
Twojego radia niestety nie znam. Szkoda, bo fajnie się prezentuje.
Moderatorzy: gsmok, tszczesn, Romekd
Wszystko bowiem zależy od punktu odniesienia. Jak na co dzień jeździsz Porsche to taki Golf GTI wyda Ci się nudny i mułowaty wręcz, a jak na co dzień jeździsz Astrą , to Golf GTI, nawet spawany z 3 kawałków jest niedoścignionym przedmiotem marzeń i królem szos.. To nic że z trzech kawałkównowicjusz pisze:Niestety już nie pierwszy raz odnoszę wrażenie, że na tym forum niektórym chodzi tylko o to, żeby pokazać, że to, co ma ktoś inny jest nieciekawe, składak, nieoryginalne, no ale od biedy może "to" wymienić na Tatry albo KankanaDo nikogo personalnie się nie odnoszę.
Twojego radia niestety nie znam. Szkoda, bo fajnie się prezentuje.
Bardzo fajna uwaga. Z tym że trzeba rozróżnić dwie rzeczy kolekcję i zbieractwo. Poważne kolekcjonerstwo moim zdaniem zawsze było możliwe tylko tam gdzie są duże pieniądze + pasja Kolekcje Lubomirskich, Raczyńskich... Jeżeli chcesz mieć kolekcję nawet takich Elektritów, ale nie składaków tylko odbiorników w jednym kawałku, z historią, to musisz mieć kasę na przejazdy po Polsce i Europie, czas, a czas to kasa, no i na początek wolne 50 tys na zakupy, hotele, paliwo i rzeczoznawcę. W domach ludzi biednych nie ma kolekcji. Jest co najwyżej zbieranina kilku Pionierów i jednego Mazura, ale jak trzeba dać obudowę do stolarza i on zaśpiewa 200 PLN to już jest problem...nowicjusz pisze:przy takim porównaniu nasunęła mi się jeszcze inna myśl, że dzisiejsze kolekcjonerstwo coraz mniej opiera się na pasji, a coraz bardziej na zasobności portfela. Nie mówię, że pieniądze nie są potrzebne, chodzi tylko o różnicę w stopniu istotności tych czynników.
Ująłeś sedno! Uporządkowane, skatalogowane, odświeżone... Ja lubię gdy kolekcjoner coś o radiu wie, umie opowiedzieć o konstrukcji, jakiś kontekst historyczny... To jest wartość dodana.. Zobacz artykuły w Automobiliście. Tam sprzęt jest tylko pretekstem do pokazania historii, perypetii, rozwoju modelu.... Można powiedzieć - radio i jego czasy... Ja lubię radia ebonitowe szczególnie i starszy Pan miał w garażu Teslę. Nic szczególnego, ale historia jaką opowiedział była świetna. Zapragnąłem to radio mieć, ale on powiedział że chce je dla wnuczki i go nie "wyrywałem" na siłę. Niech zostanie w rodziniePiotrek J. pisze:/../ Dla mnie kolekcjonerstwo to przede wszystkim świadome i uporządkowane zbieranie - to znaczy zbiory są dobrze skatalogowane, w przypadku odbiorników - wyremontowane i odświeżone, no i w miarę możliwości wyeksponowane.
/.../
Ja mam do tego ambiwalentne uczucie, bo mamy jedno radio i zostają trzy wraki z którymi ni wiadomo co zrobić..Piotrek J. pisze:Fryczu, a czy skundleniem nazywasz też przełożenie części z takiego samego modelu? Dla mnie skundlanie to przede wszystkim zakładanie innych podstawek, przeróbki układowe, nieoryginalne części wzięte skądś tam, bo pasowały. Jeśli z dwóch składa się jedno, to nie widzę w tym nic złego.
Mam Sabę, która była złożona z dwóch - jedna: piękne chassis, ale brak transformatorów i głośników, druga: zardzewiałe i poprzerabiane chassis, ale kompletna. No i teraz jest całe idealne radio - nie do rozpoznania, że coś nie tak.
/.../
Oczywiście. Chyba każdy z nas przechodził okres zbieractwa. Ja kiedyś miałem z 10 Pionierów, 3 Juhasy, 4 Ballady... Potem podjąłem decyzję co jest dla mnie ważne, i jaki odbiornik jest ważny a jaki nie jest, i teraz mam dziewięć i każde służy mi w jakiś sposób na co dzień. Znalazłem swój złoty środek, choć każdy z nas ma inny i moment kiedy sprzedawałem nawet tak pospolite radia jak Figaro był trudny... Wszystko zależy od tego czy nasza kolekcja nas wpiera i rozwija i jest powodem do dumy czy też nas obciąża. Choć oczywiście zbiór "przydasiów" na przyszłość ma niezaprzeczalnie swój urok i pewien sens...veturilo pisze:/.../
Zbieractwo częstokroć jest tanie: oto ktoś coś przyniesie. Potem jeszcze ktoś i jeszcze ktoś. W ten sposób rośnie "wieża". To, czy "wieża" zmieni się w kolekcję, zależy od nas samych. Jeśli naprawić odbiorniki z "wieży" i wymienić je na takie, które chcemy mieć, tworzy się kolekcję. Czasem trzeba do tego coś dopłacić.
Dokładnie tak. Ja jeszcze mam obsesję (no bo tak to trzeba nazwaćveturilo pisze:Naprawa starych odbiorników to w zasadzie pewien dział konserwacji zabytków. O ile konserwacja obudów może ocierałaby się jeszcze o konserwację drewna czy może nawet rzeźby nowoczesnej, to naprawy (konserwacji) układu elektrycznego nie uczy nikt. Oczywiście nie wszystkie chwyty są dozwolone, ale chciałbym zwrócić uwagę na pewne aspekty takiej konserwacji:
1) oryginalne oporniki, nawet jeśli są do zdobycia to częstokroć są uszkodzone w sposób uniemożliwiający ich zastosowanie. W przypadku oporników drutowych można konserwować- przewijać, co część kolegów robi z powodzeniem. Nieraz jednak nie można takich oporników naprawić.
2)Podobnie sprawa wygląda z kondensatorami. Nie wszystkie da się naprawić.
3)Lampy, o ile nie są bardzo rzadkie można jeszcze znaleźć.
Co wówczas, gdy naprawa części nie wchodzi w grę? Wówczas trzeba zastosować nieoryginalne części lub trzymać niesprawnego gruchota. Wybieram pierwsze rozwiązanie.
Ważnym zagadnieniem jest sprawa trwałości konserwacji. Osobiście hołduję zasadzie, że ogólnie konserwacja ma wystarczyć na kolejne 50...70 lat. A zatem w przypadku pordzewiałego chassis w grę wchodzi tylko jego rozmontowanie, trawienie i cynkowanie. Żadne "sprejowanie" nic tu nie dopomoże. Mam też na uwadze, że kolejna konserwacja nie może być przyczyną dewastacji coraz trudniej dostępnych elementów. Z tego względu raczej nie nituję podstawek, tylko je przykręcam.