Matizz pisze:
Przepraszam Cię Studi, może jestem już zmęczony albo nie wiem co, ale nie mogę zrozumieć co chciałeś przekazać i jak to tyczy się naszej dyskusji....
Brakuje mi tu trochę przecinków, pojedynczych znaków w wyrazach, a nawet paru całych wyrazów by te zdania odczytać jednoznacznie.
Osoba mają inny typ percpecji nie zrozumie.
Kiedyś krążył prosty tęścik dt percepcji. Ważny jest sposób zadani pytania:
Mamy kwadrat. Czyli wszystkie jego boki mają TAKĄ SAMĄ DŁUGOŚĆ. Po obwodzie tego kwadratu idzie sobie mrówka ze STAŁĄ JEDNAKOWĄ PRĘDKOŚCIĄ.
Czyli każdy bok powinna przejść w tym samym czasie. Pierwszy bok pokonała w ciągu jednej minuty i dziesięciu sekund, drugi tez oczywiście bo jednakowe boki i stała prędkość, w przeciągu jednej minut i dziesięciu sekund (powoli przyspieszamy tempo zadawania pytania ....), trzeci bok równiez jedna minuta i dziesięć sekund, zaś ostatni jedynie w siedemdziesiąt sekund. Jak to możliwe.
Albo odpowie poprawnie natychmiast albo w ogóle. Tych drugich co zaczną się motać i kombinować spotkałem więcej.
Czemu tak jest? Bo sugerujemy im 1 i 10 czyli 1:10 czyli niejako 110. I tak raz 110, drugi raz 110 , trzeci raz 110 i nagle 70. Próbują wymyślać różne przyczyny. A 0:70 to przecież 1:10 - czyż nie? (stąd dopiski o sposobie zadania pytania - intocnacja, tempo...)
Takich testów jest ogrom.
Matizz pisze:
Który katalog przyjmujesz jako ten jedyny, w którym parametry są nazwane w poprawny sposób, a ich skróty opisane idealnie?
Każdy że strony Franka. Ikmax zawsze tam oznacza to samo w przypadku katody tlenkowej - Maksymalny prąd katody niezależnie od punktu pracy. Różnice literek wynikają głownie z różnic językowych. Katalogi w kilku językach (trzy typowo) nie stosują lokalnych symboli - a używają standardowych typowych dla języka angielskiego.
N jako moc znajdziesz w katalogu niemieckojęzycznym zaś w wielojęzycznych już jako P.
Symbol natężenia prądu jest jednakowy w tych typowych językach w USA i w EU.
Matizz pisze:
Prąd diody to Iadiody, Ia, Id?
Zawsze I czyż nie?
a = anody. Diodę wyszczególnia się jedynie przy lampach z rożnymi systemami - dla skrótu oraz co ważniejsze aby nie
tworzyć choinki indeksów (tj Iad1 pod indeksem do I, d1 indeksem do a...) - kłopotliwej dla składu drukarskiego .
Dla lampy EB91 mającej dwie identyczne diody Ia będzie jednoznaczne. Dla EBF89 czy EAF801 Ia już nie.
EABC80 ma trzy diody - dwie jednakowe niskorezystancyjne (do detektora stosunku FM - a tam wymagana jest mała rezystancja dynamiczna) i jedna wysokorezystancyjna (detektor AM - pożądana wysoka rezystancja dynamiczna by nie tłumic ostatniego filtru p.cz.).
Matizz pisze:
Nie spotkałem się z przykładem takiego podejścia. Jeśli tylko potrafiłem prosto i logicznie wytłumaczyć dlaczego uważam, że gdzieś tkwi błąd to nigdy nie miałem problemów by się obronić.
Nie miałeś okazji uczestniczyć jak widać w certyfikowanych szkoleniach kwalifikacyjnych. Ja w swojej byłej pracy byłem zmuszony np.:
4 z grupy certyfikowanego administratora systemu Solaris - konczące się trzema egzaminami.
1 jako certyfikowany amdinistrator oprogramowania CheckPoint FW-1/VPN-1 - egzamin,
4 z grupy certyfikowanego administratora Cisco (CCNA) - 1 egzamin .... itd.
Wszystkie egzaminy z jednej firmy certyfikującej.
Egzamin to test w formie elektronicznej organizowany przez niezależną firmę (spoza Europy) robiąca testy z wielu dziedzin, więc pytania są tworzone na podstawie oficjalnego podręcznika szkolenia - stąd jak błąd w podręczniku to i błąd w prawidłowej odpowiedzi na teście. Tak firma nie ma specjalistów z każdej dziedziny, z której przeprowadza certyfikowane egzaminy. Czyli trochę jak przy akredytywie (forma płatności, jak jedna ze stron zrobi błąd w nazwie kontrahenta to kontrahent musi przedstawiać dokumenty z identycznym błędem) - sprzedaje się tekst podręcznika. W języku angielskim - masz przeciętnie mniej niż minutę na każde z pytań. Dla Polski dodawano nieco więcej czasu bo mieliśmy jako naród opinię nieznających języka. angielskiego.
Ba, musisz jeszcze przed upływem czasu na cały test koniecznie kliknąć skończyłeś - bo przerwany nie oznacza zaliczenia żadnej z odpowiedzi! - bo jak nie klikniesz koniec to nie jest wysyłany plik odpowiedzi do centrum certyfikacyjnego firmy udostępniającej egzamin. Zapłacić musisz bo płaci się za pobranie zestawu pytań. Nie ma mowy w czasie egzaminu o dyskusji.
Co jeszcze - są pytanie w formie symulacji środowiska systemów / urządzeń i musisz rozwiązać problem - i niestety symulacje mają błędy i musisz o nich wiedzieć by zaliczyć poprawną odpowiedź! (tak było w przypadku CCNA trzeba wiedzieć z góry o błędach symulacji urządzeń - istotnych bo jest w tedy różnica względem lab'ów na szkoleniach czy też różnica w stosunku do podręczników). Skąd wiedzieć nie pytaj - pomyśl ....
Nie wolno mieć ze sobą nic na egzaminie, własnego długopisu, kartki itd. Notatek sporządzonych podczas egzaminu nie wolno zabierać ze sobą (dostajesz kilka kartek i długopis jako wyposażenie stanowiska ezgaminacyjnego). Sala gdzie jest przeprowadzany egzamin jest monitorowana (a do dokładniej każde ze stanowisk).
Test często dopuszcza że jest więcej niż jedna poprawna odpowiedź i to w kilku wariantach - kilka musisz dać by zaliczyć (jak jaką pominiesz to odpowiedź jest niezaliczona wszystkie zaznaczyłeś albo nic), jak też model ze każda z możliwych poprawnych jest różnie punktowana i albo zliczana jest suma albo najwyżej punktowana. Zaliczenie egzaminu może mieć różny pozom punktowy np. dla jednego wystarczy 75% ale dla innego wymaga się 87,5%.
Generalnie jest to schemat stałego niezmiennego zestawu pytań niezależnie od tego jak odpowiadasz. Egzamin zdaje się w w jakiś firmach / instytucjach mających podpisane umowy z firmami sprzedającymi egzaminy certyfikacyjne np. w ZETO.
Microsoft miał własne centra certyfikacyjne i stosował wredniejsza metodologię. Tzw test "adaptatywny: jak to nazywali "trenerzy". Zakres to kilka tematycznych działów. Jak odpowiedzi są z wysokiej półki to szybko zmieniany jest dział na inny. Jak potkniesz się to leci seria trudnych pytań "wyciągających" z dziedziny z której udzieliłeś złą lub słabo punktowaną odpowiedź. Jak potykasz się dalej to co najwyżej dostaniesz kilka końcowych "killujących" pytań. Czyli zestaw pytań się zmienia zależnie jak odpowiadasz w trakcie egzaminu. Egzamin ma wyłapać przede wszystkim Twoje braki wiedzy a nie skupiać się na wykazywaniu Twojej biegłej znajomości - tak to wynikało ze sposobu testowania.
W obydwu przypadkach masz honorowany na świece dyplom-certyfikat. O wyższym znaczeniu niż np. dyplom uczelni czy doktorat. Doktoryzowanie i habilitacja się z podobnej dziedziny nie daje certyfikatu.
Wszystkie wymagane egzaminy jakoś zdałem - presja finansowa była skuteczna.. Jeśli nie zdałeś to płaciłeś za kolejny podejście (kilkaset PLN i powyżej za podejście do egzaminu). Jak nie zaliczyłeś egzaminu to z pensji potrącano koszty szkolenia (tysace PLN).
Te moje egzaminy (na szczęście nie byłem w szufladce Microsoft) to i tak były tanie co innego SAP tam już pojawiały się cyrografy na dziesiątki tysięcy PLN. Aby firma spełniała jakieś tam wymogi norm ISO musi mieć np. wdrożenie systemów (frameworków) biznesowych (np. SAP) przez osoby o odpowiednim poziomie certyfikowania ....
Kodeks pracy nie bronił Ciebie przed potrąceniami z pensji. Pracodawca ma prawo wymagać abyś podnosił kwalifikacje. To że je Tobie zafunduje to jego tylko dobra wola a nie obowiązek. Nie było ani jednej godziny wolnego dla nauki (i nie mogłeś się domagać tego - przecież byłeś na szkoleniu - wystarczy).