W takim razie mi umknęło. Mógłbyś zacytować?
Z tym pierwszym stwierdzeniem zgadzam się w 100%.To co sprawdza się w układach lampowych niekoniecznie musi być również optymalne w układach z półprzewodnikami. (...) Na dalszą dyskusję zapraszam Kolegę do wątku, w którym przedstawiłem parametry japońskich wzmacniaczy półprzewodnikowych (link poniżej), gdyż ten wątek dotyczy układu na lampach.
Jednak prawdopodobnie się nie zrozumieliśmy - ja absolutnie nie chcę pisać niczego o układach tranzystorowych. Raz, że leży to poza zakresem moich zainteresowań, dwa - leży to poza zakresem moich kompetencji. Moja wiedza na temat układów tranzystorowych jest właściwie związana tylko z tym, co miałem na studiach oraz z tym, czego się z praktycznej konieczności nauczyłem.
Dlatego pozwolę sobie pozostać tutaj, czyli w wątku o lampach

Właściwie wspomniałem tylko o tranzystorach, gdy jeden z Kolegów zrobił uwagę o podobieństwie zaproponowanego układu preampu phono do typowych stopni tranzystorowych tego samego rodzaju. Pozostałe wszystkie moje stwierdzenie (także to tzw. "kategoryczne" skrytykowane przez Kolegę - wciąż podtrzymuję, że niesłusznie - o wyższości układów aktywnych nad pasywnymi) dotyczą układów lampowych, bo nimi się zajmuję i w tych kategoriach należy je rozpatrywać, a nie uniwersalnie

Tak też uczyniłem, zasiadłem do lektury w całości. Choć muszę przyznać, że z innych pobudek. Mnie podbiasowanie autora irytuje, przyjemność z czytania odnajduję natomiast w rozlicznych anegdotkach natury muzyczno-nagraniowej, zwłaszcza że mamy z autorem zbliżony gust muzyczny, takie przynajmniej odniosłem wrażenie po lekturze.A książkę pana Marka Leśniewicza warto przeczytać (i to w całości), choćby właśnie dlatego, że ma odmienne od nas zdanie na wiele tematów i często jego wypowiedzi wydają się nam dość kontrowersyjne...![]()
Części ogólne wyglądają solidnie, natomiast lektura (dość krótkiej) części poświęconej wzmacniaczom lampowym wyraźnie obnaża niepewność autora i naprędce uzupełnione braki wiedzy (brak styczności w swojej pracy naukowej czy zawodowej z lampami elektronowymi autor odsłania przed czytelnikami już we wstępie). Nie ma co prawda poważnych błędów rzeczowych, ale pełno jest dziwacznych wniosków czy zupełnie zaskakujących stwierdzeń. Nie można zresztą mieć pretensji - autor nie pretenduje do miana znawcy wzmacniaczy lampowych, przyznając się do konstrukcji tylko jednego, 35 lat przed wydaniem książki, zapewne PCL86 SE


________________
Fragment książki ze strony 201 nie znajduje zastosowania w tym, o czym rozmawiamy. Autor porównuje tam (w domyśle tranzystorowe) układy aktywne (powiedzmy: typowe) z układami pasywnymi, rozumianymi jako odpowiednie filtry RC umieszczone między blokami objętymi USZ, o niskiej impedancji wyjściowej i wielkiej impedancji wejściowej. I tu jest pies pogrzebany, bo sytuacja jaką mamy w lampowych regulatorach pasywnych nijak nie odpowiada tak postawionym wymaganiom. Można sobie wyobrazić co prawda taki korektor, filtry pomiędzy dwoma blokami lampowymi, każdy objęty silnym USZ, ale nie przypominam sobie ani jednego przykładu zastosowania czegoś takiego w sprzęcie historycznym.
To, co mamy w sprzęcie historycznym to wybór między:
a) pasywną regulacją barwy, tj. najczęściej stopień triodowy lub pentodowy pracujący w otwartej pętli, zasilający mostek Jamesa, potem następny taki wzmacniacz; albo:
b) aktywną regulacją barwy, najczęściej w układzie Baxandalla w mniej lub bardziej zmienionej formie: lampa objęta USZ, w pętli którego znajduje się regulacja;
Porównanie tych rozwiązań pod kątem szumów i zniekształceń wyłania jednego zwycięzcę, i jest to zwycięstwo zdecydowane.
Rzadko pojawia się regulacja w postaci przełączanych obwodów RC, ale to tylko wariacja na temat schematu b.
Mam nadzieję, że to wyjaśnia to nasze nieporozumienie.
Pozdrawiam,
Jakub