Minęło już 18 lat...

Początkowo miało się skończyć na kilku eksperymentach. Apetyt rósł jednak w miarę jedzenia...

W jednym z ówczesnych wpisów tak pisał Studisat:
"Post autor: _idu » pn lut 28, 2005 4:34 pm
Wzór do naśladowania:
http://www.jogis-roehrenbude.de/Leserbr ... -Seite.htm
Domowym sposobem da się wyprodukować np. pełnosprawne repliki lamp z lat 20-tych.
Alku czekamy na małoseryjna produkcję....

A nie marzy się Tobie wyprodukować oczko magiczne? Nawet takie proste jak DM70."
Oczywiście marzyły mi się i te repliki lamp z lat 20. XX wieku, jak i magiczne oczka

. Wtedy jednak nie widziałem na to większych szans, podobnie zresztą jak i na wykonanie wielu innych lamp.
Musiało minąć sporo lat, aby uzyskać takie magiczne oko, które w jakimś stopniu jest zadowalające i może stanowić tzw. replikę funkcjonalną

. Za wikipedią warto chyba w tym miejscu wskazać, czym jest replika : "Replika – powtórne wykonanie danego przedmiotu na wzór oryginału (np. dzieła sztuki, pojazdu, broni, ubioru itp.). W tworzeniu repliki istotne jest jak najwierniejsze odtworzenie oryginalnego przedmiotu, często wykorzystując te same materiały i techniki jakie posłużyły do wykonania oryginału i przy zachowaniu jego pierwotnej funkcjonalności. Zdarza się jednak, że odwzorowywany jest jedynie wygląd lub motyw pierwowzoru. Wytwarzanie replik najczęściej stosowane jest wobec przedmiotów historycznych, które nie są już produkowane.[...]".
Do zaoferowania handlowo takiej repliki daleka jednak jeszcze droga. Na ten w miarę sensowny prototyp repliki trzeba było oczywiście długo czekać, bo decydujące są nie tylko umiejętności operatora, ale i wyposażenie

. Wszystko to trzeba stopniowo nabywać. Laboratorium "dorastając" otrzymuje coraz to lepsze wyposażenie, ale jest to proces bardzo żmudny. Przez te wszystkie lata laboratorium funkcjonowało w 4 lokalizacjach. Do 2017 r. była to bardziej tułaczka laboratorium, co nie sprzyjało stabilnemu rozwojowi. Warunki bywały spartańskie - w latach 2011-2017 żeby zacząć pracę trzeba było najpierw rozpalić w piecu i bardzo często sprzątać z kurzu i popiołu

.
Myślę, że proces powstawania tego laboratorium elektroniki próżniowej był trudniejszy niż budowa klasycznego laboratorium elektronicznego, także z uwagi na małą dostępność sprzętu i materiałów. Te materiały w dużej mierze udało mi się jeszcze pozbierać z rozmaitych porządków i złomowań. Pomogło wielu bezinteresownych ludzi, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że należałoby zacząć o dekadę lub dwie dekady wcześniej

. Cóż, nie byłem w tym czasie i miejscu... Sprzęt można czasem kupić, a jeśli jest niedostępny lub jego cena jest wysoka ponad wszelką miarę pozostaje go zrobić. To też bywa kosztowne i prawie zawsze jest czasochłonne. Nigdy nie zdecydowałem się na jakieś zbiórki środków pieniężnych, uważając, że nie jest to dobry pomysł. Bo to jest też wielkie zobowiązanie. Spowolniło to bieg wydarzeń, ale chyba postąpiłem słusznie.
Nie bez znaczenia jest oczywiście wymiar ekonomiczny. Dość szybko pojawiły się głosy, że laboratorium powinno jakoś zarabiać na siebie, aby przynajmniej pokrywały się koszty całej zabawy

. I tak się też z czasem stało, choć akurat zysk z wytwarzania klasycznych lamp elektronowych jest jedynie marginalny

. Mając bowiem do wyboru:
a) wykonanie przyrządów jednostkowych, na specjalne zamówienie
b) wykonanie lamp radiowych
wybieram oczywiście opcję a) jako intratną, ograniczając opcję b) do bardzo rzadkich przypadków. Opcja b) oznacza niestety, że moja roboczogodzina jest wyceniona na poziomie roboczogodziny "wykładowcy towaru w Biedronce"

. Przykładowo, minimalne nakłady na uruchomienie produkcji handlowo dostępnej repliki lampy EM4, jakie jeszcze należałoby poczynić szacuję na przynajmniej 8000-10000 zł. Przy cenie za lampę rzędu 100 zł, trzeba będzie ich wykonać 80-100 zanim te nakłady miałyby szansę się zamortyzować, dokładając do zabawy swój czas. Innym rozwiązaniem jest sprzedaż tych koślawych prototypów, jakie już się daje wytwarzać i z tego finansować lepsze oprzyrządowanie.
Jest jeszcze opcja c) tj. wspólne projekty retro. Wówczas względy finansowe się nie liczą, a liczy się rzeczywiste hobby. Przykładowo, niedawno ukończony staszkowy ultra- audion
viewtopic.php?p=400108&hilit=regen#p400108 był wykonany w 4 egzemplarzach. Wykonane zostały też do niego lampy, a ja stałem się właścicielem jednego z egzemplarzy tego pięknego odbiornika. "Na rynek krajowy" sens ma właśnie ta opcja, kilkukrotnie zresztą sprawdzona.
O ile bowiem w USA czy Niemczech cena rzędu 30$ za replikę audionu jest zupełnie do przyjęcia, o tyle w Polsce już przy cenie 50 zł zaczyna się stękanie. A ja taniej nie mogę już tego zrobić: gaz, prąd, woda, rozpuszczalniki czy amortyzacja sprzętu oraz mój czas- tu musi być jakoś wycenione.
Można się w różne rzeczy bawić i robić wspólne projekty, ale "kooperanci" muszą też zapłacić swoim czasem...
Jak już wspomniałem, wyposażenie laboratorium jest niestety kosztowne, a jedynie ponosząc te koszty można tworzyć wyroby powtarzalne i skracać czas ich wytwarzania. Czasem trzeba dokonywać bolesnych wyborów

.
Podam tylko dwa przykłady:
a) Nabyta złomowana spawarka elektronowa w 2017 r. kosztowała około 2500 zł. Drugie tyle kosztował transport, około siedem razy tyle kosztował remont, który trwał około roku. Łącznie więc wydałem ponad 20000 zł. Był to jednak wydatek, który bezpośrednio i pośrednio dawno się już zamortyzował. Wykonywane na tym sprzęcie prace, a także zawiązane przy tym znajomości skutkujące innymi dość dobrze płatnymi pracami okazały się tu kluczowe.
b)Jakiś czas temu zaoferowano mi zatapiarkę poziomą, która umożliwiłaby obróbkę balonów kineskopów (wydłużanie szyjek). Cena wynosiła około 8000 euro, a więc wydatek ten przekraczałby wszystkie granice sensowności. Nie widzę bowiem szerokiego wachlarza prac, jakie z użyciem tego sprzętu można byłoby wykonać. Trzeba było więc zrezygnować z tego, odsuwając kwestię regeneracji większych kineskopów na dalszy plan. Ekonomicznie bowiem ponoszenie takich wydatków byłoby dalece nieuzasadnione.
Przyszłość rysuje się jednak jasno: Sprzęt trzeba zastępować lepszym, bardziej uniwersalnym czyniąc konieczne nakłady. Zarabiać na produktach jednostkowych, jak do tej pory zaś resztę traktować jako dobrą zabawę

.