Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Dział poświęcony nielampowym urządzeniom, układom i elementom "retrotechnicznym"

Moderatorzy: gsmok, Romekd, tszczesn

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 3937
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Romekd » pt, 26 stycznia 2018, 12:35

tszczesn pisze:
pt, 26 stycznia 2018, 08:54
Romekd pisze:
pt, 26 stycznia 2018, 07:34
A w żadnym wypadku napięcia nie mogłyby się tak rozłożyć. Spójrz na wartości wskazanych przeze mnie rezystorów na schemacie poniżej. Nijak nie da się uzyskać tych napięć przy takich wartościach rezystorów :? Pomijam już sposób podłączenia tych wszystkich kondensatorów do stabiliwolta (niestety nie udało mi się odszukać w necie jego danych i aplikacji).
Akurat to katalogowy układ pracy tego stabiliwolta. Błąd jest w podłączeniu wyjścia -70V, powinno być sprzed opornika 12kΩ. Reszta wydaje się w porządku. Karta katalogowa jest na stronie Franka.
Tomku, jak Ty wyszukujesz te lampy w katalogu Franka? Ja wchodzę na konkretną zakładkę, szukam zgodnie z oznaczeniem, i nie widzę STV240/40... :( Widzę notę katalogową do STV280/40, ale to już inne oznaczenie i może też inna lampa?
FRANK.png
Chyba, że błędów jest więcej - mamy błędnie oznaczoną lampę w książce Ryszarda Girulskiego i aplikację z błędem, skopiowaną do książki z noty katalogowej.
STV280_40.png
Czy Ty znalazłeś w karcie, o której wspominałeś, dane dotyczące zalecanych dla lampy wartości pojemności? Naprawdę jest tam 8 μF równolegle z lampą?

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

Awatar użytkownika
tszczesn
moderator
Posty: 9556
Rejestracja: wt, 12 sierpnia 2003, 09:14
Lokalizacja: Otwock
Kontakt:

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: tszczesn » pt, 26 stycznia 2018, 15:44

Tak - błędnie oznaczona lampa. Prawdę mówiąc nawet nie zauważyłem tego, ten wielokrotny stabilitron jest tak charakterystyczny, że nawet nie zwracam uwagi na oznaczenie.

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 3937
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Romekd » sob, 27 stycznia 2018, 15:10

Witam.
A co powiesz Tomku na temat kondensatora, wpiętego równolegle z lampą? Widzę, że znasz ten typ stabiliwolta, wiec może pamiętasz maksymalną wartość jego pojemności. Może tam być włączone aż 8 μF? Czy w niekorzystnych warunkach nie powstaną oscylacje?

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 3937
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Romekd » sob, 27 stycznia 2018, 15:48

^ToM^ pisze:
pt, 26 stycznia 2018, 09:51
Z mojego punktu widzenia, jako praktyka prawda jest jednak taka, że w Nowoczesnych Zabawkach nie dwie trzecie, ale praktycznie wszystkie opublikowane układy mają kardynalne błędy, przez co albo nie działają wcale po zmontowaniu, albo działają inaczej niż autor opisuj. Tę książkę należy zachować na półce, przy czy mieć na uwadze ją jako wzór, jak nie należy pisać książek dla młodych entuzjastów.
Teraz sobie wyobraźcie, co musiał czuć kilkunastoletni chłopaka (np.ja), który chodzi do podstawówki i nie miał jeszcze odpowiednich wiadomości aby zweryfikować poprawność opisanych w tej książce pomysłów. Gdy się wziął za odwzorowywanie któregoś z układów i on nie działał. Chciał np. zbudować prosty wzmacniacz a on owszem zadziałał, ale był .....generatorem akustycznym.
Książka opisywała pomysły na wykonanie czegoś, ale na tym trzeba poprzestać, gdyż układowa realizacja tych pomysłów najczęściej była nietrafiona i często po zbudowaniu przedstawionego układu, po pierwszym włączeniu z układu szedł dym.
Należy zauważyć, że to nie była książka dla inżynierów ale dla hobbystów, którzy nie mają odpowiednich wiadomości i nie są w stanie zweryfikować poprawności układowej przedstawionych w niej projektów!
Zatem reasumując: książkę należy uznać za kompletną porażkę w zakresie próby politechnizacji młodzieży z okresu PRL.
Na przeciwnym biegunie były układy Młody elektronik z firmy TELPOD. Miałem zestaw 2, 3 i 4 i muszę powiedzieć, że pomimo siermiężnego wykonania, druku instrukcji na papierze gorszym niż Trybuna Ludu wszystkie zmontowane wg. sporządzonego opisu układy działały!
Widać, było więc, że zestawy politechniczne Młody elektronik zostały opracowane przez fachowca, który nie tylko był dobrym elektronikiem, ale także dydaktykiem. Dopiero po lekturze tych cienkich książeczek-instrukcji zacząłem coś z tego wszystkiego kumać. Oczywiście zestawy TELPOD'u nie były też bez wad. W tamtych czasach bylejakość wszystkiego porażała. Często całe urządzenia były wybrakowane albo jako nowe już nie działające. Zatem także i w zestawach politechnicznych TELPOD'u zdarzały się wybrakowane elementy np. nieprzewodzące rezystory (pewnie były bez napylonej ścieżki oporowej), czy tranzystory bez opisu ale w jednakowych obudowach, tak że trudno było ustalić młodemu entuzjaście który jest który. Dodatkowo na opakowaniu był napis, że po otwarciu opakowania reklamacje nie będą uwzględnianie. Zatem jak można było ustalić kompletność zestawu i sprawność elementów takiego zestawu bez otwarcia foliowej torebki wykonanej z mało przejrzystej folii, to tego TELOPD nie opisał. :D :D Jednak to są "pierdoły" bo w sumie układy działały zgodnie z opisem i zastosowaniem. I to wszystkie działały a nie dwa na 20 opisanych. :)
Tego zupełnie nie pojmuję. Jeżeli była to książka aż tak zła, to skąd biorą się takie jej oceny:

"NOWOCZESNE ZABAWKI to kultowa książka z okresu PRL.
Zasłynęła z tego że była najbardziej rozchwytywaną lekturą przez elektroników i majsterkowiczów. Zakup tej książki w księgarni był praktycznie niemożliwy i porównywalny do wygranej w totolotka. Popyt odzwierciedlał się również w bibliotekach gdzie książka oczywiście figurowała w rejestrach ale co z tego jak zawsze była wypożyczona.
Pamiętam, że gdy w końcu jakimś cudem udało mi się ją wypożyczyć (czytaj: upolować), radość szybko zmieniła się w rozczarowanie gdy okazało się że brakuje połowy kartek.

Książka miała na celu zapoznać czytelników z najciekawszymi zagadnieniami współczesnej elektroniki na konkretnych przykładach opisów urządzeń możliwych do zbudowania w warunkach amatorskich. Uwaga szczególnie była zwrócona na proste urządzenia automatyczne, zdalnie sterowane oraz cybernetyczne ze wskazaniem możliwości ich praktycznego wykorzystania w życiu codziennym.

Książka ze względu na dużą popularność doczekała się wielu wydań.
Pierwszy raz na półkach księgarń pojawiła się na początku lat sześćdziesiątych, prawdopodobnie w 1962 roku.

Powyższa opinia (cytat, z zachowaną oryginalną pisownią) pochodzi ze strony "Legendy PRL" ( http://legendy-prl.pl/nowoczesne_zabawki.html ).
Jeżeli wszystkie wydania książki "Nowoczesne zabawki" byłyby bezwartościowe, nie miałaby tylu wydań i takiego nakładu, w ciągu tak wielu lat... Już dawano wszyscy by o nich zapomnieli. Nie byłoby ich w antykwariatach i na Allegro. Jednak one ciągle są, i nadal się sprzedają :wink:
Może wydanie "lampowe" z roku 1963., które jako pierwsze wpadło w moje ręce (w dzieciństwie), było dużo lepiej opracowane, zawierało znacznie mniej błędów, a więcej ciekawych informacji niż kolejne wydania tej serii...? :roll:

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

Awatar użytkownika
tszczesn
moderator
Posty: 9556
Rejestracja: wt, 12 sierpnia 2003, 09:14
Lokalizacja: Otwock
Kontakt:

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: tszczesn » sob, 27 stycznia 2018, 16:54

Romekd pisze:
sob, 27 stycznia 2018, 15:10
A co powiesz Tomku na temat kondensatora, wpiętego równolegle z lampą? Widzę, że znasz ten typ stabiliwolta, wiec może pamiętasz maksymalną wartość jego pojemności. Może tam być włączone aż 8 μF? Czy w niekorzystnych warunkach nie powstaną oscylacje?
Zasadniczo stabiliwolty nie lubią kondensatora równolegle do siebie do siebie, mogą wtedy wpaść w oscylacje, nawet z małym kondensatorem, rzędu nF. Podejrzewam, że skłonność ta jest zależna od rodzaju i ciśnienia gazu i kształtu elektrod. Dodatkowo te kondensatory są tu włączone między sekcjami, nie chce mi się teraz myśleć nad rozpływem prądów przy ewentualnych oscylacjach. Schemat aplikacyjny producenta zawiera te kondensatory, więc zapewne ta lampa jest na nie odporna. Ponieważ oscylacje są możliwe przy dużym spektrum ich wartości to pewnie dopuszczalny zakres pojemności jest dość duży. Karta katalogowa nie zawiera żadnych wytycznych odnośnie ich wartości.


staszeks
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1778
Rejestracja: sob, 18 września 2004, 19:38
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: staszeks » pn, 29 stycznia 2018, 12:43

tszczesn pisze:
pn, 15 stycznia 2018, 21:36
Działać będzie, ale mam wrażenie, że trzeba go będzie skalować dla każdego tranzystora oddzielnie, bo ich nachylenie charakterystyki jednak się od siebie trochę różni. No i nie wiem jak z pływaniem zera z temperaturą. Dodałbym jeszcze równolegle do wejścia dużą oporność, np.10MΩ, bo brama wisząca w powietrzu jakoś mnie nie przekonuje.
inny autor zamieszczając te same schematy pisze co na obrazku
Otto_Liman_.jpg
Otto Limann
Elektronika bez wielkich problemów
WKŁ
W-wa 1976
sam sobie w życiu
jakoś nie radzę
więc biuro porad
dla innych prowadzę
/Sztaudynger/

Awatar użytkownika
^ToM^
250...374 postów
250...374 postów
Posty: 364
Rejestracja: sob, 3 stycznia 2009, 22:41
Lokalizacja: Śląsk od zawsze:)

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: ^ToM^ » pn, 29 stycznia 2018, 21:46

Romekd pisze:
sob, 27 stycznia 2018, 15:48
Książka ze względu na dużą popularność doczekała się wielu wydań.
Pierwszy raz na półkach księgarń pojawiła się na początku lat sześćdziesiątych, prawdopodobnie w 1962 roku.
[/color]
Powyższa opinia (cytat, z zachowaną oryginalną pisownią) pochodzi ze strony "Legendy PRL" ( http://legendy-prl.pl/nowoczesne_zabawki.html ).
Jeżeli wszystkie wydania książki "Nowoczesne zabawki" byłyby bezwartościowe, nie miałaby tylu wydań i takiego nakładu, w ciągu tak wielu lat... Już dawano wszyscy by o nich zapomnieli. Nie byłoby ich w antykwariatach i na Allegro. Jednak one ciągle są, i nadal się sprzedają :wink:
Może wydanie "lampowe" z roku 1963., które jako pierwsze wpadło w moje ręce (w dzieciństwie), było dużo lepiej opracowane, zawierało znacznie mniej błędów, a więcej ciekawych informacji niż kolejne wydania tej serii...? :roll:
Romek
Wynika to z faktu, że była b. ciekawa i atrakcyjna dla ówczesnego hobbysty i była praktycznie jedyną tego typu pozycją na rynku! Natomiast jej walory rewidowane były natychmiast przy próbie wykonania któregoś z układów w niej opisanych. Albo nie były kompletne, albo nie działały mimo iż były zrobione dokładnie wg. opisu.
To cała tajemnica, tej popularnej w PRL'u pozycji wydawniczej.
Pozdrawiam!
Kreślę się z głębokim poważaniem
Best regards/Mit freundlichen Gruessen/Salutations/mejores saludos

Awatar użytkownika
AZ12
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3820
Rejestracja: ndz, 6 kwietnia 2008, 15:41
Lokalizacja: 83-130 Pelplin

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: AZ12 » wt, 13 lutego 2018, 14:31

Witam

Ostatnio przeglądając roczniki czasopisma w języku czeskim "Amaterskie Radio" znalazłem kolejny schemat woltomierza bazujący na tranzystorze polowym BFW61.
Załączniki
volt_ar.jpg
Ratujmy stare tranzystory!

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3174
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Tomek Janiszewski » śr, 14 lutego 2018, 01:47

Dno i dwa metry mułu! :oops: Trzeba było naprawdę mocno się postarać, aby w tak prymitywnym układzie popełnić aż tyle byków. Do wszystkich wad właściwych układowi który rozpoczął temat dochodzi rażące marnorawstwo energii (9mA w regulowanym dzielniku, tylko 0,5mA w tranzystorze, stosując jak należało drugi tranzystor w miejsce dzielnika zmniejszyłoby się zapotrzebowanie na prąd do zaledwie 1mA natomiast godząc się z nieco gorszą liniowością i stosując drugi FET w roli obciążenia źródła wtórnika - do 0,5mA) co ma decydujące znaczenie skoro napięcie zasilające 9V niedwuznacznie sugeruje użycie kosztownej i małopojemnej bateryjki 6F22, oraz sprzeczna z elementarną logiką lokalizacja przełącznika zakresów (w gałęzi równoległej dzielnika zamiast w szeregowej). To ostatnie niesie aż 3 negatywne konsekwencje: zwiększające się wraz z wybranym zakresem obciążenie prądowe mierzonego źródła (przy prawidłowej konfiguracji przełącznika byłoby ono niezależne od zakresu) oraz chwilowe przerwy w obwodzie bramki podczas przełączania zakresów gdy końcówka pomiarowa nie jest nigdzie podłączona. Najgorsze jest jednak niebezpieczeństwo przebicia FETa (oraz przeciążenia ustroju pomiarowego) gdy mierzone jest wysokie napięcie a zakres zostanie przełączony bez odłączania końcówki od badanego układu). Wówczas pełne napięcie mierzone wchodzi na bramkę FET.
Czemu publikowanie takiego barachła ma właściwie służyć, pokazywaniu jak się nie robi? Myślę że większość Forumowiczów i tak podobne rzeczy zauważa. Na użytek pozostałych wypadałoby jednak zawrzeć komentarz o treści mniej więcej takiej jak niniejszy.
Ostatnio zmieniony śr, 14 lutego 2018, 08:57 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 2 razy.

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3174
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Tomek Janiszewski » śr, 14 lutego 2018, 08:20

staszeks pisze:
pn, 29 stycznia 2018, 12:43
inny autor zamieszczając te same schematy pisze co na obrazku
Otto_Liman_.jpg
Otto Limann
Elektronika bez wielkich problemów
WKŁ
W-wa 1976
Ta książka, podobnie jak i bliźniacza praca tego samego autora "Radiotechnika bez wielkich problemów" a w przeciwieństwie do "Nowoczesnych zabawek" i "Elektroniki dla wszystkich" Wojciechowskiego służyć ma raczej nie jako poradnik warsztatowy co by tu użytecznego w ocenie autora można własnoręcznie zbudować, lecz jako podręcznik oswajający czytelnika z podstawowymi pojęciami elektroniki. W danym wypadku chodziło o zapoznanie odbiorcy z nowym dla niego elementem półprzewodnikowym w postaci tranzystora polowego, z akcentem na zasadniczą różnicę pomiędzy nim a tranzystorem bipolarnym, w postaci napięciowego a nie prądowego sterowania prądem wyjściowym. Jak również zilustrowanie, jak można efektywnie tę szczególną cechę wykorzystać. W tej sytuacji oczywiste wady tak elementarnie prostego układu schodzą na dalszy plan. Gdzieś tam w innym rozdziale zapewne omówione zostały wzmacniacze różnicowe, i wskazane ich zalety, zatem co bystrzejszy czytelnik sam wyciągnie właściwe wnioski co do celowości zastąpienia pojedynczego FETa wzmacniaczem różnicowym, gdyby postanowił woltomierz zbudować.

Alek
500...624 posty
500...624 posty
Posty: 612
Rejestracja: wt, 2 października 2012, 08:40
Lokalizacja: Świat

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Alek » ndz, 25 lutego 2018, 12:17

A jednak takie jednotranzystorowe wzmacniacze były fabrycznie budowane. Oto właśnie przyniesiony ze strychu pH-metr wykonany przez MERA-ELWRO (na froncie obudowy) i MERA-ELMAT (płytka drukowana). Jak widać, jest to wyrób wykonany na licencji POLYMETRON. Wprawne oko wypatrzy jeden jedyny tranzystor (a wręcz element półprzewodnikowy) w tym układzie. Urządzenie wymagało symetrycznego zasilania z baterii (chyba dwie 3- woltowe baterie rtęciowe) , zaś kompensacja temperaturowa sondy pH była ręczna :D . Data produkcji- nie wcześniej jak styczeń 1977 r- z tej daty pochodzi polski rezystor 10- obrotowy, jedyny element z którego mogę odczytać datę. Proszę zwrócić uwagę na wsad dewizowy: 4 helitrymy, jeden potencjometr (do kompensacji temperatury sondy pH) i...tranzystor 2N3822 :D

Sięgnąłem i ja do biblioteczki, w której są dwa wydania "nowoczesnych zabawek" z 1974 i 1976 r. Na pierwszych stronach książki jest informacja, że książka jest zatwierdzona przez Ministerstwo Oświaty (pismo P3/278/62). Oznacza to, że zatwierdzenie dotyczyło pierwszego wydania, "lampowego".
Miałem je kiedyś w rękach i rzeczywiście wydawało się przyjaźniejsze niż późniejsze wersje. Z adnotacji w książce można przeczytać, że w 1969 r. książka była wyróżniona przez Stowarzyszenie Elektryków Polskich w konkursie na najlepszą książkę z zakresu elektryki napisaną i wydaną w kraju w latach 1959-1968.
Jako młody chłopak próbowałem z tej książki (miałem wtedy granatowe wydanie, które się rozleciało) zrobić kilka układów. Uruchomiłem nieliczne i nie zawsze byłem z nich zadowolony. Za przykład udanego uruchomienia może służyć magnetofon zabawkowy z rys.5.1 (wydanie 1974 i 1976). Natomiast żaden ze wzmacniaczy z rys.4-21 (nie próbowałem ostatniego układu z transformatorem, bo nie miałem) mnie nie zadowalał. To samo się tyczyło wzmacniacza wycieczkowego. Faktycznie, większość z układów, choć wydawałoby się bardzo prostych sprawiała problemy, bo po prostu nie miała prawa działać. Przeglądając dziś zawartość książki stwierdzam, że za wiele z tych układów się nie brałem choćby z tego względu, że żądały one wielu źródeł zasilania.
Niektóre stanowiły przedmiot pożądań- jak przystawka do telewizora zamieniająca go w oscyloskop. Nigdy jej jednak nie uruchomiłem :( . Po latach zobaczyłem, że dokładniejszy opis tej przystawki był w jednym z numerów pisma "Radioamator i Krótkofalowiec" i był to układ wzorowany chyba na opracowaniu ... radzieckim. Książka, jako zbiór pomysłów była dość ciekawa i pobudzała wyobraźnię. Natomiast rozwiązania układowe w wielu przypadkach były nietrafne. Weźmy jako przykład automat do ładowania akumulatorów (rys.4-16 z wydania z 1974 r. i 1976 r.). Nie wnikając już w poprawność tego układu, nie chciałbym go budować, choćby z uwagi na konieczność stosowania baterii, która tam występuje. Takich układów z dziwnym, niepraktycznym sposobem zasilania jest całe mnóstwo i one z definicji nie były dla mnie atrakcyjne. Natomiast niektóre z metod sprawdzania elementów z tej książki przydały mi się swego czasu. W moim przekonaniu za dużo w książce było pomysłów, a za mało rzetelnych konstrukcji i ich opisów.
Trzeba jednak powiedzieć i parę słów na obronę tej książki. Warto zauważyć, że elementy nie były dostępne tak jak dzisiaj. To zapewne jeden z powodów, dla których autor wypróbował tylko część układów. O wiele bardziej udane pozycje mogli pisać późniejsi autorzy, mający niejako z definicji dostęp do elementów. Przykładowo, znany niektórym Zdzisław Tkaczyk, jako pracownik PIE (po 1972 r. w strukturach UNITRA- CEMI) miał za zadanie tworzyć różne aplikacje dla produkowanych przez CEMI elementów. Siłą rzeczy miał więc do nich dostęp i dużo czasu na zabawę tymi elementami.

Na zakończenie, wydaje mi się, że Janusz Wojciechowski był żołnierzem armii Andersa, który zdecydował się na powrót do kraju. Zastrzegam, że to informacja niesprawdzona i nie jestem teraz pewien, kto mi to powiedział.
Załączniki
IMG_0901.JPG
IMG_0902.JPG

ODPOWIEDZ