No to zobaczmy co takie Maleństwo potrafi. Na początek -
przester, jak by to w przypadku gitarowca
powiedziano.
No to ci się nam
Maleństwo conieco
rozbrykało 
Na jednym zdjęciu tego pokazać się nie da, ale w pierwszej chwili
obcinka była mniej więcej symetryczna, dopiero potem oscylogram nieco
odpłynął i symetria
poszła się kichać. Ale nie bądźmy aż tak surowi,
Maleństwo jest jeszcze takie młode i niedojrzałe, to przecież normalne że gdy w warunkach przesterowania nasyca się T5, to przeładowuje się nieco C21, a ogólne USZ działające na pojemnościowo sprzężony stopień wstępny T4 nie ma siły przywołać
Maleństwa do porządku. Trzeba pogodzić się więc z jego
niesfornością, gdy pozwoli mu się na zbyt wiele. Może wystarczy więc na razie tej
swawoli.
A co poza tym możemy powiedzieć o pierwszym wystąpieniu, a raczej
występku naszego
Maleństwa? Czułość oscyloskopu wynosiła 1V/div, zero znajduje się na dolnej kresce, ta odpowiadająca 9V zasilania nie zmieściła się zatem na ekranie. Straty napięcia są więc ogromne, 1,4V dla połówki ujemnej, nieco ponad 1V dla dodatniej. To oczywiście niedobry wynik, ale... pamiętajmy ze tak jak w MK125 - rezystory emiterowe mają aż po 1 om, przy obciążeniu znamionowym 4 omy! Ale cóż było robić, skoro zastosowano tak uproszczony układ polaryzacji baz? Całkiem rozsądnie było zastosować w tej sytuacji tak duże rezystory, inaczej
Maleństwu mogłaby się stać krzywda
A teraz zobaczymy jak
Maleństwo zachowa się gdy potraktujemy je z należytą troską, nie wymagając od niego więcej niż wymagać można.
Tym razem
Maleństwo zachowało się całkiem
grzecznie. Naprawdę musiało się bardzo starać, aby narysować taki symetryczny przebieg zniekształceń. Jednak warto było starannie dobrać
Acetki w parę,
jak dwie krople wody. Co teraz powinien czuć
As Polskiej Myśli Technicznej który konstruując
bida-komplementarny "wzmacniacz"
podeptał kardynalny wymóg równości wzmocnień prądowych obu tranzystorów stopnia końcowego?

Wszak jeszcze w czasach gdy nie znano par komplementarnych a wzmacniacze przeciwsobne budowano z wykorzystaniem transformatorów - dobierano w pary tranzystory końcowe, często jeszcze w fabrykach półprzewodników. Nawet nasza TEWA pakowała parowane
Tegespiątki i
Tegespięćdziesiątki w prostopadłościenne tekturowe
dupełeczka,
Tegessześcciesiątki i
Tegesiedemdziesiątki zaś - w plastikowe woreczki. A potem w Diorze, Kasprzaku i Omigu montowano parowane
Teges-teges w "Trampach", "Koliberkach", "Ewach", "Raidach"...
Gdyby tak nasze
Maleństwo potrafiło jeszcze liczyć - powiedziałoby że wobec czułości oscyloskopu 1V/div dla sygnału a 10mV/div THD jakim może się poszczycić na samej granicy przesterowania, przy mocy 1,2W na 4 omach powinien plasować się w okolicach 0,23%. I jest to przede wszystkim trzecia harmoniczna, przy sporej zawartości nieparzystych harmonicznych, zwłaszcza piątego a być może i siódmego rzędu, z uwagi na ostre
ząbki (o, to nasze
Maleństwo już
ząbkuje, jak żywe!

) odpowiadające lekko już przycinanym szczytom sygnału, dla obu półokresów.
Ulżyjmy teraz
Maleństwu, tym bardziej że zdążyło się już conieco
spocić. Na początek tylko nieznacznie, ustawiając na wyjściu równo 6Vpp zamiast 6,2Vpp jak to było wyżej:
Teraz przy mocy 1,125W mamy 10mVpp zniekształceń, co stanowi już tylko 0,17% sygnału wyjściowego. Przytępiły się ostre dotąd
ząbki na wierzchołkach, teraz mamy niemal czystą 3h, plus być może trochę 2h.
Teraz z każdym kolejnym krokiem powinno być już
z górki. Powoli, nie za szybko. Ustawiamy 5Vpp na wyjściu:
A zniekształcenia? Znów zmalały o wiele silniej niż sygnał. Przy mocy 0,78W wynoszą już tylko 6mV - 0,12%!
I kolejny niewielki kroczek - do 4Vpp (moc 0,5W) Zniekształcenia - coraz trudniej odczytać ich poziom, może będzie to 4mV, czyli dokładnie 0,1%:
Zupełnie czysta sinusoida (3h) to oczywiście nie jest, ale z racji braku ostrych szpilek a nawet skoków znaczącej zawartości wyższych harmonicznych spodziewać się nie należy.
Konsekwentnie schodzimy zatem do 3V pp na wyjściu (0,28W). Zniekształcenia?
Wytężając wzrok rzekłbym że to może 2,5mV pp. Udało się wreszcie zejść poniżej 0,1%.
Kolejny krok - to 2Vpp, czyli 0,125W.
Tu jeszcze zaryzykuję stwierdzenie że zniekształcenia mieszczą się gdzieś w okolicach 1mV, na pewno jednak poniżej 2mV. Na pewno nadal jesteśmy pod progiem 0,1%
Ale przy 1Vpp na wyjściu (podobnie jak przy 0,5Vpp)-
wysiadam.
Tu już
niedasie określić poziomu zniekształceń. Można tylko stwierdzić z całą pewnością, że
to jeszcze nie jest klasa A. Nawet przy 0,5pp szczytowy prąd w obciążeniu wynosi 63mA, tymczasem prąd spoczynkowy tranzystorów końcowych - poniżej 20mA. Na jego wartość wpływu nie mam: w oryginalnym układzie MK125 nie przewidziano do tego celu drugiej
podkówki,, a chciałem aby odstępstw od oryginału było jak najmniej.
Chyba powyższych
popisów naszego
Maleństwa na razie wystarczy. I co się okazało? Słabowite, i jeszcze niedoświadczone
Maleństwo, pochodzące z
siermiężnego MK125, noszonego na naramiennym pasku, napełniającego zgrzytliwym dźwiękiem swojego karykaturalnie wręcz
epileptycznego jak tu ktoś kiedyś powiedział głośnika ciasne klitki gierkowskich "M", zadymione kolejowe przedziały, a z wielkim tylko trudem - szkolne i kolonijne świetlice podczas dziecięcych i młodzieżowych potańcówek przy szlagierach "ABBY", "
Smoków". "
Slejdów" (jako że w czasach "Boney M," Africa Simonea, "Goombay Dance Band" rynek opanowany był już przez kasetowe "Grundigi")
spuściło siarczyste manto znacznie bardziej zaawansowanemu
dziadostwu rozpanoszonemu za sprawą
Asów PMT w sprzęcie z o wiele wyższej półki, stanowiącym obiekt westchnień amatorów dobrej muzyki i brzmienia najwyższej jakości!

Przynajmniej jeśli idzie o poziom i charakter wnoszonych zniekształceń nieliniowych. A te mogłyby być jeszcze znacznie mniejsze, jako że głębokość ogólnego USZ okazuje się tu wręcz symboliczna. Po odpięciu R21 od emitera T4 czułość wzmacniacza wzrosła może... 5 razy, co odpowiada 14dB. Ale tak niestety być musi, bo nazywanie tego wzmacniacza "końcówką" mocno mu uwłacza. Poza nim w skład toru odczytu MK125 wchodzi jeszcze tylko wzmacniacz korekcyjny na dwóch
becetkach. Stąd "końcówka" obarczona jest dodatkowym zadaniem dostarczenia wielkiego wzmocnienia napięciowego. Jest ono o rząd wielkości większe niż wzmocnienie końcówek od M521S, M2405S oraz ZK146 czy wreszcie Uwetury Stereo. Zarówno w fabrycznym wykonaniu
bida-komplementarnym jak i przywróconej zgodnie z zasadami sztuki do przyzwoitości przeze mnie.
A taki przebieg zobaczyć można na wyjściu
Maleństwa pozbawionego ogólnego USZ, w którym działa tylko słabe lokalne USZ przez
podkówkę RN2:
Mimo poziomu napięcia wyjściowego niewiele mniejszym od maksymalnego (tu 6Vpp) na pierwszy rzut oka trudno się domyślić że wzmacniacz pracuje bez ogólnego USZ! Jednak zwiększone zniekształcenia fazowe uniemożliwiły skompensowanie 1h
od pierwszej pyty, a żonglować pojemnościami kondensatorów już mi się nie chciało.
Na szczęście za przynajmniej jeden polski magnetofon szpulowy nie trzeba się wstydzić, i nie ma podstaw kwestionować jego przynależności do klasy Hi-Fi. To oczywiście
Dama Pik. Ponieważ jest to
deck, i
jakiejkolwiek końcówki mocy tam
nie ma!
A co z mocą naszego Maleństwa? Ta oczywiście ustępuje i to bezdyskusyjnie kilkakrotnie mocniejsztym, ale antypatycznym
bidakom. Ale spokojnie.
Maleństwo nie zatrzyma się na tym etapie rozwoju. Ono będzie coraz doskonalsze. Prosi się przecież wstawić jeszcze większy radiator, termistor zastąpić trzecią
acetką (AC125 mianowicie) mającą kontakt z radiatorem, pozwoli to nie tylko na bezpieczną pracę przy podwyższonym napięciu zasilania (celuję w 12V a nawet nieco więcej) ale i na radykalne zmniejszenie rezystorów emiterowych (np. z 1 do 0,15 oma), wreszcie na zastosowanie znanej już z wielu moich konstrukcji struktury której podobnie jak peerelowskie asy PMT zamierzam się trzymać
jak pijany płota, skoro nigdy dotąd mnie nie zawiodła. Książka Niemcewicza "Diody i tranzystory" podaje że para AC180K/AC181K stosowana bywa we wzmacniaczach o mocy do 5W. Biorę na siebie ryzyko aby to zweryfikować! A jak
Maleństwo zda ten niełatwy egzamin - doczeka się
braciszka bliźniaka, aby stworzyć razem z nim stereofoniczny duet!