Tak długo, jak będzie królował w EU kult biurokracji i urzędnictwa, tak długo EU pozostanie technologicznie w tyle. I żadne pohukiwania polityków tego nie zmienią. Nie dalej jak wczoraj, pewien mój kolega z liceum na facebooku wklejał jakieś tam wyjątki z przemówień pani Uli, okraszając swoim komentarzem. Gdy to czytałem pęcherz miałem dość pełny, zacząłem się serdecznie śmiać. Niestety nie dobiegłem i musiałem zmieniać i majtki i spodnie. Zatem co wrażliwszych kolegów upraszam o skorzystanie z WC przed przeczytaniem poniższego tekstu- niech uczą się na moich błędach. Wklejam całość dla śmiechu, bo śmiech to zdrowie:
"Raz w roku przewodnicząca Komisji Europejskiej wygłasza w Parlamencie Europejskim orędzie o stanie Unii – State of the Union (SOTEU). To europejski odpowiednik amerykańskiego orędzia o stanie państwa: okazja, by podsumować dotychczasowe działania, wyznaczyć priorytety na przyszłość i wysłać polityczne sygnały do stolic, biznesu i obywateli.
10 września w Strasburgu Ursula von der Leyen otworzyła swoje wystąpienie słowami: „Europa toczy walkę” („Europe is in a fight”). Nie tylko w sensie geopolitycznym – za naszą wschodnią granicą – ale także w sferze technologii, przemysłu i gospodarki.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej powiedziała jasno: „To musi być moment niepodległości Europy” („This must be Europe’s Independence Moment”). I doprecyzowała: „Europa musi umieć zatroszczyć się o własne bezpieczeństwo i obronę… musi przejąć kontrolę nad technologiami i energią, które będą napędzać naszą gospodarkę” („to take care of our own defence and security… to take control over the technologies and energies that will fuel our economies”).
To już nie jest dobrze nam znany język integracji i dialogu, ale język konkretnych rozwiązań i mobilizacji. Czas najwyższy - chciałoby się dodać. I właśnie w tym duchu warto czytać priorytety Komisji na najbliższy rok.
1) Obrona i drony: czas na skalę, nie tylko innowację
Wojna z Rosją wciąż determinuje europejską agendę. Szefowa Komisji podkreśliła: „Rosja wysłała 800 dronów w jedną noc”. Odpowiedź ma być przemysłowa: Qualitative Military Edge dla Ukrainy, Drone Alliance, a także przyspieszone wydatkowanie 6 miliardów euro na obronę. Do tego program Readiness 2030, który ma zmobilizować do 800 miliardów euro w dekadzie, oraz fundusz SAFE na wspólne zakupy, który już dziś jest „całkowicie wyczerpany”.
Dla polskich firm oznacza to jedno: wejście w europejskie łańcuchy dostaw nie jest opcją, to warunek rozwoju. Od technologii sensorów i AI, przez energetykę off-grid, aż po logistykę i serwis – to przestrzeń, gdzie polskie kompetencje mogą się skalować.
2) Mniej papieru, więcej kapitału
Von der Leyen obiecała: „Mniej papierkowej roboty, mniej dublowania, mniej skomplikowanych zasad”. Nowe „omnibusy” mają zmniejszyć koszty biurokracji o 8 miliardów euro rocznie.
Najważniejsze jest jednak to, co dotyczy kapitału. Scaleup Europe Fund dla deep-techów i tzw. „28. reżim” mają pozwolić firmom wyrwać się z gąszczu różnic krajowych i rosnąć na skalę kontynentu. Przekaz dla polskich start-upów i scale-upów jest prosty: najlepsze firmy nie muszą wyjeżdżać do Doliny Krzemowej – Bruksela da im alternatywę i możliwość działania na skalę Europejską w oparciu o uproszczoną formę prawną.
3) AI i chmura – europejskie gigafabryki danych
Komisja zapowiada takie inicjatywy jak Cloud and AI Development Act, Quantum Sandbox i program AI Gigafactories. To zapowiedź inwestycji w moc obliczeniową i infrastrukturę pod rozwój AI. Polskie centra danych i integratorzy systemów powinni zobaczyć w tym unikalną szansę: to moment, w którym „suwerenność technologiczna” staje się realną przewagą konkurencyjną.
4) Cleantech i przemysł: zamówienia dla tych, którzy produkują w Europie
„Europa powinna mieć własny samochód elektryczny” („Europe should have its own E-car”) – to zdanie jest zapowiedzią programów wspierających małe i dostępne cenowo auta elekryczne. Do tego dochodzi Battery Booster z kapitałem 1,8 miliarda euro, a także nowe reguły zamówień publicznych, które będą faworyzowały to co „wyprodukowane w Europie” („made in Europe”).
5) Energia: sieci, połączenia i atom jako baza
Von der Leyen mówi jasno: „Musimy raz na zawsze pozbyć się brudnych rosyjskich paliw kopalnych” („Get rid of dirty Russian fossil fuels”). Ale dodała też zdanie, które brzmi jak strategiczny manifest: „Wiemy, co obniża ceny: czysta, wytwarzana w domu energia” („And we know, what brings prices down: clean homegrown energy”).
To oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze – ofensywę w zakresie odnawialnych źródeł energii i rozwój własnych mocy, a nie importowanych paliw. Po drugie – polityczne potwierdzenie, że energia jądrowa ma pełnić rolę źródła bazowego w Unii Europejskiej („with nuclear as a baseload”). Dla Polski, która planuje rozwój atomu i równolegle inwestuje w offshore, to jasny sygnał: oba kierunki mają zielone światło w Brukseli.
Von der Leyen podkreśliła też wyzwanie w zakresie infrastruktury: „Musimy pilnie modernizować i inwestować w nasze sieci i połączenia transgraniczne”. Dlatego Komisja zaproponuje nowy pakiet dotyczący sieci (Grids Package), którego celem będzie wzmocnienie infrastruktury przesyłowej i przyspieszenie procesów wydawania pozwoleń.
Równocześnie zapowiedziano inicjatywę Energy Highways – mapę i plan działania dla usunięcia ośmiu krytycznych wąskich gardeł w europejskiej sieci energetycznej, od cieśniny Øresund po Kanał Sycylijski. Von der Leyen zapowiedziała: „Będziemy teraz usuwać te wąskie gardła jedno po drugim. Zbierzemy rządy i operatorów, by rozwiązać wszystkie zaległe problemy”.
To deklaracja, że integracja europejskiego rynku energii nie będzie już jedynie ambicją poszczególnych regionów (jak choćby państw wokół Morza Bałtyckiego), ale stanie się procesem prowadzonym projekt po projekcie z perspektywy Brukseli.
Przesłanie jest jednoznaczne – Bruksela nie będzie negocjować powrotu do „taniego gazu z Rosji”. Zamiast tego inwestuje w infrastrukturę, która ma zapewnić Europie niezależność i przewidywalność cen.
6) Handel i regulacje – własne standardy i otwarty rynek
Relacje z USA zostały ujęte w jednym zdaniu: „To my ustalamy nasze standardy” („We set our own standards”). To dobry sygnał dla eksporterów – nie chcemy wojny handlowej – ale jednocześnie potwierdzenie, że UE nie zrezygnuje z autonomii regulacyjnej. Do tego dochodzą nowe negocjacje z Indiami i dalsza dywersyfikacja partnerów.
Co z tego wynika dla Polski?
Po pierwsze, konsorcja – w obronności, w energetyce czy AI skala ma znaczenie. Po drugie, lokalizacja – „made in Europe” oznacza, że inwestycje w produkcję na miejscu będą nagradzane. Po trzecie, kapitał – Bruksela zaoferuje nowe instrumenty, ale trzeba po nie aktywnie sięgnąć. Po czwarte, strategia – jeszcze nie jest za późno aby nauczyć się grać europejskimi regulacjami. I najważniejsze: to wystąpienie nie było tylko o polityce. To był katalog budżetów, przetargów i terminów. I z tej perspektywy trzeba je analizować."
