Jakiś czas temu
Romekd pisze: ↑ndz, 3 lutego 2019, 10:29
Każde usprawnienie tego układu, przekształcające go w normalny układ quasi-komplementarny lub komplementarny z tranzystorami PNP i NPN powodowałoby poprawę parametrów, jednak w czasach produkcji tamtych magnetofonów najwyraźniej najważniejsze były oszczędności i stąd wywalenie jednego tranzystora w stosunku do wcześniejszych wersji wzmacniacza, montowanych w starszych modelach magnetofonów szpulowych. Ten wcześniejszy układ też był zresztą mierny, gdyż miał tylko jeden stopień wzmocnienia napięciowego sygnału. Swoją drogą chętnie bym go pomierzył, by porównać jego parametry z parametrami tego, którego dotyczy ten wątek.
W innym zaś temacie
Romekd pisze: ↑pt, 8 marca 2019, 08:25
W moich oczach jesteś jak nowotwór złośliwy, który jak się już pojawi, to nie odpuści, aż człowiek nie padnie.
Więc oto doczekał się i jednego, i drugiego

. Do tego stopnia nie odpuściłem że znalazłszy w swoich rupieciach pogruchotany moduł od M2405S należący do owej wcześniejszej wersji
postanowiłem go odbudować! Mimo że osobistego pożytku mieć z niego nie będę, miałem bowiem tylko jeden taki egzemplarz, wzmaniacza stereo (choćby na potrzeby
szambopompiarskich ZG10C z GDN16/10) się z tego nie zrobi. Jedyną motywacją była vredota i złośliwość!
Sprawa nie okazała się jednak taka prosta. Już na wstępie odrzuciłem możliwość poskładania i zadrutowania płytki, widząc jak rozległe są pęknięcia laminatu wraz ze ścieżkami. Z kolei
pająk-pętak widniejący od strony ścieżek
zdradzał że była to płytka zaadaptowana z pierwotnej wersji, jeszcze na
Tegessiedemdziesiątkach, podczas gdy w posiadanym przeze mnie
gruchocie siedziały BD254C. Właśnie 254, nie 354; już ten fakt świadczy jakim to było starociem. Oczywiście, trawienie nowej płytki na wzór starej tylko po to aby i na niej
pętać takiego ohydnego
pająka nie uśmiechało mi się zupełnie. Pozostało rozłożyć druk samodzielnie, nie mając modelu na którym można by się wzorować. A może on nigdy nie istniał, i wszystkie wzmacniacze w "drugiej" wersji (quasi-komplementarne na tranzystorach krzemowych) montowano w postaci
pętaków na płytce zaadaptowanej z wersji pierwszej?
Ale tu pojawił się dylemat kolejny. Analizując schemat drugiej wersji, przedstawionej w pierwszym poście
download/file.php?id=78731&mode=view
każdy zdolny do krytycznego spojrzenia na wytwory
Polskiej Myśli Technicznej zauważy dwa rażące
babole, których wcale być nie musiało. Pierwszym z nich było umiejscowienie rezystora R65 w emiterze T10, zamiast w zastępczym emiterze układu Sziklayego, utworzonego przez T8 i T10. W tym drugim wypadku R65 brałby udział w stabilizacji prądu spoczynkowego tranzystorów końcowych na równi z R64 w emiterze T9. Właczony tak jak w oryginale nie służy właściwie do niczego. Włączyłem więc R65 tam gdzie należało, usuwając zarazem do niczego w tej sytuacji niepotrzebny R63. Również dla C34 nie przewidziałem miejsca na płytce, nie widząc sensu dla którego miałby tam być. R123 włączyłem bezpośrednio między emiterem a bazą T9 - konsekwentnie, skoro po przeniesieniu R65 tak samo R62 włączony jest bezpośrednio między bazę a emiter T10.
Drugim, jeszcze bardziej bezsensownym błędem był sposób włączenia układu polaryzującego bazy tranzystorów pary komplementarnej (T7-T8) sprawia że napięcie na kolektorze stopnia sterującego T6 jest o około wolt niższe od napięcia na bazie T8. Wraz z obecnym w emiterze T6 dwójnikiem RC zastosowanym tu z powodu prymitywnej konfiguracji wzmacniacza, pozbawionego stopnia wstępnego jaki występował w późniejszej
bida-komplementarnej wersji obniża to znacznie moc wyjściową i sprawność. Nie chcąc aby odbudowany wzmacniacz był bardziej skomplikowany od oryginału postanowiłem zachować prosty układ polaryzacji z zastaną diodą Zenera, jedynie bazę T8 połączyłem bezpośrednio z kolektorem T6, bazę zaś T7 wyprowadziłem na suwak potencjometru R55. Dzięki temu strata napięcia zasilającego została zredukowana o ów wolt, gdyż od strony dodatniego napięcia zasilania nie jest ona szkodliwa z uwagi na bootstrap.
Rezystory w boorstrapie, polaryzacji bazy T6 oraz w dodatkowej zmiennoprądowej pętli USZ zachowałem oczywiście oryginalne. Tylko z wejściowym rezystorem R161 miałem dylemat: na schemacie figuruje 10k, zastałem zaś w tych okolicach 1k. W ogóle, sam obwód wejściowy był zupełnie inny, dokładnie taki jak w pierwszej wersji, od której - przypomnę - pochodziła płytka:
download/file.php?id=78730&mode=view
Zresztą i kondensator C30 (KSE013) służący do uproszczonej regulacji barwy widać było na
połamańcu. Ostatecznie zdecydowałem się usunąć go z układu, zaś towarzyszący mu rezystor R31 (1k) bo on był tym który wziąłem w pierwszej chwili za R161) włączyć między wejście a masę, jak R61 w wersji drugiej. Dzięki takiej decyzji głębokość USZ przy jakiej badałem wzmacniacz była tylko minimalnie większa od najsłabszej jaka mogłaby się zdarzyć, gdyby impedancja źródła sterującego była pomijalna.
Gotowy wzmacniacz wygląda tak:
Jak widać - zachowałem
kultowy wyjściowy kondensator KEN z blaszaną nakrętką (1000uF 25V) typowy jeszcze dla epoki lampowej. Za to dołożyłem w zasilaniu nowocześniejszy już niebieski kondensator ELWA 470uF 25V którego nie przewidziano na orygialnej płytce ani w wersji pierwszej, ani w drugiej.
Od spodu całość wygląda tak:
Widoczne u dołu pęta należą oczywiście do przyłączonego tylko prowizorycznie kompensatora,
Scieżki - jak to w moich konstrukcjach, na tyle szerokie na ile to możliwe, Rezystory emiterowe końcówki mocy udało się zmieścić na płytce, zamiast ciągnąć je między płytką a końcówkami umieszczonych na radiatorze tranzystorów. Przewidując z góry problemy ze stabilnością ze strony nieodizolowanego od radiatora T10 zdecydowałem się umasić oba radiatory (tak jak to było w trzeciej,
bida-komplementarnej wersji) oraz odizolować oba tranzystory mocy przekładkami mikowymi oraz plastikowymi grzybkami pod śruby M3. Oczywiście, musiałem w tym celu rozwiercić gwintowane otwory w radiatorach do średnicy 5mm i użyć nakrętek. W wersji
bida-komplementarnej nakrętki były zbędne, tam bowiem użyto śrub M2,5, co pozowliło na odizolowanie śrub od obudowy tranzystorów a nie od radiatorów. Wyboru nie miałem, bowiem w stosowanych w wersji drugiej radiatorach wykonano już otwory z gwintem M3, i takich śrub nie dałoby się już odizolować od obudowy TO-66.
Zmontowawszy całość dołączyłem kolumnę ZG10C/1 z szerokopasmowym
szmaciakiem GDS16/15 (nie było sensu narażać GDW w razie gdyby doszło do wzbudzenia, podczas gdy GDS-owi nic się stać nie mogło), zasilanie 27V doprowadziłem na wszelki wypadek przez rezystor 6,8 oma i wzmacniacz niby to zadziałał. Reagował słabym
brumem na dotknięcie palcem wejścia, po doprowadzeniu sygnału 1kHz z generatora rozległ się oczekiwany dźwięk w głośniku, jednak na oscyloskopie była widoczna niezbyt szeroka
pończocha spowijająca niemal całą dolną połówkę sygnału. Wlutowałem na płytkę kondensator C29 o pojemności 200pF (którego postanowiłem początkowo nie montować, o ile nie okaże się on niezbędny i... w głośniku rozległ się przeraźliwy ryk!

Stabilny dotąd oscylogram
odleciał niewiadomo dokąd, a ekran odbierającego z kablówki, stojącego w pobliżu lampowego telewizora pokrył się
sieczką. Udało mi się na BD254 zbudować nadajnik VHF, modulowany dzięki zjawisku superreakcji, przy czym jej stałą czasową wyznaczał T6 z kondensatorem między kolektorem i bazą!

Szczęście że się BD354 nie sfajczył, być może zawdzięczał to rezystorowi przezornie włączonemu w zasilanie. Poszukując miejsca w którym wzbudzenie brało początek próbowałem włączać rozmaite kondensatory gdzie popadło, przynosiło to jednak tylko pogorszenie sytuacji. Dopiero założenie dwóch koralików ferrytowych na emiter T10 jakby przytłumiło wzbudzenie, ale też nie w każdym stanie. Wreszcie postanowiłem właczyć R65 tak jak to było w oryginale i... wzbudzenie zniknęło bez śladu! Taki antyparazyt odpowiedni jest jednak w siatce lampy, niekoniecznie zaś w emiterze tranzystora mocy. Już nie mówiąc o tym że przywrócenie go w miejsce gdzie znajdował się w fabrycznym wykonaniu skutkowałoby nie tylko pogorszeniem stabilności prądu spoczynkowego stopnia mocy, ale byłoby z mojej strony przyznaniem się do błędu, i uznaniu wyższości racji
Polskiej Myśli Technicznej 
Zamontowałem więc R65 tam gdzie pierwotnie postanowiłem, i stwierdziłem że zbocznikowanie go kondensatorem 10nF również likwiduje wzbudzenie. Ale kondensator w takim miejscu wyglądałby cokolwiek dziwnie, a miejsca na płytce dla niego nie było. Nabrałem w tym momencie podejrzeń ze winę ponosi indukcyjność tego rezystora, był to bowiem typowy dla tamtych czasów druciak, nawinięty na korpusie
koliberkowego rezystora OWS. Miałem bezindukcyjne rezystory 1 om typu MON (wyglądające jak zwykłe MŁT0,5W) postanowiłem jednak wykorzystać rezystory węglowe jakie znalazłem na połamanej płytce końcówki z układami UL1481, brązowe w kolorowe paski i przypominające powiększone typowe dla wczesnej epoki tranzystorów krzemowych rezystory OWS 0,125W. Tam pełniły rolę obwodów Zobla. Moje podejrzenie okazało się słuszne: z rezystorami warstwowymi wzbudzenia więcej nie stwierdziłem.
A co uzyskałem przy użyciu kompensatora po wyeliminowaniu niedociągnięć opisanych wyżej? O tym może później.