Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
Moderatorzy: gsmok, tszczesn, Romekd, Einherjer, OTLamp
- AZ12
- 3125...6249 postów
- Posty: 5419
- Rejestracja: ndz, 6 kwietnia 2008, 15:41
- Lokalizacja: 83-130 Pelplin
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
Witam
Taki znak znalazłem na tranzystorach wysokonapięciowych BF257. Zaraz wstawię zdjęcie tego egzemplarza. Przed chwilą właśnie znalazłem BC313 z tym znaczkiem.
Taki znak znalazłem na tranzystorach wysokonapięciowych BF257. Zaraz wstawię zdjęcie tego egzemplarza. Przed chwilą właśnie znalazłem BC313 z tym znaczkiem.
Ostatnio zmieniony czw, 28 marca 2019, 09:07 przez AZ12, łącznie zmieniany 1 raz.
Ratujmy stare tranzystory!
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
I znów:Romekd pisze: ↑śr, 27 marca 2019, 15:07 Jeżeli chodzi o zniekształcenia nieliniowe, to sprawdziłem przy jakiej wartości rezystancji obciążenia uzyskam ich najniższy poziom przy względnie wysokim napięciu wyjściowym. Ktoś mógłby pomyśleć, że minim zniekształceń harmonicznych wystąpi dla pracy układu z całkowicie nieobciążonym wyjściem, ale nie jest to prawdą. Najniższe zniekształcenia wystąpiły przy obciążeniu wyjścia wzmacniacza rezystancją 40 Ω
KOM
PEN
SA
TOR
A nuż okaże się że nieobciążony wzmacniacz pracuje na granicy stabilności (ma wszak ku temu powody, głębokość USZ w tych warunkach wydatnie rośnie), i np. tam gdzie przy katalogowej kompensacji występowały szpile - ukażą się tym razem gasnące oscylacje? Dla mierników THD oraz analizatorów widma stanowią one łakome kąski, które rzetelnie zostaną wyświetlone jako suche liczby lub kreski.
Ostatnio zmieniony czw, 28 marca 2019, 11:47 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 2 razy.
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
Jacieniemogę!


Ostatnio zmieniony czw, 28 marca 2019, 14:18 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 1 raz.
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
Ale z czym do gości, skoro jak sam przyznajesz - te akurat egzemplarze miały znaczny poziom THD w warunkach których spodziewać ich się nie należało? Więc nie należy się dziwić że takie pogiętasy dają także wysoki poziom IMD. Za powstawanie zarówno THD oraz IMD odpowiadają wszak nieliniowości, z tym tylko że nieliniowości wysokiego rzędu wywierają silniejszy wpływ na powstawanie IMD niż THD. A skoro póki co nie wiemy jakie te nieliniowości właściwie były (KOMPENSATOR!!!) to skąd wiemy czy akurat w tych egzemplarzach nie przypominały one tych występujących w pogiętym egzemplarzu UL1480?Romekd pisze: ↑śr, 27 marca 2019, 15:24 Kolejne wykresy dotyczą zniekształceń intermodulacyjnych. Znowu komuś mogłoby się wydawać, że jeśli poziomy zniekształceń nieliniowych są stosunkowo niskie, to podobnie powinny przedstawiać się poziomy zniekształceń intermodulacyjnych. Niestety tak nie jest i układ scalony UL1481 pod względem ich poziomu do najlepszych nie należy. Dlatego ja nie polecam go do wzmacniaczy wyższej klasy, z czym jednak Tomek Janiszewski się nie zgadza, choć On tego typu zniekształceń nigdy nie mierzył
Ano właśnie: niby dlaczego ma być większa? Odpowiedź zawarta jest powyżej. Ponieważ wysoki poziom IMD znamionuje nieliniowości wysokiego rzędu, mówiąc potocznie ale za to obrazowo - ostre załamania, a nawet skoki na charakterystyce przejściowej. Intuicyjnie jest oczywiste że łagodne mechaniczne zahamowanie membrany drgającego głośnika (np. zwiniętą w kłębek szmatą) nie wywoła tak przykrych wrażeń słuchowych jak stukanie tejże membrany o paznokieć zbliżonego palca.a ich uciążliwość dla odsłuchu muzyki jest nieporównywalnie większa niż zniekształceń harmonicznych...
Ostatnio zmieniony czw, 28 marca 2019, 11:48 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 1 raz.
- AZ12
- 3125...6249 postów
- Posty: 5419
- Rejestracja: ndz, 6 kwietnia 2008, 15:41
- Lokalizacja: 83-130 Pelplin
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
Witam ponownie
Dla niedowiarków tranzystory ze znakiem jakości.
Dla niedowiarków tranzystory ze znakiem jakości.
Ratujmy stare tranzystory!
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
A co to właściwie za wynalazek, te UL1402?Romekd pisze: ↑śr, 27 marca 2019, 15:57 Ponieważ dostałem do prób zdemolowane radio "Giewont", w którym rolę wzmacniacza m.cz. pełnił układ UL1402, chce dla porównania z wynikami poprzedniego testu pokazać jak zachowywał się ten układ pod względem zniekształceń THD i IMD. Wynik pokazał, że UL1402 to absolutny rekordzista w generowaniu wszelkiego typu zniekształceń.

No a gdy jeszcze dopuści się taką możliwość że wśród konstrukcyjnie złych UL1402 trafią się egzemplarze skopane w procesie produkcji, jakie trafiały się i wśród wzmacniaczy nowszej generacji, no to nie należy się dziwić że obok złych, gorszych i najgorszych trafią się jeszcze bardziej najgorsze.W starej książce "Układy scalone w zastosowaniach", wydanej w roku 1979, jej autor, pan Zbigniew Szpakowski podał, że układ może wnosić typowo 0,5% zniekształceń nieliniowych, choć nie sprecyzował w jak szerokim paśmie częstotliwości mogły być one mierzone. W nocie katalogowej wydanej przez CEMI można było znaleźć informację, że UL1402 wprowadza zniekształcenia nieliniowe na poziomie 0,3% (wartość typowa), co kompletnie nie pokrywało się z faktami.

Ostatnio zmieniony czw, 28 marca 2019, 14:15 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 3 razy.
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
I w dodatku BC313 rzeczywiście oznakowali serkiem choć nie uznali za stosowne określić grupy wzmocnienia.
Szkoda że ewidentnie wadliwe egzemplarze BC211 (w których beta dążyła do zera przy malejąch prądach kolektora) pochowałem gdzieś w najciemniejsze zakamarki. Wcale bym się nie zdziwił gdyby i one były oznaczone serkiem z jedynką. Na pewno były na nich oznaczenia grupy, 10 a być może także 16.
Ostatnio zmieniony czw, 28 marca 2019, 10:15 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 2 razy.
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
Nieśmiało jednak przypomnę że nigdy nie polecałem zastępowania stosowanych w magnetofonach bidaków na BD354 akurat układami UL1405L, a już zwłaszcza UL1402P. O czym więc te porównania mają świadczyć? O tym że as Polskiej Myśli Technicznej który wypromował konfigurację bida-komplementarną nie ma się czego wstydzić, skoro równolegle z M531S, Finezjami 3 Hi-Fi, M2405S i Uwerturami Stereo produkowano radia Giewont z jeszcze gorszymi UL1402P? Przeciwnie, uważam że wdrażając taki szmelc jak wzmacniacze bida-komplementarne do sprzętu ocierającego się o klasę Hi-Fi dopuścił się na polskich melomanach zbrodni słuchobójstwa nie podlegającej przedawnieniu!Romekd pisze: ↑śr, 27 marca 2019, 16:10 I jeszcze kończąc temat UL1402, przedstawię pomiar zniekształceń intermodulacyjnych, które produkował ten układzik przy podaniu na wejście dwóch sygnałów sinusoidalnych o częstotliwościach 250 Hz i 8 kHz o stosunku amplitud 4:1. One również wypadły tragicznie i nieporównywalnie gorzej od tych wprowadzanych przez tranzystorowy wzmacniacz bidakomplementarny z magnetofonu M-2405S.

Ostatnio zmieniony czw, 28 marca 2019, 15:41 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 7 razy.
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
Dokładnie tak robiłem, o czym zresztą jolajnie uprzedzałem. Przypomnę: porównywałem międzyszczytową wartość sygnału wyjściowego (na oko nie różniącego się oczywiście od czystej sinusoidy, jako że zniekształcenia w najgorszym razie nie przekraczały procenta z hakiem), oraz samych zniekształceń, po jak najdokładniejszym usunięciu (również na oko) składowej podstawowej.kubafant pisze: ↑śr, 27 marca 2019, 18:53Z tego co pamiętam z postów Tomka odczytywał on napięcia sygnału i harmonicznych pozbawionych składowej podstawowej wprost z ekranu oscyloskopu, jako liczbę działek przemnożonych przez wzmocnienie toru Y.Romekd pisze: ↑śr, 27 marca 2019, 18:43 Dlatego wyniki przedstawione przez Tomka Janiszewkiego (hc<0,05% dla Rob. 4 Ω, dla dwóch przypadkowych egzemplarzy UL1481...) uważam za nierealne. Błąd występuje albo w sposobie pomiarów, albo złej interpretacji uzyskanych wskazań, albo w uszkodzeniu aparatury, na których się je przeprowadzało. Nie widzę innego wytłumaczenia...
Można by też zmierzyć ją wprost, miliwoltomierzem TrueRMS, którego niestety nie mam. Gdybym się w niego zaopatrzył - mógłbym przy pomocy pogardzanego i zlekceważonego kompensatora nie tylko ocenić zniekształcenia wizualnie, ale i zmierzyć THD w sensie otrzymania wyniku liczbowego.Wątpię, aby dokonywał właściwego w takiej sytuacji całkowania aby poznać rzeczywistą wartość skuteczną sygnałów.
Nie przypuszczam. Największą moc, ale tylko dwukrotnie od mocy sinusoidy o tej samej wartości międzyszczytowej miałby sygnał zniekształceń o postaci prostokąta (np. o częstotliwości dwu-lub trzykrotnie większej od częstotliwości oryginalnego sygnału). A przecież z niczym podobnym nie miałem do czynienia! Obejrzyj sobie raz jeszcze oscylogramy zniekształceń jakie otrzymywałem. W większości przypadków należałoby uznać że raczej przeszacowałem wartość skuteczną niż jej nie doszacowałem. Ponadto przypominam że to samo kryterium zniekształceń stosowałem wobec wszystkich bez wyjątku badanych układów, w tym także rzekomo spełniających przynajmniej minimum przyzwoitości bida-komplementarnych końcówek mocy magnetofonów z okresu PRL. Niebawem zresztą powrócę ściśle do tematu (stopni mocy w polskich magnetofonach), a nokautujący cios nadejdzie od strony najmniej spodziewanejA przecież sygnał zniekształceń pozbawiony składowej podstawowej w żadnym wypadku nie przypomina sinusoidy. Może to jest przyczyną rozbieżności?

- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
I te ostatnie właśnie się doczekały! Gdy mój szanowny Adwersarz w przypływie desperacji schylił się po "Giewonta" (kto dziś pamięta że takie fajki kiedyś były?


Zapoznaliście się już z moim najmłodszym Maleństwem? Ale niech nikogo nie zwiedzie jego niewinność. Za chwilę może komuś zrobić dotkliwe kuku.


Ostatnio zmieniony pt, 29 marca 2019, 11:21 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 3 razy.
-
- 2500...3124 posty
- Posty: 3049
- Rejestracja: sob, 17 stycznia 2004, 22:10
- Lokalizacja: Zawiercie
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
A czy aby na pewno polskiego ? Bo ja już za czym się u nas te nasze kaseciaki pokazały to się bawiłem takim o nazwie thomson.. A giewonty pamiętam i owszem a uczyłem się palić na sportach i mazurach ( nie mylić z jeziorami) A ostanie jakie paliłem to były poznańskie (89')
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
No to zobaczmy co takie Maleństwo potrafi. Na początek - przester, jak by to w przypadku gitarowca powiedziano.
Na jednym zdjęciu tego pokazać się nie da, ale w pierwszej chwili obcinka była mniej więcej symetryczna, dopiero potem oscylogram nieco odpłynął i symetria poszła się kichać. Ale nie bądźmy aż tak surowi, Maleństwo jest jeszcze takie młode i niedojrzałe, to przecież normalne że gdy w warunkach przesterowania nasyca się T5, to przeładowuje się nieco C21, a ogólne USZ działające na pojemnościowo sprzężony stopień wstępny T4 nie ma siły przywołać Maleństwa do porządku. Trzeba pogodzić się więc z jego niesfornością, gdy pozwoli mu się na zbyt wiele. Może wystarczy więc na razie tej swawoli.
A co poza tym możemy powiedzieć o pierwszym wystąpieniu, a raczej występku naszego Maleństwa? Czułość oscyloskopu wynosiła 1V/div, zero znajduje się na dolnej kresce, ta odpowiadająca 9V zasilania nie zmieściła się zatem na ekranie. Straty napięcia są więc ogromne, 1,4V dla połówki ujemnej, nieco ponad 1V dla dodatniej. To oczywiście niedobry wynik, ale... pamiętajmy ze tak jak w MK125 - rezystory emiterowe mają aż po 1 om, przy obciążeniu znamionowym 4 omy! Ale cóż było robić, skoro zastosowano tak uproszczony układ polaryzacji baz? Całkiem rozsądnie było zastosować w tej sytuacji tak duże rezystory, inaczej Maleństwu mogłaby się stać krzywda
A teraz zobaczymy jak Maleństwo zachowa się gdy potraktujemy je z należytą troską, nie wymagając od niego więcej niż wymagać można. Tym razem Maleństwo zachowało się całkiem grzecznie. Naprawdę musiało się bardzo starać, aby narysować taki symetryczny przebieg zniekształceń. Jednak warto było starannie dobrać Acetki w parę, jak dwie krople wody. Co teraz powinien czuć As Polskiej Myśli Technicznej który konstruując bida-komplementarny "wzmacniacz" podeptał kardynalny wymóg równości wzmocnień prądowych obu tranzystorów stopnia końcowego?
Wszak jeszcze w czasach gdy nie znano par komplementarnych a wzmacniacze przeciwsobne budowano z wykorzystaniem transformatorów - dobierano w pary tranzystory końcowe, często jeszcze w fabrykach półprzewodników. Nawet nasza TEWA pakowała parowane Tegespiątki i Tegespięćdziesiątki w prostopadłościenne tekturowe dupełeczka, Tegessześcciesiątki i Tegesiedemdziesiątki zaś - w plastikowe woreczki. A potem w Diorze, Kasprzaku i Omigu montowano parowane Teges-teges w "Trampach", "Koliberkach", "Ewach", "Raidach"...
Gdyby tak nasze Maleństwo potrafiło jeszcze liczyć - powiedziałoby że wobec czułości oscyloskopu 1V/div dla sygnału a 10mV/div THD jakim może się poszczycić na samej granicy przesterowania, przy mocy 1,2W na 4 omach powinien plasować się w okolicach 0,23%. I jest to przede wszystkim trzecia harmoniczna, przy sporej zawartości nieparzystych harmonicznych, zwłaszcza piątego a być może i siódmego rzędu, z uwagi na ostre ząbki (o, to nasze Maleństwo już ząbkuje, jak żywe!
) odpowiadające lekko już przycinanym szczytom sygnału, dla obu półokresów.
Ulżyjmy teraz Maleństwu, tym bardziej że zdążyło się już conieco spocić. Na początek tylko nieznacznie, ustawiając na wyjściu równo 6Vpp zamiast 6,2Vpp jak to było wyżej: Teraz przy mocy 1,125W mamy 10mVpp zniekształceń, co stanowi już tylko 0,17% sygnału wyjściowego. Przytępiły się ostre dotąd ząbki na wierzchołkach, teraz mamy niemal czystą 3h, plus być może trochę 2h.
Teraz z każdym kolejnym krokiem powinno być już z górki. Powoli, nie za szybko. Ustawiamy 5Vpp na wyjściu: A zniekształcenia? Znów zmalały o wiele silniej niż sygnał. Przy mocy 0,78W wynoszą już tylko 6mV - 0,12%!
I kolejny niewielki kroczek - do 4Vpp (moc 0,5W) Zniekształcenia - coraz trudniej odczytać ich poziom, może będzie to 4mV, czyli dokładnie 0,1%: Zupełnie czysta sinusoida (3h) to oczywiście nie jest, ale z racji braku ostrych szpilek a nawet skoków znaczącej zawartości wyższych harmonicznych spodziewać się nie należy.
Konsekwentnie schodzimy zatem do 3V pp na wyjściu (0,28W). Zniekształcenia? Wytężając wzrok rzekłbym że to może 2,5mV pp. Udało się wreszcie zejść poniżej 0,1%.
Kolejny krok - to 2Vpp, czyli 0,125W. Tu jeszcze zaryzykuję stwierdzenie że zniekształcenia mieszczą się gdzieś w okolicach 1mV, na pewno jednak poniżej 2mV. Na pewno nadal jesteśmy pod progiem 0,1%
Ale przy 1Vpp na wyjściu (podobnie jak przy 0,5Vpp)- wysiadam. Tu już niedasie określić poziomu zniekształceń. Można tylko stwierdzić z całą pewnością, że to jeszcze nie jest klasa A. Nawet przy 0,5pp szczytowy prąd w obciążeniu wynosi 63mA, tymczasem prąd spoczynkowy tranzystorów końcowych - poniżej 20mA. Na jego wartość wpływu nie mam: w oryginalnym układzie MK125 nie przewidziano do tego celu drugiej podkówki,, a chciałem aby odstępstw od oryginału było jak najmniej.
Chyba powyższych popisów naszego Maleństwa na razie wystarczy. I co się okazało? Słabowite, i jeszcze niedoświadczone Maleństwo, pochodzące z siermiężnego MK125, noszonego na naramiennym pasku, napełniającego zgrzytliwym dźwiękiem swojego karykaturalnie wręcz epileptycznego jak tu ktoś kiedyś powiedział głośnika ciasne klitki gierkowskich "M", zadymione kolejowe przedziały, a z wielkim tylko trudem - szkolne i kolonijne świetlice podczas dziecięcych i młodzieżowych potańcówek przy szlagierach "ABBY", "Smoków". "Slejdów" (jako że w czasach "Boney M," Africa Simonea, "Goombay Dance Band" rynek opanowany był już przez kasetowe "Grundigi") spuściło siarczyste manto znacznie bardziej zaawansowanemu dziadostwu rozpanoszonemu za sprawą Asów PMT w sprzęcie z o wiele wyższej półki, stanowiącym obiekt westchnień amatorów dobrej muzyki i brzmienia najwyższej jakości!
Przynajmniej jeśli idzie o poziom i charakter wnoszonych zniekształceń nieliniowych. A te mogłyby być jeszcze znacznie mniejsze, jako że głębokość ogólnego USZ okazuje się tu wręcz symboliczna. Po odpięciu R21 od emitera T4 czułość wzmacniacza wzrosła może... 5 razy, co odpowiada 14dB. Ale tak niestety być musi, bo nazywanie tego wzmacniacza "końcówką" mocno mu uwłacza. Poza nim w skład toru odczytu MK125 wchodzi jeszcze tylko wzmacniacz korekcyjny na dwóch becetkach. Stąd "końcówka" obarczona jest dodatkowym zadaniem dostarczenia wielkiego wzmocnienia napięciowego. Jest ono o rząd wielkości większe niż wzmocnienie końcówek od M521S, M2405S oraz ZK146 czy wreszcie Uwetury Stereo. Zarówno w fabrycznym wykonaniu bida-komplementarnym jak i przywróconej zgodnie z zasadami sztuki do przyzwoitości przeze mnie.
A taki przebieg zobaczyć można na wyjściu Maleństwa pozbawionego ogólnego USZ, w którym działa tylko słabe lokalne USZ przez podkówkę RN2: Mimo poziomu napięcia wyjściowego niewiele mniejszym od maksymalnego (tu 6Vpp) na pierwszy rzut oka trudno się domyślić że wzmacniacz pracuje bez ogólnego USZ! Jednak zwiększone zniekształcenia fazowe uniemożliwiły skompensowanie 1h od pierwszej pyty, a żonglować pojemnościami kondensatorów już mi się nie chciało.
Na szczęście za przynajmniej jeden polski magnetofon szpulowy nie trzeba się wstydzić, i nie ma podstaw kwestionować jego przynależności do klasy Hi-Fi. To oczywiście Dama Pik. Ponieważ jest to deck, i jakiejkolwiek końcówki mocy tam nie ma!
A co z mocą naszego Maleństwa? Ta oczywiście ustępuje i to bezdyskusyjnie kilkakrotnie mocniejsztym, ale antypatycznym bidakom. Ale spokojnie. Maleństwo nie zatrzyma się na tym etapie rozwoju. Ono będzie coraz doskonalsze. Prosi się przecież wstawić jeszcze większy radiator, termistor zastąpić trzecią acetką (AC125 mianowicie) mającą kontakt z radiatorem, pozwoli to nie tylko na bezpieczną pracę przy podwyższonym napięciu zasilania (celuję w 12V a nawet nieco więcej) ale i na radykalne zmniejszenie rezystorów emiterowych (np. z 1 do 0,15 oma), wreszcie na zastosowanie znanej już z wielu moich konstrukcji struktury której podobnie jak peerelowskie asy PMT zamierzam się trzymać jak pijany płota, skoro nigdy dotąd mnie nie zawiodła. Książka Niemcewicza "Diody i tranzystory" podaje że para AC180K/AC181K stosowana bywa we wzmacniaczach o mocy do 5W. Biorę na siebie ryzyko aby to zweryfikować! A jak Maleństwo zda ten niełatwy egzamin - doczeka się braciszka bliźniaka, aby stworzyć razem z nim stereofoniczny duet!
No to ci się nam Maleństwo conieco rozbrykało 
A co poza tym możemy powiedzieć o pierwszym wystąpieniu, a raczej występku naszego Maleństwa? Czułość oscyloskopu wynosiła 1V/div, zero znajduje się na dolnej kresce, ta odpowiadająca 9V zasilania nie zmieściła się zatem na ekranie. Straty napięcia są więc ogromne, 1,4V dla połówki ujemnej, nieco ponad 1V dla dodatniej. To oczywiście niedobry wynik, ale... pamiętajmy ze tak jak w MK125 - rezystory emiterowe mają aż po 1 om, przy obciążeniu znamionowym 4 omy! Ale cóż było robić, skoro zastosowano tak uproszczony układ polaryzacji baz? Całkiem rozsądnie było zastosować w tej sytuacji tak duże rezystory, inaczej Maleństwu mogłaby się stać krzywda

A teraz zobaczymy jak Maleństwo zachowa się gdy potraktujemy je z należytą troską, nie wymagając od niego więcej niż wymagać można. Tym razem Maleństwo zachowało się całkiem grzecznie. Naprawdę musiało się bardzo starać, aby narysować taki symetryczny przebieg zniekształceń. Jednak warto było starannie dobrać Acetki w parę, jak dwie krople wody. Co teraz powinien czuć As Polskiej Myśli Technicznej który konstruując bida-komplementarny "wzmacniacz" podeptał kardynalny wymóg równości wzmocnień prądowych obu tranzystorów stopnia końcowego?

Gdyby tak nasze Maleństwo potrafiło jeszcze liczyć - powiedziałoby że wobec czułości oscyloskopu 1V/div dla sygnału a 10mV/div THD jakim może się poszczycić na samej granicy przesterowania, przy mocy 1,2W na 4 omach powinien plasować się w okolicach 0,23%. I jest to przede wszystkim trzecia harmoniczna, przy sporej zawartości nieparzystych harmonicznych, zwłaszcza piątego a być może i siódmego rzędu, z uwagi na ostre ząbki (o, to nasze Maleństwo już ząbkuje, jak żywe!

Ulżyjmy teraz Maleństwu, tym bardziej że zdążyło się już conieco spocić. Na początek tylko nieznacznie, ustawiając na wyjściu równo 6Vpp zamiast 6,2Vpp jak to było wyżej: Teraz przy mocy 1,125W mamy 10mVpp zniekształceń, co stanowi już tylko 0,17% sygnału wyjściowego. Przytępiły się ostre dotąd ząbki na wierzchołkach, teraz mamy niemal czystą 3h, plus być może trochę 2h.
Teraz z każdym kolejnym krokiem powinno być już z górki. Powoli, nie za szybko. Ustawiamy 5Vpp na wyjściu: A zniekształcenia? Znów zmalały o wiele silniej niż sygnał. Przy mocy 0,78W wynoszą już tylko 6mV - 0,12%!
I kolejny niewielki kroczek - do 4Vpp (moc 0,5W) Zniekształcenia - coraz trudniej odczytać ich poziom, może będzie to 4mV, czyli dokładnie 0,1%: Zupełnie czysta sinusoida (3h) to oczywiście nie jest, ale z racji braku ostrych szpilek a nawet skoków znaczącej zawartości wyższych harmonicznych spodziewać się nie należy.
Konsekwentnie schodzimy zatem do 3V pp na wyjściu (0,28W). Zniekształcenia? Wytężając wzrok rzekłbym że to może 2,5mV pp. Udało się wreszcie zejść poniżej 0,1%.
Kolejny krok - to 2Vpp, czyli 0,125W. Tu jeszcze zaryzykuję stwierdzenie że zniekształcenia mieszczą się gdzieś w okolicach 1mV, na pewno jednak poniżej 2mV. Na pewno nadal jesteśmy pod progiem 0,1%
Ale przy 1Vpp na wyjściu (podobnie jak przy 0,5Vpp)- wysiadam. Tu już niedasie określić poziomu zniekształceń. Można tylko stwierdzić z całą pewnością, że to jeszcze nie jest klasa A. Nawet przy 0,5pp szczytowy prąd w obciążeniu wynosi 63mA, tymczasem prąd spoczynkowy tranzystorów końcowych - poniżej 20mA. Na jego wartość wpływu nie mam: w oryginalnym układzie MK125 nie przewidziano do tego celu drugiej podkówki,, a chciałem aby odstępstw od oryginału było jak najmniej.
Chyba powyższych popisów naszego Maleństwa na razie wystarczy. I co się okazało? Słabowite, i jeszcze niedoświadczone Maleństwo, pochodzące z siermiężnego MK125, noszonego na naramiennym pasku, napełniającego zgrzytliwym dźwiękiem swojego karykaturalnie wręcz epileptycznego jak tu ktoś kiedyś powiedział głośnika ciasne klitki gierkowskich "M", zadymione kolejowe przedziały, a z wielkim tylko trudem - szkolne i kolonijne świetlice podczas dziecięcych i młodzieżowych potańcówek przy szlagierach "ABBY", "Smoków". "Slejdów" (jako że w czasach "Boney M," Africa Simonea, "Goombay Dance Band" rynek opanowany był już przez kasetowe "Grundigi") spuściło siarczyste manto znacznie bardziej zaawansowanemu dziadostwu rozpanoszonemu za sprawą Asów PMT w sprzęcie z o wiele wyższej półki, stanowiącym obiekt westchnień amatorów dobrej muzyki i brzmienia najwyższej jakości!


A taki przebieg zobaczyć można na wyjściu Maleństwa pozbawionego ogólnego USZ, w którym działa tylko słabe lokalne USZ przez podkówkę RN2: Mimo poziomu napięcia wyjściowego niewiele mniejszym od maksymalnego (tu 6Vpp) na pierwszy rzut oka trudno się domyślić że wzmacniacz pracuje bez ogólnego USZ! Jednak zwiększone zniekształcenia fazowe uniemożliwiły skompensowanie 1h od pierwszej pyty, a żonglować pojemnościami kondensatorów już mi się nie chciało.
Na szczęście za przynajmniej jeden polski magnetofon szpulowy nie trzeba się wstydzić, i nie ma podstaw kwestionować jego przynależności do klasy Hi-Fi. To oczywiście Dama Pik. Ponieważ jest to deck, i jakiejkolwiek końcówki mocy tam nie ma!


A co z mocą naszego Maleństwa? Ta oczywiście ustępuje i to bezdyskusyjnie kilkakrotnie mocniejsztym, ale antypatycznym bidakom. Ale spokojnie. Maleństwo nie zatrzyma się na tym etapie rozwoju. Ono będzie coraz doskonalsze. Prosi się przecież wstawić jeszcze większy radiator, termistor zastąpić trzecią acetką (AC125 mianowicie) mającą kontakt z radiatorem, pozwoli to nie tylko na bezpieczną pracę przy podwyższonym napięciu zasilania (celuję w 12V a nawet nieco więcej) ale i na radykalne zmniejszenie rezystorów emiterowych (np. z 1 do 0,15 oma), wreszcie na zastosowanie znanej już z wielu moich konstrukcji struktury której podobnie jak peerelowskie asy PMT zamierzam się trzymać jak pijany płota, skoro nigdy dotąd mnie nie zawiodła. Książka Niemcewicza "Diody i tranzystory" podaje że para AC180K/AC181K stosowana bywa we wzmacniaczach o mocy do 5W. Biorę na siebie ryzyko aby to zweryfikować! A jak Maleństwo zda ten niełatwy egzamin - doczeka się braciszka bliźniaka, aby stworzyć razem z nim stereofoniczny duet!
Ostatnio zmieniony pt, 29 marca 2019, 07:56 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 4 razy.
- Tomek Janiszewski
- 3125...6249 postów
- Posty: 5263
- Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
No nie, absolutnie nie było moim zamiarem zaprzeczać thomsonowskiemu rodowodowi MK125 (a także MK122 na którym w późnym dzieciństwie słuchałem "ABBY"


Ja uczyłem się natomiast palić na Giewoncie (też nie w Zakopanem, lecz w podostrołęckim GoworowieA giewonty pamiętam i owszem a uczyłem się palić na sportach i mazurach ( nie mylić z jeziorami) A ostanie jakie paliłem to były poznańskie (89')



-
- 2500...3124 posty
- Posty: 3049
- Rejestracja: sob, 17 stycznia 2004, 22:10
- Lokalizacja: Zawiercie
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
W dawnych czasach nie liczyła się prostota i funkcjonalność. Czym bardziej coś było pogmatwane i bezsensowne tym większe poważanie miał "konstruktor"
Re: Stopnie mocy w polskich magnetofonach w czasach PRL-u - pomiary i ocena
O tak!Może polskie magnetofony nie ustępowały porównywalnym konstrukcjom zachodnim,lecz wszystko rozbijało się o jakośćRomekd pisze: ↑pn, 12 sierpnia 2019, 23:13 Ja również doskonale pamiętam "jakość" niektórych podzespołów, sprzedawanych w sklepach elektronicznych w czasach PRL-u...Była ona tym gorsza im bardziej nasz kraj pogrążał się w kryzysie gospodarczym. Pamiętam jak denerwowałem się, kupując "nowe" (w cenie nowych...) głowice uniwersalne do magnetofonu M-2405s. Skurczybyki zaczęli w pewnym momencie sprzedawać w sklepach głowice "regenerowane" (z przeszlifowanym czołem), pochodzące z napraw magnetofonów w serwisach (często po przeszlifowaniu czoła miały już poszerzoną szczelinę magnetyczną w rdzeniu, przez co nie odtwarzały i nie nagrywały tonów wysokich w jednym z kanałów...
).

Co do jakości wylutów-wiadomo że nie jest to wino





Pozdrowienia M.