TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Moderatorzy: gsmok, tszczesn, Romekd
- gsmok
- 3125...6249 postów
- Posty: 3908
- Rejestracja: wt, 8 kwietnia 2003, 08:33
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Z TEWY powstał ITME. Wielkie plany związane z polskim grafenem i smutny koniec:
http://www.newsweek.pl/biznes/gospodark ... _Section_2
http://www.newsweek.pl/biznes/gospodark ... _Section_2
Pozdrawiam
Grzegorz Makarewicz 'gsmok'
Grzegorz Makarewicz 'gsmok'
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Od początku wyglądało, że tak się skończy. PRL nadal w głowach.
- Waldemar D.
- 625...1249 postów
- Posty: 1205
- Rejestracja: pn, 12 maja 2003, 19:16
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Nie znam dokładnie wszystkich szczegółów tej sprawy, a chętnie bym się dowiedział więcej. Wczoraj zrobiłem tylko takie lekkie ploteczkowe rozeznanie w tej sprawie. Trudno jednak rozróżnić fakty od spekulacji. Było coś o wyparowywaniu patentu grafenowego z ITME do Monako, konflikcie interesów... ale czy to prawda? A może tylko złośliwe języki zawistnych ludzi?
Jednak nawet pobieżne prześledzenie w internecie czegoś więcej niż ten artykuł daje mi do myślenia, że w tej sprawie jest drugie albo nawet i trzecie dno. Na artykuły trzeba patrzeć z dużym przymrużeniem oka, bo piszą to totalni ignoranci.
Nie przesądzając sprawy, wydaje się, że lider przedsięwzięcia postanowił wziąć przynajmniej część spraw w swoje ręce. To się mogło nie spodobać poprzedniej dyrekcji ITME i pan dostał wymówienie. Dyrektora wymieniono, ale nowy wymówienia nie cofnął. Jak jest naprawdę, ciężko wybadać, ale mimo to spróbuję.
Skąd moja supozycja o braniu spraw we własne ręce?
http://www.krs-online.com.pl/ent-s-a-krs-1584043.html
http://ent-epitaxy.com/our-company
Widać, że w Al. Szucha jest siedziba zarządu. Ale na Wólczyńskiej 133 produkcja. A ten adres to...ITME.
O tej spółce akcyjnej jednak artykuł nic nie wspominał. Z KRS-u widać, kto jest prezesem zarządu.
Jednak nawet pobieżne prześledzenie w internecie czegoś więcej niż ten artykuł daje mi do myślenia, że w tej sprawie jest drugie albo nawet i trzecie dno. Na artykuły trzeba patrzeć z dużym przymrużeniem oka, bo piszą to totalni ignoranci.
Nie przesądzając sprawy, wydaje się, że lider przedsięwzięcia postanowił wziąć przynajmniej część spraw w swoje ręce. To się mogło nie spodobać poprzedniej dyrekcji ITME i pan dostał wymówienie. Dyrektora wymieniono, ale nowy wymówienia nie cofnął. Jak jest naprawdę, ciężko wybadać, ale mimo to spróbuję.
Skąd moja supozycja o braniu spraw we własne ręce?
http://www.krs-online.com.pl/ent-s-a-krs-1584043.html
http://ent-epitaxy.com/our-company
Widać, że w Al. Szucha jest siedziba zarządu. Ale na Wólczyńskiej 133 produkcja. A ten adres to...ITME.
O tej spółce akcyjnej jednak artykuł nic nie wspominał. Z KRS-u widać, kto jest prezesem zarządu.
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Zawsze myślałem, że sukcesorem Tewy było CEMI.
Odróżnić niepodobna czy gra orkiestra czy aparat, a muzyka wychodzi tak głośno, że kilkanaście par tańczyć może.
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
TEWA weszła w skład centrum. Powiązania były różne, poniżej bardzo uproszczone.
IPPT PAN Zakład elektroniki
ZWLE->PIE-> PEWA
TEWA=ułamek IŁ?+ PEWA+ ułamek IPPT PAN Zakład elektroniki
ITE=ułamek PIE+ ułamek TEWA+...
PIE->ONPMP->ITME
CEMI=ITE+TEWA+PIE+ITME+...
Po rozpadzie CEMI przetrwały lata 90. ITE, ITME i PIE. Każde z nich w tym świetle jest/było sukcesorem TEWY, choć ma to raczej znaczenie symboliczne.
IPPT PAN Zakład elektroniki
ZWLE->PIE-> PEWA
TEWA=ułamek IŁ?+ PEWA+ ułamek IPPT PAN Zakład elektroniki
ITE=ułamek PIE+ ułamek TEWA+...
PIE->ONPMP->ITME
CEMI=ITE+TEWA+PIE+ITME+...
Po rozpadzie CEMI przetrwały lata 90. ITE, ITME i PIE. Każde z nich w tym świetle jest/było sukcesorem TEWY, choć ma to raczej znaczenie symboliczne.
- dark_one
- 375...499 postów
- Posty: 393
- Rejestracja: pn, 2 kwietnia 2007, 00:29
- Lokalizacja: Pasmo zabronione
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Taki commercial sputtering po polsku.
Pachnie dużą kasą to i walka ma swoje reguły. Pozostaje tylko życzyć autorom by w taki czy inny sposób dopięli swego.
Przedsięwzięcie to przede wszystkim ludzie, oni niosą tę historię więc fakt, że coś padło niekoniecznie oznacza koniec.
Working class can kiss my arse, I got a foreman job at last!
-
- 25...49 postów
- Posty: 28
- Rejestracja: pt, 7 kwietnia 2017, 10:37
- Kontakt:
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
To było zbyt ważne i potrzebne żeby nie było potrzeby zaangażowania się w to Razwiedki i innych odpowiednich służb które POlakom to ukróciły podobnie jak gaz łupkowy...
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Napiszę otwartym tekstem, bowiem jak widzę przeważyła jednak tendencja do bezkrytycznego czytania tego, co piszą różnej maści pismaki.
Artykuł z początku wątku nie porusza w ogóle sprawy prezesowania p. Strupińskiego w spółce ENT sp. z o.o. z Al. Szucha.
W moim przekonaniu jest to kluczowe dla całej sprawy. Dlaczego jest to tak ważne, postaram się rozwinąć poniżej.
Profil tej firmy to produkcja arsenku galu, fosforku indu i azotku galu. Produkcja jednak, co wynika z opisu na stronie internetowej odbywa się na Wólczyńskiej 133. To adres ITME. ITME podlega ministerstwu rozwoju, jest to bowiem instytut "państwowy".
Pamiętam, że parę lat temu (gdzieś w 2013 r.) bardzo głośno zrobiło się o spin -offach, które niczym grzyby po deszczu miały wyrastać przy instytutach. Roztaczano fantastyczne wizje. U mnie w firmie zrobiono nawet szkolenie. Pamiętam, że zadałem jedno pytanie: czy pracownik instytutu może być współwłaścicielem takiej firmy (zakładając, że wrzuci tam jakiś kapitał). Odpowiedź brzmiała "tak". Dobrze jednak zapamiętałem, jaki ferment na sali wywołało to pytanie. W tamtym okresie wielu myślało, że co intratniejsze produkty zostaną właśnie wytransferowane do takich podmiotów, a beneficjentami tego transferu będą dotychczasowi kierownicy i personel. Wielu sądziło, że ci kierownicy się uwłaszczą. A jak nie oni, to jakieś rekiny typu Kulczyk. Wielu było takich, którym taka wizja się nie podobała. Oznaczałoby to, że dotychczasowa firma stanie się czymś w rodzaju pustej "wydmuszki", a nie wszyscy przecież załapią się na te spin-offy "szalupy". Nie podobało się też to, że jakaś tam garstka potencjalnie może się uwłaszczyć. Taka "wydmuszka" pozbawiona fachowego personelu miałaby przed sobą wątpliwą przyszłość niczym "Titanic".
Pamiętam, że szkolenie poruszało sprawę rozmaitych zawiłości prawnych i koniec końców zniechęcało do tworzenia tego typu spółek. Wiele było o konflikcie interesów. Na przykład były trudności by nadal pozostać w instytucie i jednocześnie siedzieć w spin- offie. Szkolenie jasno uświadomiło, że utworzenie takiego spin-offu to wiele min i pułapek.
Po czasie usłyszałem od osoby decyzyjnej, że szkolenie to miało być "zimnym kubłem wody na gorące głowy co poniektórych".
Tak więc u nas wszystko pozostało po dawnemu: Lepiej niech produkcja pozostanie w firmie, stanowiąc poważny trzon utrzymania całej zabawy.
Wtenczas można liczyć na jakieś premie, zależne od poziomu produkcji i jest jakaś motywacja by pracować lepiej.
Byli i tacy, którzy uważali, że to jednak patologia. Argumentowali, że w instytucie nie powinno być produkcji.
Pamiętam, że podobne sprawy elektryzowały w tym czasie ludzi z NCBJ (Narodowe Centrum Badań Jądrowych), zwłaszcza tych młodych. Ale i tam chyba wszystko pozostało po dawnemu, choć tam szum wokół tej sprawy był większy niż u nas. Tam mankamentem było to, że twórca miał dostać jakiś tam mały udział w spin -offie. Skoro jednak nie bardzo mógł zostać w instytucie oznaczałoby to de facto skończenie na kasie w "Biedronce".
Czy można się więc dziwić, że jakoś ludzie nie garnęli się do tych spin- offów?
Teraz garść spekulacji:
Pamiętam, że w czasie gdy wybuchło grafenowe szaleństwo, powszechnie wróżono u nas temu przedsięwzięciu klapę. Jak widać, była to samospełniająca się przepowiednia.
Nie wiem, czy firma ENT sp. z o.o. została stworzona jako właśnie taki spin-off z ITME, ale jest to możliwe. Wszak firma ta nie kryje się z adresem miejsca produkcji, a ze zdjęć można wnioskować, że aparatura stanowi(ła) wyposażenie ITME. Nie pamiętam, jak to było ze spin offami, czy przypadkiem aparatura też nie musiała być do nich wytransferowana (stąd (ła)). Bardzo bowiem wątpliwe, aby firma wynajmowała tam tylko pomieszczenia, a sprzęt miała własny. Wyposażenie naprawdę słono kosztuje. Przykładowo, aparatura do wytwarzania azotku galu (robi się metodą epitaksji z wiązek molekularnych) kosztuje na pewno więcej jak mln złotych. Każdy inny materiał półprzewodnikowy to inna aparatura. To oznacza, że instalacji musi być kilka. Do tego dochodzi charakteryzacja otrzymanych materiałów (badania materiałowe- osobny sprzęt i ludzie umiejący go obsłużyć). Jest jeszcze koszt eksploatacji. Przykładowo, aparatura MBE do otrzymywania azotku galu. Wszak trzeba było bez przerwy lać ciekły azot i uzupełniać co jakiś czas hel.
Wracając jednak do sprawy ENT sp. z o.o. Wydaje mi się, że jest to spółka zależna od ITME (pod względem sprzętowym). Jeżeli jest to rzeczywiście spin -off, to mogło się po prostu wielu nie spodobać, że garstka ludzi ma z tego zysk ( a reszta siedzi w "wydmuszce"). Wówczas też pojawia się konflikt interesów w przypadku zajmowania stanowiska i w spin offie i w instytucie. To właśnie mogło spotkać p. Strupińskiego. Mógł on zresztą nie wiedzieć o takiej pułapce.
Jeśli zaś firma ta nie jest spin- offem to czym w takim razie jest? Wówczas rację mogliby mieć ci, którzy na forach pod artykułami, dotyczącymi upadku polskiego grafenu piszą zupełnie wprost o... konflikcie interesów czy złamaniu zakazu konkurencji. Tak więc, jak się nie obrócić, pośladki zawsze są z tyłu.
Jeśli ten Pan nie ma dużego kapitału, nie ma również możliwości zrobienia tego, co zrobiła swego czasu p. Aleksandra Jakubowska. Przypomnę więc, że bodajże w 1992 r. wyszła ze studia ze swoją torebką... Jej warsztatem pracy była buzia z dużymi okularami. Warsztatem pracy tego pana jest kosztowna aparatura, której nie jest właścicielem. A więc wychodząc z pracy zostaje z niczym.
Zważywszy, że w Polsce nie ma drugiego tak wyposażonego laboratorium oznacza to koniec zabawy.
Na koniec pozwolę sobie na komentarz:
W Polsce jest tak, że jeśli coś opatentujesz jako wynik pracy w instytucie, to właśnie ten instytut staje się właścicielem patentu. Twórca nie dostaje choćby nikłego procentu udziału właścicielskiego w tym patencie. W moim przekonaniu skutecznie zniechęca to do innowacyjności. Jedynym bodźcem w tych warunkach jest premia motywacyjna, jednorazowa i nie za wysoka. Samodzielne złożenie patentu i jego wykupienie nie jest w zasadzie możliwe, tak ze względu na koszty jak i ze względu na procedurę i wreszcie narażenie się o zarzut o konflikt interesów. Ponadto patent krajowy nic nie znaczy, liczy się tylko europejski. Kosztuje oczywiście słono. Czy jest sposób, by przerwać to błędne koło?
W kwietniu b.r. ma ponoć wejść ustawa powołująca do życia "sieć badawcza: Łukasiewicz". W zamyśle ma ona połączyć trzydzieści parę instytutów z kategorią A lub A+ (te "najlepsze") w jeden wielki twór centralnie sterowany. Wątpliwe, by to rozwiązanie miało być remedium na te bolączki.
Raczej będzie jeszcze gorzej.
Ale na ten temat otrzymacie zupełnie inne informacje:
http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-min ... lizej.html
Artykuł z początku wątku nie porusza w ogóle sprawy prezesowania p. Strupińskiego w spółce ENT sp. z o.o. z Al. Szucha.
W moim przekonaniu jest to kluczowe dla całej sprawy. Dlaczego jest to tak ważne, postaram się rozwinąć poniżej.
Profil tej firmy to produkcja arsenku galu, fosforku indu i azotku galu. Produkcja jednak, co wynika z opisu na stronie internetowej odbywa się na Wólczyńskiej 133. To adres ITME. ITME podlega ministerstwu rozwoju, jest to bowiem instytut "państwowy".
Pamiętam, że parę lat temu (gdzieś w 2013 r.) bardzo głośno zrobiło się o spin -offach, które niczym grzyby po deszczu miały wyrastać przy instytutach. Roztaczano fantastyczne wizje. U mnie w firmie zrobiono nawet szkolenie. Pamiętam, że zadałem jedno pytanie: czy pracownik instytutu może być współwłaścicielem takiej firmy (zakładając, że wrzuci tam jakiś kapitał). Odpowiedź brzmiała "tak". Dobrze jednak zapamiętałem, jaki ferment na sali wywołało to pytanie. W tamtym okresie wielu myślało, że co intratniejsze produkty zostaną właśnie wytransferowane do takich podmiotów, a beneficjentami tego transferu będą dotychczasowi kierownicy i personel. Wielu sądziło, że ci kierownicy się uwłaszczą. A jak nie oni, to jakieś rekiny typu Kulczyk. Wielu było takich, którym taka wizja się nie podobała. Oznaczałoby to, że dotychczasowa firma stanie się czymś w rodzaju pustej "wydmuszki", a nie wszyscy przecież załapią się na te spin-offy "szalupy". Nie podobało się też to, że jakaś tam garstka potencjalnie może się uwłaszczyć. Taka "wydmuszka" pozbawiona fachowego personelu miałaby przed sobą wątpliwą przyszłość niczym "Titanic".
Pamiętam, że szkolenie poruszało sprawę rozmaitych zawiłości prawnych i koniec końców zniechęcało do tworzenia tego typu spółek. Wiele było o konflikcie interesów. Na przykład były trudności by nadal pozostać w instytucie i jednocześnie siedzieć w spin- offie. Szkolenie jasno uświadomiło, że utworzenie takiego spin-offu to wiele min i pułapek.
Po czasie usłyszałem od osoby decyzyjnej, że szkolenie to miało być "zimnym kubłem wody na gorące głowy co poniektórych".
Tak więc u nas wszystko pozostało po dawnemu: Lepiej niech produkcja pozostanie w firmie, stanowiąc poważny trzon utrzymania całej zabawy.
Wtenczas można liczyć na jakieś premie, zależne od poziomu produkcji i jest jakaś motywacja by pracować lepiej.
Byli i tacy, którzy uważali, że to jednak patologia. Argumentowali, że w instytucie nie powinno być produkcji.
Pamiętam, że podobne sprawy elektryzowały w tym czasie ludzi z NCBJ (Narodowe Centrum Badań Jądrowych), zwłaszcza tych młodych. Ale i tam chyba wszystko pozostało po dawnemu, choć tam szum wokół tej sprawy był większy niż u nas. Tam mankamentem było to, że twórca miał dostać jakiś tam mały udział w spin -offie. Skoro jednak nie bardzo mógł zostać w instytucie oznaczałoby to de facto skończenie na kasie w "Biedronce".
Czy można się więc dziwić, że jakoś ludzie nie garnęli się do tych spin- offów?
Teraz garść spekulacji:
Pamiętam, że w czasie gdy wybuchło grafenowe szaleństwo, powszechnie wróżono u nas temu przedsięwzięciu klapę. Jak widać, była to samospełniająca się przepowiednia.
Nie wiem, czy firma ENT sp. z o.o. została stworzona jako właśnie taki spin-off z ITME, ale jest to możliwe. Wszak firma ta nie kryje się z adresem miejsca produkcji, a ze zdjęć można wnioskować, że aparatura stanowi(ła) wyposażenie ITME. Nie pamiętam, jak to było ze spin offami, czy przypadkiem aparatura też nie musiała być do nich wytransferowana (stąd (ła)). Bardzo bowiem wątpliwe, aby firma wynajmowała tam tylko pomieszczenia, a sprzęt miała własny. Wyposażenie naprawdę słono kosztuje. Przykładowo, aparatura do wytwarzania azotku galu (robi się metodą epitaksji z wiązek molekularnych) kosztuje na pewno więcej jak mln złotych. Każdy inny materiał półprzewodnikowy to inna aparatura. To oznacza, że instalacji musi być kilka. Do tego dochodzi charakteryzacja otrzymanych materiałów (badania materiałowe- osobny sprzęt i ludzie umiejący go obsłużyć). Jest jeszcze koszt eksploatacji. Przykładowo, aparatura MBE do otrzymywania azotku galu. Wszak trzeba było bez przerwy lać ciekły azot i uzupełniać co jakiś czas hel.
Wracając jednak do sprawy ENT sp. z o.o. Wydaje mi się, że jest to spółka zależna od ITME (pod względem sprzętowym). Jeżeli jest to rzeczywiście spin -off, to mogło się po prostu wielu nie spodobać, że garstka ludzi ma z tego zysk ( a reszta siedzi w "wydmuszce"). Wówczas też pojawia się konflikt interesów w przypadku zajmowania stanowiska i w spin offie i w instytucie. To właśnie mogło spotkać p. Strupińskiego. Mógł on zresztą nie wiedzieć o takiej pułapce.
Jeśli zaś firma ta nie jest spin- offem to czym w takim razie jest? Wówczas rację mogliby mieć ci, którzy na forach pod artykułami, dotyczącymi upadku polskiego grafenu piszą zupełnie wprost o... konflikcie interesów czy złamaniu zakazu konkurencji. Tak więc, jak się nie obrócić, pośladki zawsze są z tyłu.
Jeśli ten Pan nie ma dużego kapitału, nie ma również możliwości zrobienia tego, co zrobiła swego czasu p. Aleksandra Jakubowska. Przypomnę więc, że bodajże w 1992 r. wyszła ze studia ze swoją torebką... Jej warsztatem pracy była buzia z dużymi okularami. Warsztatem pracy tego pana jest kosztowna aparatura, której nie jest właścicielem. A więc wychodząc z pracy zostaje z niczym.
Zważywszy, że w Polsce nie ma drugiego tak wyposażonego laboratorium oznacza to koniec zabawy.
Na koniec pozwolę sobie na komentarz:
W Polsce jest tak, że jeśli coś opatentujesz jako wynik pracy w instytucie, to właśnie ten instytut staje się właścicielem patentu. Twórca nie dostaje choćby nikłego procentu udziału właścicielskiego w tym patencie. W moim przekonaniu skutecznie zniechęca to do innowacyjności. Jedynym bodźcem w tych warunkach jest premia motywacyjna, jednorazowa i nie za wysoka. Samodzielne złożenie patentu i jego wykupienie nie jest w zasadzie możliwe, tak ze względu na koszty jak i ze względu na procedurę i wreszcie narażenie się o zarzut o konflikt interesów. Ponadto patent krajowy nic nie znaczy, liczy się tylko europejski. Kosztuje oczywiście słono. Czy jest sposób, by przerwać to błędne koło?
W kwietniu b.r. ma ponoć wejść ustawa powołująca do życia "sieć badawcza: Łukasiewicz". W zamyśle ma ona połączyć trzydzieści parę instytutów z kategorią A lub A+ (te "najlepsze") w jeden wielki twór centralnie sterowany. Wątpliwe, by to rozwiązanie miało być remedium na te bolączki.
Raczej będzie jeszcze gorzej.
Ale na ten temat otrzymacie zupełnie inne informacje:
http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-min ... lizej.html
- Jado
- 1250...1874 posty
- Posty: 1867
- Rejestracja: pn, 15 maja 2006, 11:06
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Witam,
Wydaje mi się, że pracując w firmie prywatnej (której nie jesteś właścicielem ani udziałowcem, tylko pracownikiem), też nie zostajesz współwłaścicielem patentu na technologię nad którą w tej firmie pracowałeś. Wszystko co wymyśliłeś pracując w tej firmie idzie na konto tej firmy - ona staje się właścicielem wszystkich patentów.
Można tutaj zadać sobie ciekawe pytanie - co jest ważniejsze - czynnik ludzki (z jego umiejętnościami i wiedzą) czy wyposażenie laboratorium (które często kosztuje grube miliony)
W każdym razie, ten kto wykłada grubą kasę na sprzęt do laboratorium, rządzi.
Natomiast jak to wygląda w instytutach naukowych?....Kto tam rządzi? Polityka?, Układy i układziki?
Niestety czynnik ludzki jest tutaj dość znaczący, o czym przekonała się córka mojej siostry ciotecznej, która napotkała na opór skostniałego środowiska, odpornego na nowości (bo trzeba włożyć za dużo wysiłku w nowe projekty), a także broniącego swojego status quo (bo nowi, zdolni młodzi nas wygryzą z ciepłych posadek, więc nie można im dać nic zrobić).
No i niepokorna musiała odejść z instytutu.
Wydaje mi się, że pracując w firmie prywatnej (której nie jesteś właścicielem ani udziałowcem, tylko pracownikiem), też nie zostajesz współwłaścicielem patentu na technologię nad którą w tej firmie pracowałeś. Wszystko co wymyśliłeś pracując w tej firmie idzie na konto tej firmy - ona staje się właścicielem wszystkich patentów.
Można tutaj zadać sobie ciekawe pytanie - co jest ważniejsze - czynnik ludzki (z jego umiejętnościami i wiedzą) czy wyposażenie laboratorium (które często kosztuje grube miliony)

W każdym razie, ten kto wykłada grubą kasę na sprzęt do laboratorium, rządzi.
Natomiast jak to wygląda w instytutach naukowych?....Kto tam rządzi? Polityka?, Układy i układziki?
Niestety czynnik ludzki jest tutaj dość znaczący, o czym przekonała się córka mojej siostry ciotecznej, która napotkała na opór skostniałego środowiska, odpornego na nowości (bo trzeba włożyć za dużo wysiłku w nowe projekty), a także broniącego swojego status quo (bo nowi, zdolni młodzi nas wygryzą z ciepłych posadek, więc nie można im dać nic zrobić).
No i niepokorna musiała odejść z instytutu.
Pozdrawiam
Jado.
"Kto chce szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu"
Jado.
"Kto chce szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu"
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Czesc
Panie Alku. Zgadzam sie w 100% z Twoja wypowiedzia. Sam mam prywatnie podobne doswiadczenia, tyle tylko, ze z przed 35 lat. Wszystko to, co moglo sie niepodobac "braciom" ze wschodu bylo blokowane. Teraz jest odwrotnie, wszystko to, co niepodoba sie "przyjaciolom" z zachodu, jest w jakis sposob "zalatwiane odmownie", no i kazdy sposob jest dobry.
Nie wiem jak teraz, ale dawniej bylo tak jak piszesz: patent zgloszony podczas pracy, byl wlasnoscia zakladu pracy,chyba, ze nie byl zwiazany z dzialalnoscia tego zakladu. Tak np gdy zglaszam nowy ksztalt lyzeczki do karmienia niemowlat, a pracuje nad technologiami zwiazanymi z budownictwem, patent jest moj, nie zakladu - instytutu.
Pozdrowienia
Panie Alku. Zgadzam sie w 100% z Twoja wypowiedzia. Sam mam prywatnie podobne doswiadczenia, tyle tylko, ze z przed 35 lat. Wszystko to, co moglo sie niepodobac "braciom" ze wschodu bylo blokowane. Teraz jest odwrotnie, wszystko to, co niepodoba sie "przyjaciolom" z zachodu, jest w jakis sposob "zalatwiane odmownie", no i kazdy sposob jest dobry.
Nie wiem jak teraz, ale dawniej bylo tak jak piszesz: patent zgloszony podczas pracy, byl wlasnoscia zakladu pracy,chyba, ze nie byl zwiazany z dzialalnoscia tego zakladu. Tak np gdy zglaszam nowy ksztalt lyzeczki do karmienia niemowlat, a pracuje nad technologiami zwiazanymi z budownictwem, patent jest moj, nie zakladu - instytutu.
Pozdrowienia
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Sądzę jednak, że w prywatnych firmach działa mechanizm inwestowania w pracownika lub zespół zdolny do opracowywania rozwiązań umożliwiających zakładanie patentów. Pracownik nie staje się jego właścicielem, ale w zamian otrzymuje określone korzyści, także z puli tych, które umożliwiają dalszy rozwój. Oczywiście idealizując nieco. Ale gdyby tak nie było, nie mielibyśmy kolejnych, przełomowych wynalazków.Jado pisze: ↑ndz, 7 stycznia 2018, 12:28 Witam,
Wydaje mi się, że pracując w firmie prywatnej (której nie jesteś właścicielem ani udziałowcem, tylko pracownikiem), też nie zostajesz współwłaścicielem patentu na technologię nad którą w tej firmie pracowałeś. Wszystko co wymyśliłeś pracując w tej firmie idzie na konto tej firmy - ona staje się właścicielem wszystkich patentów.
Można tutaj zadać sobie ciekawe pytanie - co jest ważniejsze - czynnik ludzki (z jego umiejętnościami i wiedzą) czy wyposażenie laboratorium (które często kosztuje grube miliony)
W każdym razie, ten kto wykłada grubą kasę na sprzęt do laboratorium, rządzi.
785mm
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Albo dostaje tylko punkty do oceny okresowej pracownika naukowo-dydaktycznego (tak jak za artykuł, grant)...Alek pisze: ↑ndz, 7 stycznia 2018, 10:53 (...) W Polsce jest tak, że jeśli coś opatentujesz jako wynik pracy w instytucie, to właśnie ten instytut staje się właścicielem patentu. Twórca nie dostaje choćby nikłego procentu udziału właścicielskiego w tym patencie. W moim przekonaniu skutecznie zniechęca to do innowacyjności. Jedynym bodźcem w tych warunkach jest premia motywacyjna, jednorazowa i nie za wysoka. (...)
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Ale za patent polski + międzynarodowy ( unijny) i wdrożenie jest w sumie 100 punktów, czyli dla przeciętnej oceny to rok albo dwa punktowe. Pierwszy krok to patent i protyp czyli potwierdzenie patentu, potem następuje badanie rynku i ocena możliwości komercjalizacji. Te dwa etapy można odbyć w jednostce macieżystej. W dalszym trzecim etapie buduje się produkt, technologie i poszukuje klientów, jeśli wszystko działa, wprowadza do produkcji „masowej”. Trzeci etap i czwarty raczej ciężko wdrożyć w warunkach centralnego planowania i tygodniowego (conajmniej) obiegu dokumentów. Pracuję w projekcie, który jest na 3 etapie i zawiązanie go z uczelnią było „niemożliwe” decyzyjność co do warunków umowy trwała miesiącami... Czytając wypowiedzi i porównując z doświadczeniem obawiam się, że problem stanowiło ustalenie „wkładu” każdej ze stron w spółkę celową bo taką wg prawa należało założyć aby dotrzymać etapu finansowania. Jeśli projekt był współfinansowany z EU to etapy i terminy są nieubłagane ... Jedna ze stron miała drogą aparaturę a druga miała patent i puste kieszenie, jakby znaleźli swojego „Kulczyka” to coś by z tego było ...
Re: TEWA -> ITME -> Smutny koniec
Dla niewtajemniczonych jeszcze powiem, że ITME ani ITE już nie ma. Teraz jest IMIF.