłem, ale mono na 1.5V z przetwornicą w stylu Joule Thief.
W pudełku po zapałkach sztormowych to dało by rade zmieścić stereo
Opcji na detale konstrukcyjne jest multum, retro german, krzem na piechotę, krzem scalony, krzem cyfrowy SDR itp itd..
Chodzi mi po głowie wersja radyjka FM podobnego do tego co już wyrzeźbiłem, ale mono na 1.5V z przetwornicą w stylu Joule Thief.
W pudełku po zapałkach sztormowych to dało by rade zmieścić stereo

Re: Zapałczane reminescencje
Ja mogę taki materiał nagrać, jeśli byliby w ogóle chętni, aby przystąpić do takiej akcji. Okazja jest- stulecie polskiego radia.
- Nieliniowy
- 125...249 postów
- Posty: 226
- Rejestracja: czw, 14 maja 2020, 00:15
- Lokalizacja: Silicon Forest
Re: Zapałczane reminescencje
Ja bym coś wysłał do takiego odcinka, była by niezła zabawa. Nie musi być na 100% serio.
Re: Zapałczane reminescencje
Bardzo dobrą obudową do takich miniodbiorników były
pudełeczka po tabletkach do ssania "AKRON"
Korzystałem z nich czasami.
pudełeczka po tabletkach do ssania "AKRON"
Korzystałem z nich czasami.
- tszczesn
- moderator
- Posty: 11212
- Rejestracja: wt, 12 sierpnia 2003, 09:14
- Lokalizacja: Otwock
- Kontakt:
Re: Zapałczane reminescencje
Ten odbiornik z MT na UL1111 zrobiłem, był jak trzeba w pudełku od zapałek. Działał przyzwoicie, zadawałem szyku w szkole (podstawowej). Tylko pudełko okazało się być mało trwałe 

Re: Zapałczane reminescencje
Komu ten "AKRON" przeszkadzał?
- Thereminator
- 6250...9374 posty
- Posty: 7349
- Rejestracja: sob, 2 kwietnia 2005, 21:42
- Lokalizacja: Nizina Wschodnioeuropejska
Re: Zapałczane reminescencje
https://allegrolokalnie.pl/oferta/prlpu ... tkachakron
https://www.olx.pl/d/oferta/stare-opako ... N8Ohd.html

https://www.olx.pl/d/oferta/stare-opako ... N8Ohd.html
W teorii nie ma różnicy między praktyką a teorią. W praktyce jest.
-
- 3125...6249 postów
- Posty: 6244
- Rejestracja: sob, 5 listopada 2005, 15:51
- Lokalizacja: Warszawa
Re: Zapałczane reminescencje
Mój kolega z podstawówki, sąsiad przez ścianę w przedwojennej kamienicy (obecnie emerytowany dalej pracujący pracownik WOT, teraz wciska ale dość słabo mu to idzie, syna na swoje miejsce) miał ojca psychiatrę, prywatnie pan doktor leczył takich dziwnych za pomocą wstrząsów elektrycznych (szpejo widziałem) a wzmacniał leczenie jakimiś specyfikami po których zostawały pudełka wielkości ciut większej niż obudowa Kolibra, w kolorze szarym, i to były moje typowe obudowy wtedy w użyciu, ilość praktycznie nieograniczona.
- Nieliniowy
- 125...249 postów
- Posty: 226
- Rejestracja: czw, 14 maja 2020, 00:15
- Lokalizacja: Silicon Forest
Re: Zapałczane reminescencje
@Alek, bardzo udany odcinek na wiadomym kanale..
Czy będzie część druga z bardziej egzotycznymi konstrukcjami? FM, przetwornice, nuvistory etc?
W sumie mam jedno głupie pytanie: jakie są wymiary tradycyjnego pudełka od zapałek?
Za oceanem nie idzie dostać zapałek w normalnym sklepie
..albo słabo szukam.
Czy będzie część druga z bardziej egzotycznymi konstrukcjami? FM, przetwornice, nuvistory etc?
W sumie mam jedno głupie pytanie: jakie są wymiary tradycyjnego pudełka od zapałek?
Za oceanem nie idzie dostać zapałek w normalnym sklepie

Re: Zapałczane reminescencje
Stare i nowsze { nie wypychające kieszeni - tak bardzo
}


- Nieliniowy
- 125...249 postów
- Posty: 226
- Rejestracja: czw, 14 maja 2020, 00:15
- Lokalizacja: Silicon Forest
Re: Zapałczane reminescencje
Dziękuję! Czyli podobne do dużego pudełka Tic-Tac'ów.
Głośniczek jest bardzo płaski (5mm) i pasuje średnicą na styk.
Bateria ma rozmiar AAA. Trochę kombinacji i powinno się wszystko zmieścić.
Głośniczek jest bardzo płaski (5mm) i pasuje średnicą na styk.
Bateria ma rozmiar AAA. Trochę kombinacji i powinno się wszystko zmieścić.
-
- 2500...3124 posty
- Posty: 2937
- Rejestracja: sob, 18 września 2004, 19:38
- Lokalizacja: Bielsko-Biała
Re: Zapałczane reminescencje
pamiętacie?
sam sobie w życiu
jakoś nie radzę
więc biuro porad
dla innych prowadzę
/Sztaudynger/
jakoś nie radzę
więc biuro porad
dla innych prowadzę
/Sztaudynger/
- Teslacoil
- 625...1249 postów
- Posty: 666
- Rejestracja: pn, 31 stycznia 2005, 23:51
- Lokalizacja: Czarnów
Re: Zapałczane reminescencje
Pamiętam i używam. W podobnym bloku owiniętym taśmą pakową od lat mieszkają sobie u mnie bezpieczniki rurkowe 

- Thereminator
- 6250...9374 posty
- Posty: 7349
- Rejestracja: sob, 2 kwietnia 2005, 21:42
- Lokalizacja: Nizina Wschodnioeuropejska
Re: Zapałczane reminescencje
W temacie obudowy. Przypomniała mi się podstawówka (połowa lat '80); kolega z klasy miał temperówkę, całkiem sporych rozmiarów, w kształcie radiomagnetofonu Kasprzaka. Gdyby teraz udało się taką zdobyć, mogłaby posłużyć jako obudowa dla któregoś z opisanych radyjek.
W teorii nie ma różnicy między praktyką a teorią. W praktyce jest.