

Moderatorzy: gsmok, tszczesn, Romekd, Einherjer, OTLamp
Kolego Marku, nawet dzisiaj miałem u siebie klienta (nie wiedział że od wielu lat nie naprawiam już takich urządzeń), który twierdził, że wnuczka bawiąc się przyciskami magnetofonu kasetowego firmy Onkyo, musiała chyba załączyć kilka przycisków jednocześnie i może wciągnęło taśmę i zablokowało mechanizm, bo gdy odciągnął ją od urządzenia, w tym pogasły wszystkie kontrolki. Swoją drogą był to sprzęt w miarę współczesnej produkcji, w którym na tylnej ściance była podana informacja, że może być zasilany napięciem przemiennym o wartości mieszczącej się w przedziale 230...240 V. Choć nie zajmuje się już naprawami sprzętu RTV, ten przypadek mnie zainteresował, więc rozebrałem magnetofon by sprawdzić co mogło się stać, że ten nie daje żadnych oznak działania. Po podłączeniu go do gniazdka, miernik parametrów sieci wskazał zerowy pobór prądu. Powiedziałem, że jest gdzieś przerwa, na co klient odparł, że wcześniej sprawdził jedyny bezpiecznik wewnątrz (2 A/250 V) i ten okazał się sprawny. Swoją drogą był to ciekawy magnetofon - kasetę wkładało się do niego podobnie jak wiele lat temu kasetę VHS do magnetowidu, w wąską szczelinę, a urządzenia samo "przejmowało" kasetę i umieszczało wewnątrz magnetofonu Wyglądał jak ten z linku poniżej:
Ależ służę uprzejmie: Dzięki takiemu dołączeniu R12 i R22 (do baz tranzystorów końcowych T11 i T21 zamiast do baz T12 i T22) te ostatnie nie mają praktycznie wpływu na prąd spoczynkowy. Nie muszą mieć kontaktu termicznego z tranzystorami stabilizującymi T13 i T23, mogą mieć własne radiatory względnie nie mieć ich wcale jeśli nie nagrzewają się zbyt mocno. Wymagany jest tylko możliwie dobry kontakt termiczny między T11 i T13 oraz między T21 i T23. Rezystor R03 (może być połączony w szereg z rezystorem nastawnym) służy do ustawiania prądu spoczynkowego; w szczególnych przypadkach może nie być go wcale. Nie znałeś dotąd takiego patentu?
Podobne rozwiązanie było stosowane w niektórych sprzętach audio, spotkałem się z nim w kilkunastoletniej wieży stereo Thomson znalezionej na zbiórce odpadów. Transformator miał moc ok. 50-70VA, a bezpiecznik termiczny był umieszczony w jego wnętrzu.Romekd pisze: ↑pn, 6 grudnia 2021, 22:37 Choć nie zajmuje się już naprawami sprzętu RTV, ten przypadek mnie zainteresował, więc rozebrałem magnetofon by sprawdzić co mogło się stać, że ten nie daje żadnych oznak działania. Po podłączeniu go do gniazdka, miernik parametrów sieci wskazał zerowy pobór prądu. Powiedziałem, że jest gdzieś przerwa, na co klient odparł, że wcześniej sprawdził jedyny bezpiecznik wewnątrz (2 A/250 V) i ten okazał się sprawny.
Okazało się, że w zasilaczu zastosowany został zwykły transformator sieciowy (na tylnej ściance była też informacja o poborze mocy 13 W), a bezpiecznik w magnetofonie zabezpieczał inne urządzenie, podłączone do gniazdka sieciowego, umieszczonego na tylnej ściance magnetofonu (może amplitunera). Za to transformator podłączony był bezpośrednio do gniazda kabla sieciowego (bez jakiegokolwiek bezpiecznika po drodze) i miał przerwę, gdyż przegrzaniu uległ bezpiecznik termiczny 130°C o jednorazowym zadziałaniu, umieszczony wewnątrz uzwojenia pierwotnego. Bezpiecznik zastąpiłem zewnętrznym (przylutowanym do wyprowadzeń transformatora) zwłocznym o dopuszczalnym prądzie T160 mA/250V. Po tej modyfikacji sprzęt zaczął normalnie pracować, a transformator po godzinie pracy przy napięciu ok. 240 V zrobił się delikatnie letni. Jakie musiało do niego dochodzić wcześniej napięcie, że temperatura uzwojeń przekroczyła 130°C? w sprzęcie nic więcej się nie uszkodziło. Pobór prądu po naprawie wynosił ok. 30 mA na czuwaniu i ok 40 mA podczas odtwarzania kaset.
W dwóch. Najpierw był to wzmacniacz na BD354C/355C w stopniu końcowym, sterowany przez BC211-16/BC313-16, zbudowany gdzieś na początku lat 90-tych ub. wieku. Współpracował on z głośnikiem GDS16/15 (samodzielnym) o impedancji 8 omów. Tam miałem problemy zupełnie innej natury. Założyłem (może niepotrzebnie) że rezystorów emiterowych nie będzie w ogóle, dzięki czemu końcowe tranzystory nie wchodziły w stan zatkania (niekiedy określa się to mianem klasy Super-A). W efekcie trochę bedetek spaliłem, zanim udało się dobrać bezpieczną wartość prądu spoczynkowego, tak aby zniekształcenia skrośne były niezauważalne, a równocześnie prąd spoczynkowy nie miał tendencji do lawinowego narastania (oczywiście, tranzystory stabilizujące, ZTCP BC108/178 miały kontakt z radiatorem poprzez przekładkę mikową). Dziś wiedziałbym już że niewielkie rezystory emiterowe (w granicach 0,1 oma zamiast zwykle stosowanych przy tej impedancji głośnika) nie wprowadzą istotnych zniekształceń wynikających z zatykania tranzystorów mocy (zatykanie to zachowa łagodny charakter) a równocześnie wyrównają "dołek" w charakterystyce przejściowej. Niewątpliwie pozwoliłoby to zwiększyć prąd spoczynkowy bez pogarszania jego stabilności. No ale w tamtych czasach SPICE'a nie miałem do dyspozycji, i musiałem jeszcze wiele się nauczyć. Właściwie to również wzmacniacz wykonany pod koniec lat 80-tych na pracę dyplomową miał analogiczny układ stabilizacji, rozbudowany jednak o dwa dodatkowe tranzystory (T15 i T25 na załączonym schemacie). Były one zasadniczo połączone jako diody (z dodatkowymi rezystorami zwiększającymi ich napięcie przewodzenia). Dzięki nim nie dochodziło do zatykania tranzystorów mocy (BD3P395/396, pozostałe należały do typów BD139/140) nawet w obecności tranzystorów emiterowych. I tam nie było problemu ze wzbudzaniem się układu stabilizacji. Oczywiście, wszystkie tranzystory znajdowały się na wspólnym radiatorze (a właściwie dwóch, osobnych dla tranzystorów pnp i npn). Można było przechodzić z "klasy Super-A") na zwykłą klasę AB (odłączając emitery T215 i T25 od szyny wyjściowej zachowując połączenie między nimi) i widać było na ekranie oscyloskopu połączonego z miernikiem PMZ jak mimo niezmienionego prądu spoczynkowego "połamany" przebieg zniekształceń w klasie AB wygładza się dzięki wyeliminowaniu zatykania się tranzystorów końcowych. Tamten wzmacniacz został jednak na Polibudzie, i nie mam do niego dostępu, natomiast ten zbudowany później kurzy się od kilkudziesięciu lat na moim regale. Musiałbym go odrysować i sporządzić schemat, bo stopnie napięciowe są wyjątkowo złożone, tak że dawno juz wiele rzeczy pozapominałem.
A to oczywiście warto zrobić, do tego ograniczają się obecnie moje eksperymenty ze wzmacniaczami bardziej złożonymi niż poprawiona końcówka od M2405 (w wykonaniu na BC211/313 znalazła zastosowanie w Danie). Wiele czasu takie badania nie kosztują. Jestem pewnien że niestabilność nie grozi, powodów dla których miałyby jeszcze powstać jakieś dodatkowe zniekształcenia po prostu nie widzę. Ujawniały się one tylko w bardziej złożonym, dyplomowym wzmacniaczu gdzie część sygnału z wtórników sterujących uciekało przez diodowo połączone tranzystory. Musiałem więc trochę popracować nad optymalizacją elementów w układzie stabilizacjiChciałbym tez w wolnej chwili zasymulować to w LTSpice, jakoś mam wątpliwości, czy włączenie wtórników w pętlę stabilizacji prądu spoczynkowego nie wprowadzi dodatkowych zniekształceń.
Takie pęta snujące się po całym wzmacniaczu powinny budzić obawy o stabilność. Po prawdzie to tranzystory końcowe (i przedkońcowe pewnie też) mają zapewne tak wysokie bety (są to bowiem tranzystory epiplanarne, takie mocniejsze BD354/355Osobiście w przypadku wzmacniacza Densena, od którego zaczęła się ta dyskusja, zastosowałbym komplementarny układ stabilizacji, ale "klasycznie" włączony, jeden z tranzystorów stabilizujących na "plechach" tranzystora mocy, drugi sprzężony termicznie z pre-driverami, które o ile pamiętam nie są na radiatorze.
Nie: to tranzystory Darlingtona mają wadę polegającą na niemożności zastosowania go w przedstawionym przeze mnie układzie, bowiem zamiast czwartej końcówki mają napakowane do środka jakieś diody i rezystory wprowadzające tylko dodatkowe zniekształcenia. Zarówno statyczne (rezystory kradną prąd) jak i dynamiczne (zatkanie tranzystora wyjściowego za pośrednictwem diody bocznikującej złącze B-E tranzystora wejściowego wymaga przewoltowania bazy przeciwnie spolaryzowanym napięciem). Dlatego lepiej pozostawić te tranzystory jedynie na potrzeby taniej (choć daleko nie zawsze) masowej tandety. Jak bipolarne elektrolity i cewki na żelaznym rdzeniu w tandetnych choć często bardzo drogich kolumnach.
To co powiesz na to? Chociaż należy dodać, że w tym układzie chodzi o coś więcej niż stabilizację prądów spoczynkowych, ta jest tu "w gratisie".Tomek Janiszewski pisze: ↑pt, 10 grudnia 2021, 12:05 I jeszcze może wrzucę rozbudowany układ stabilizacji jaki zastosowałem w dyplomowym wzmacniaczu. Teraz, po kilkudziesięciu latach uważam że niepotrzebnie się wtedy aż tak zagalopowałem)
Przede wszystkim to zupełnie inna liga, skoro na wyjściu są MOSFET-y. Stabilistor między bazami to naprawdę ma aż 22V?Einherjer pisze: ↑śr, 15 grudnia 2021, 22:34To co powiesz na to?Tomek Janiszewski pisze: ↑pt, 10 grudnia 2021, 12:05 I jeszcze może wrzucę rozbudowany układ stabilizacji jaki zastosowałem w dyplomowym wzmacniaczu. Teraz, po kilkudziesięciu latach uważam że niepotrzebnie się wtedy aż tak zagalopowałem)
hec.png
Chociaż należy dodać, że w tym układzie chodzi o coś więcej niż stabilizację prądów spoczynkowych, ta jest tu "w gratisie".
Ten układ potrzebuje wyższych napięć zasilania dla części napięciowej, to prawda. Ma MOSFETy na wyjściu, ale da się podobną rzecz zrobić dla końcówki z bipolarnymi tranzystorami. Myślałem, że może pokusisz się o rozwiązanie zagadki o co w tym układzie chodzi, bo tak jak pisałem wcześniej, stabilizacja temperaturowa jest przy okazji tylko.Tomek Janiszewski pisze: ↑czw, 16 grudnia 2021, 12:16Przede wszystkim to zupełnie inna liga, skoro na wyjściu są MOSFET-y. Stabilistor między bazami to naprawdę ma aż 22V?Einherjer pisze: ↑śr, 15 grudnia 2021, 22:34To co powiesz na to?Tomek Janiszewski pisze: ↑pt, 10 grudnia 2021, 12:05 I jeszcze może wrzucę rozbudowany układ stabilizacji jaki zastosowałem w dyplomowym wzmacniaczu. Teraz, po kilkudziesięciu latach uważam że niepotrzebnie się wtedy aż tak zagalopowałem)
hec.png
Chociaż należy dodać, że w tym układzie chodzi o coś więcej niż stabilizację prądów spoczynkowych, ta jest tu "w gratisie".W takim wypadku straty napięcia zasilającego stopień końcowy byłyby masakryczne. Osobiście zdecydowanie bym się w to nie pakował, tak jak i we wzmacniacze z pętlą USZ omijającą wtórnik końcowy.
Ale w takim wypadku wtórniki wejściowe (Q1 i Q2) również powinny być zasilane podwyższonym napięciem, nie uważasz? Dla Q7 i Q8 także byłoby to wskazane, choć nie jest to aż tak krytyczne.
Zapewne tak; jeszcze nie próbowałem. Nie wyczuwam jeszcze jaka ma być rola złożonej sieci oporowej z tak zawiłymi połączeniami, w tym potencjometru R11, bo R12 służy niechybnie do ustawiania prądu spoczynkowego. Kolektory Q5 u Q6 to chyba z podobnym skutkiem mogłyby być dołączone wprost do zasilania; wzrosłaby wówczas moc tracona w tych tranzystorach ale zmalałoby obciążenie prądowe wtórników Q1 i Q2 a tym samym znacznie wzrosłoby wzmocnienie prądowe całego złożonego wtórnika końcowego.Ma MOSFETy na wyjściu, ale da się podobną rzecz zrobić dla końcówki z bipolarnymi tranzystorami.
A ja myślałem że zanim zadasz tę zagadkę - przeanalizujesz przynajmniej pierwszy, prostszy układ spośród zamieszczonych przeze mnie i rozwiejesz zasiane wcześniej wątpliwości czy się toto nie wzbudzi.Myślałem, że może pokusisz się o rozwiązanie zagadki o co w tym układzie chodzi,
Czy to tak ma działać? Musiałem conieco zmodyfikować układ, zastępując stabilistor D1 dwoma połączonymi w szereg stabilistorami na 6,8V (ze stabilistorami na 11V spoczynkowe prądy drenów w tranzystorach wejściowych już na dzieńdobry tj z R12=0.115k sięgały wielu amperów) i zasilić te stabilistory z dwóch źródeł prądowych po 5mA. Napięcie wejściowe (na osi poziomej) doprowadziłem do punktu połączenia stabilistorów. Zasilanie jest z +/- 36V, rezystancja obciążenia - 8 omów. Wykresy przedstawiają: V(02) - napięcie wyjściowe, ID(M1) - prąd drenu NMOS-a, ID(M2) - prąd drenu PMOS-a. Potencjometr R12 ustawiony jest na maxa, i niewielkie nawet zmniejszenie jego oporności wywołuje drastyczny wzrost prądów spoczynkowych, podobnie jak zastosowanie stabilistorów na większe napięcie. Wpływu potencjometru R11 nie zaobserwowałem; być może przy dobrej symetrii nie odgrywa on widocznej roli bo i tak praktycznie żaden prąd przez niego nie płynie.bo tak jak pisałem wcześniej, stabilizacja temperaturowa jest przy okazji tylko.
Amplituda napięcia przemiennego jest w tym miejscu niewielka i zastosowanie kondensatora elektrolitycznego aluminiowego jest z tego względu dopuszczalne. Można go się całkiem pozbyć, jednak ze względu na dość duże napięcie niezrównoważenia i duże prądy wejściowe bipolarnych tranzystorów (znacznie większe niż w scalonych wzmacniaczach operacyjnych) dyskretnego wzmacniacza różnicowego w stopniu wejściowym potrzebna by była kompensacja. W tym celu wykorzystuje się tzw. DC servo:Nieliniowy pisze: ↑pn, 20 grudnia 2021, 06:00 Dlaczego kondensator C17 2200 uF 10 V nie jest bipolarny? W wielu konstrukcjach profesjonalnych, nawet w naszym Radmorze, kondensatory w pętli USZ są zwykle elektrolityczne z polaryzacją. Wydawało by się ze w tym miejscu jest czyste napięcie przemienne w stosunku do masy.