Ta różnica "na plus" nie oznacza jednak, że po odcięciu kondensatora parametry wzmacniacza uległy polepszeniu. Istnienie indukcyjności rozproszenia w transformatorze oznacza, że sprzężenie między uzwojeniem pierwotnym i wtórnym pogarsza się w miarę wzrostu częstotliwości, powodując spadek napięcia na uzwojeniu wtórnym, mimo wzrostu (wskutek zmniejszania się obciążenia lampy) amplitudy sygnału na uzwojeniu pierwotnym. Wywołuje to spadek tonów najwyższych, gorzej przenoszonych również przez sam głośnik (ograniczone pasmo przenoszenia i indukcyjność cewki). Wypięcie kondensatora podbija poziom sopranów, gdyż napięcie na uzwojeniu pierwotnym bardzo wzrasta, ale rosną również zniekształcenia nieliniowe, a sam stopień mocy znacznie wcześniej ulegnie przesterowaniu przy zwiększeniu wysterowania lampy. Tak więc "na ucho" wzmacniacz, przy niewielkich wysterowaniach, zagra lepiej bez kondensatora, ale przyrządy pomiarowe pokażą, że jego parametry uległy znacznemu pogorszeniu, szczególnie przy większym wysterowaniu. Wzrośnie również ryzyko przebicia transformatora w razie przesterowania wzmacniacza.djivo pisze:Najłatwiej wziąć obcinaczki i odciąć (kondensator) podczas słuchania jakiegoś nagrania z gitarami czy sopranami.
Natychmiast po odcięciu słychać różnicę na plus.
Wpływ kondensatora na możliwość wystąpienia wzbudzenia wzmacniacza z podłączonym sprzężeniem zwrotnym zauważyło i opisało w literaturze wielu znawców tematu z czasów świetności lamp elektronowych. Poniżej fragment książki "Amatorskie wzmacniacze akustyczne" Aleksandra Witorta z roku 1972.
Pozdrawiam,
Romek