kubafant pisze: ↑wt, 21 kwietnia 2020, 20:26
Na przykład o tym. Jest to (nie licząc stopnia na połówce ECC82 dla nieco większego wzmocnienia) dokładna kopia z katalogu Mullarda. Mi również nie podoba się rezystor 100 k do masy, ale zastosowałem go, skoro tak układ zaprojektowali inżynierowie Mullarda. Nie chodziło mi wszak o zbudowanie najlepszego w moim przekonaniu przedwzmacniacza (obaj wiemy, że nie tędy droga), tylko o wypróbowanie, posmakowanie tamtego, oryginalnego pomysłu. Dlatego uznałem wierność w odtworzeniu schematu za wartość nadrzędną w stosunku do poprawek, jakie mógłbym uskutecznić, polepszając w ten sposób parametry.
Tyle tytułem wstępu, a zarazem obrony, dlaczego to zbudowałem
A więc dokładnie tak jak z Williamsonem. Zwiększenia Rk w katodach sterującego stopnia różnicowego nie dopuszczasz, bo to już nie byłby Williamson, więc zdajesz się na Fergusona, bo tam duży Rk oryginalnie już był, a że symetria z zasady działania gorsza...
Bez względu na powyższe - żadnej redukcji jakiej oczekujesz nie będzie, USZ zredukuje bowiem sygnał w dokładnie tym samym stopniu co szum wejściowego rezystora.
Nie zrozumiałeś mnie, może nie dość jasno się wyraziłem. USZ zredukuje szumy, których geneza jest w lampach oraz opornikach wewnątrz pętli i to jest zasadnicza przewaga względem układów pasywnych. USZ nie zredukuje szumów doprowadzonych na wejście wraz z sygnałem, to oczywiste.
Owszem zredukuje te wewnętrzne szumy wzmacniacza. Ale conajmniej w tym samym stopniu zredukuje też jego wzmocnienie, a więc i poziom sygnału użytecznego na wyjściu. Tym samym stosunek sygnał/szum się nie polepszy. Byłoby to zbyt piękne aby mogło być prawdziwe: przecież gdyby tak istotnie było, to można by w każdym przypadku zbudować wzmacniacz o wielkim wzmocnieniu, objąć go silnym USZ i już szumy przestawałyby grać jakąkolwiek rolę. Nie tylko w zastosowaniach audio, ale też np. w sprzęcie do obserwacji radioastronomicznych gdzie koszt dodatkowych stopni wzmacniających byłby nieistotny.
To już układy ze sprzężeniem szeregowym są pod tym względem korzystniejsze, tam bowiem od wkładki do masy mamy tylko sumaryczne kilka kiloomów antyparazyta w siatce oraz nieblokowanego rezystora USZ łączącego katodę z masą.
Są to moim zdaniem najlepsze układy, jeżeli chodzi o przedwzmacniacze gramofonowe.
Co do tego nie ma wątpliwości, gdy chodzi o tranzystory bipolarne. Mają one same z siebie niską impedancję wejściową, zatem chcąc ją zwiększyć tak aby optymalnie współpracowały z wkładką, to w pojedynczym stopniu należałoby włączyć w szereg z bazą rezystor kilkudziesięciokiloomowy, lub w szereg z emiterem rezystor kilkusetomowy, co stanowi nadal za dużo. Natomiast stosując kilkustopniowy wzmacniacz z ogólnym USZ można rezystor w emiterze pierwszego stopnia zmniejszyć do kilkudziesięciu, a nawet kilkunastu omów, i wówczas szumy wnoszone przez rezystory znajdujące się między źródłem sygnału a masą przestają grać znaczącą rolę. Natomiast lampa, dzięki temu że jej impedancja wejściowa jest teoretycznie nieskończenie wielka może pracować w ogóle bez rezystora w katodzie (pomijając dwójnik RC automatycznej polaryzacji), i w tych warunkach szumy będą najmniejsze z możliwych. To samo dotyczy oczywiście FET-ów, one jednak ustępują lampom pod względem zdolności do przenoszenia silnych sygnałów bez zniekształceń (choć i tak są pod tym względem lepsze od bipolarnych), więc przed korektorami pasywnymi bym się w ich przypadku wzdragał.
Impedancję, o której wspominasz można jeszcze zmniejszyć, na przykład dzieląc rezystor katodowy na dwoje i blokując większą część kondensatorem elektrolitycznym, a USZ podając na mniejszą część. Wymaga to oczywiście mniejszych nominałów oporników (i większych pojemności) w gałęzi USZ, a przez to sterowania jej ze źródła o niskiej impedancji wyjściowej. Załatwia to układ
...najzwyklejszego dwustopniowego wzmacniacza mocy SE na ECL86, EL84+1/2ECC83 etc. gdzie taki podział Rk w stopniu napięciowym był stosowany bardzo często, patrz pierwszy lepszy Relaks lub Kankan a nawet Ametyst. Oczywiście nie dla zmniejszenia szumów, lecz z chęci zredukowania lokalnego szeregowego USZ w katodzie pierwszego stopnia, które tam potrzebne nie jest, redukuje tylko wzmocnienie całego wzmacniacza w otwartej pętli, a tym samym głębokość ogólnego USZ.
dwa stopnie wzmocnienia (z czego pierwszy, lub nawet oba na pentodzie EF86) oraz wtórnik katodowy na połówce np. ECC82. Zapas wzmocnienia pozwoli na znakomite polepszenie parametrów szumowych (oraz zniekształceń, których jednak znaczenie jak wspomniałeś schodzi na dalszy plan w obliczu małych amplitud sygnału) oraz doskonałe odwzorowanie charakterystyki korekcyjnej (pod warunkiem starannego obliczenia, a potem dobrania elementów gałęzi USZ). Natomiast wtórnik na wyjściu, oprócz wspomnianych wcześniej zalet zapewni możliwość współpracy z bardzo długimi kablami sygnałowym bez osłabiania wysokich tonów.
Poważnie bym się zastanowił aby ów wtórnik na ECC82 wkomponować w drugi stopień tak aby razem utworzyły wyjściowy stopień SRPP. Lampa wtórnika będzie wówczas dodatkowo bootstrapować obciążenie anodowe drugiego stopnia napięciowego dzięki czemu wydatnie wzrośnie jego wzmocnienie (z ECC83 wzrośnie ono niemal do teoretycznie maksymalnej wartości 100 na dodatek przy niemal zupełnej redukcji zniekształceń), zaś ów stopień napięciowy spełni przy okazji rolę źródła stałoprądowego w katodzie wtórnika, co pozwoli zaoszczędzić na prądzie. A przy tym całość będzie wyglądać tak
audiofilsko
Zajmę się tym układem w wolnej chwili, planuję go zastosować w moim własnym przedwzmacniaczu (vel konsoli stereofonicznej), który oprócz tego będzie zawierał rozbudowany układ regulacji barwy dźwięku i inne przyjemności ułatwiające sterowanie różnymi końcówkami mocy. Na razie dopracowuję przedsięwzięcie układowo.
I teraz wyobraź sobie na końcu tego wszystkiego - końcówkę SE na równolegle połączonych dwóch a może czterech EL84

To byłoby dopiero
godne wykorzystanie oferowanych w sprzedaży kwartetów lamp
