Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Dział poświęcony nielampowym urządzeniom, układom i elementom "retrotechnicznym"

Moderatorzy: gsmok, Romekd, tszczesn

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3237
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Tomek Janiszewski » wt, 23 stycznia 2018, 23:23

przemak pisze:
wt, 23 stycznia 2018, 18:35
Jasne, że jest dużo kuriozalnych byków, ale bez tej książki mnie by tu nie było i wielu innych jak czytam też

Być może to samo dałoby się powiedzieć i o mnie, tylko że nie za sprawą "Nowoczesnych zabawek" lecz innego dokonania tegoż Autora, pt. "Budowa i pilotaż radiomodeli". Od tego zaczynałem swoją przygodę z elektroniką. I nawet udało się zbudować ustrojstwo zdolne do nawiązania łączności na odległość, ale... na tym zakończyła się moja przygoda z radiomodelarstwem. Cóż, skoro najprostszy jednotranzystorowy nadajnik generował na takiej częstotliwości jak mu się akurat rdzeń w cewce ustawiło, bowiem kwarc (drogi jak cholera!) włączono w generatorze tak zręcznie że pełnił on rolę... kondensatora o pojemności paru pF :evil: , zaś w impulsatorze sterującym wypaliłem cały nakład tranzystorów BF257 i BC211 nabytych w "Zestawie nr3" z CSH (Tranzystory krzemowe w obudowie metalowej) :cry: . Nie wytrzymywały złącza baza-emiter krzemowych tranzystorów epiplanarnych, przebijające się przy napięciu dużo niższym niż stopowe tranzystory germanowe TG50 i ASY-cośtam, ale bezkrytycznie przewidywanych przez autora w układzie podręcznikowego multiwibratora astabilnego, który i tak powinien być uważany za układ o znaczeniu teoretycznym, ale w żadnym razie nie użytkowym. O BC107 czy BC527 jakie figurowały na schemacie nie ma nawet co mówić: te przepalały się po kilku cyklach. Dopiero BC147 okazały się odporne na takie brutalne traktowanie, za sprawą żywicy chłodzącej zatopione w niej złote druciki doprowadzeń bazy i emitera. To że w ogóle należało unikac tego układu jak ognia dotarło do mojej świadomości dużo później :oops:
Romekd pisze:
wt, 23 stycznia 2018, 20:24
Jak już wcześniej napisałem, J. Wojciechowski był popularyzatorem elektroniki. Jego książki nosiły tytuł "Nowoczesne zabawki"
Z mojego punktu widzenia był raczej depopularyzatorem, przy czym opisany wyżej incydent był tylko jednym z wielu w który mogłem niezupełnie zgodnie ze swoją wolą zostać zamieszany. Akurat trafiło na radiomodelarstwo. Kolejne jego książki traktowałem już z dużo większą rezerwą. Chociaż... był jeden wyjątek, o którym napiszę na końcu.
"Między wierszami" w jego książkach dało się zauważyć, że autor nie był ignorantem i miał jakieś pojęcie o elektronice. Niby jego układy tranzystorowe (właściwie to nie jego, gdyż sam się przyznał /w książce wydanej w roku 1963/, że uruchomiał tylko 150 układów, na ponad 500 opublikowanych; nie ma tam ani słowa , by jakiś układ sam opracował...)
Ano cóż, bezrefleksyjnie przerysować 500 schematów z literatury to też nie lada sztuka, zwłaszcza że osobistych komputerów, Wordów, Acrobatów etc. wtedy wszak nie było. Większą jednak sztuką byłoby przynajmniej przyjrzeć się krytycznie nawet tym których nie ma czasu się uruchomić.
były najprostsze z możliwych, bez elementów stabilizujących je termicznie. Mimo to na stronie 441 tej samej książki napisał:
Nowoczesne.jpg
czyli na pewno wiedział jak się stabilizuje termicznie układy z tranzystorami...
Pewnie że wiedział, czego najlepsze świadectwo dał w swoim życiowym dziele, czyli oczywiście "Nowoczesnych zabawkach". Daleko szukać nie trzeba: wystarczy spojrzeć na stronę poprzedzającą tę na której zamieszczono sławetny "Wzmacniacz wycieczkowy" którego w swej małoduszności uznałem za niewart zainstalowania na swoim pojeździe wodnym o nazwie "Leśny Dziadek".
P1060147.JPG
Oto na pierwszym miejscu mamy wzmacniacz (cokolwiek miałoby to znaczyć) bardzo stabilny pod względem zmian temperatury. Właściwie to można by odnieść wrażenie że jego wyłącznym zadaniem jest stabilizować termicznie swój pracy, bo pozostałymi walorami użytkowymi nijak nie przewyższa wycieczkowca. Że owa stabilizacja jest taka sobie, bo i tak prąd spoczynkowy zależy bezpośrednio od napięcia przewodzenia jednego z tranzystorów, to akurat najmniejsze piwo. Na użytek Triodowiczów nie pamiętających tamtych czasów podkreślę jednak, że ów tranzystor mający służyć do stabilizacji i niczego więcej (BF504) był nadzwyczaj drogim elementem. Skoro jednak już się po niego sięgnęło - można było zaangażować go z nieporównanie większym pożytkiem, choćby tak jak to opisano w Młodym Techniku:
https://mlodytechnik.pl/files/hlo/69-nw ... z_mocy.pdf
I temu układowi można by conieco zarzucić, od braku bootstrapu poczynając, ale poprawić ten mankament nietrudno, a i bez owego drobnego usprawnienia zadziała niewiele tylko gorzej.
Z kolei mamy powielany w bardzo wielu wojciechowszczyźnianych schematach błąd (przypomnijmy sobie choćby "Mini-Maxa" z "Elektroniki dla wszystkich"), polegający na zdaniu się na prąd zerowy tranzystora. Ujdzie to jeszcze jakoś w stopniu wstępnym sprzężonym pojemnościowo z dalszymi stopniami, ale nie w stopniu wstępnym sprzężonym stałoprądowo ze stopniem końcowym! Paradoksalne, ale alternatywna wersja (w prawym górnym rogu), o ile tylko trafi się na wejściowy tranzystor o nie za małym i nie za dużym prądzie zerowym miałaby szanse okazać się najbardziej użyteczna ze wszystkich tutaj zamieszczonych, z uwagi na włączenie głośnika przez transformator.
Ale dalej mamy zagadkę nie lada. Co Poeta chciał powiedzieć wrzucając do jednego wora dwa układy przeciwsobne (d oraz e) oraz dziwoląga (c) z dwoma głośnikami w kolektorze i emiterze? A przecież fsyskie tsy określił jednym mianem: podwójne, mimo że pierwszy z nich nic wspólnego z pozostałymi nie ma. Dzięki Triodzie być może wpadłem na właściwy trop: wychodzi na to że twórcy kabaretowego wzmacniacza "Laura SE deluxe" również czerpali swoją wiedzę z Wiekopomnego Dzieła. Napisali wszak czarno na białem:
Na początku trzeba zaznaczyć, iż nie jest to układ Push-pull, chociaż działa podobnie.
viewtopic.php?f=8&t=28929&hilit=Laura+SE#p301733
I jeszcze dla porządku owe dwa ostatnie układy, te faktycznie przeciwsobne. Pierwszy z nich to oczywiście czysta teoria, nie ma ani polaryzacji wstępnej, ani bootstrapu, ani też nie pokazano w ogóle niczego aby zilustrować z czym to się je. Dla nas powinno być to oczywiste. Ale odcisnął on fatalne piętno na mojej świadomości, widząc go wyrobiłem w sobie przekonanie że ceną za wyeliminowanie transformatorów w układzie PP poprzez użycie pary komplementarnej musi być konieczność zasilania z baterii ze środkowym odczepem. Naprostowały mnie dopiero dwie książki: "Radiotechnika bez wielkich problemów" Otto Limmana oraz "Radiotechnika dla praktyków" Tadeusza Masewicza, jakie otrzymałem pod koniec podstawówki w nagrodę za dobre wyniki w nauce.
Ostatni już - to również teoria, choć nadzwyczaj interesująca. Jest to nic innego jak Circlotron ceniony w technice lampowej (mimo niewygody w postaci konieczności stosowania dwóch niezależnych zasilaczy na każdy kanał), dzięki możliwości zastosowania prostego konstrukcyjnie, wysokosprawnego autotransformatora głośnikowego. W wersji zaś tranzystorowej nie wykazuje jakichkolwiek zalet w porównaniu z układem koliberkowym który można by zmontować z dokładnie tych samych elementów, przy czym wówczas pojawiłaby się możliwość wykorzystania baterii z odczepem środkowym do zasilania pozostałych stopni. A gdyby tak dodać jeszcze kondensator w szereg z głośnikiem - to i odczep okazałby się zbędny, jak to zresztą było w znanym z cała pewnością w czasach współczesnych Autorowi Koliberku. No ale akurat on nie uznał za stosowne opatrzyć układu podobnym komentarzem.
Szukałem w necie informacji o J. Wojciechowskim, ale niczego nie znalazłem,
Za to ja dawno temu znalazłem ciekawa informację dzięki poczcie pantoflowej, na samym początku nauki w szkole średniej a więc niewiele lat po swoich niezbyt udanych początkach. Pewien doświadczony krótkofalowiec polecił mi wspominaną na wstępie książkę, której tytuł ujawniam dopiero teraz. Chodziło o "Zdalne kierowanie modeli". Na moje nieskrywane zastrzeżenia odnośnie poziomu prezentowanego przez jej Autora w innych znanych mi publikacjach ów krótkofalowiec rozwiał moje obawy, twierdząc że tak naprawdę autorem tej książki jest zupełnie ktoś inny, kto nie miał jednak w PRL odpowiednich dojść. Miał je jednak ów Skromny Czlowiek, który wydał niewątpliwie wartościowe ale nie swoje dzieło pod własnym nazwiskiem. Dalszych kulis niestety nie znam, musiałem jedynie przyznać że czytając tę książkę i analizując zawarte tam schematy istotnie odnosiłem wrażenie że jej autorem jest ktoś zupełnie inny, ktoś od kogoś naprawdę mógłbym jeszcze nauczyć się wiele, zamiast nauczyć się głównie tego... jak się czegoś robić nie powinno.
Może zatem warto byłoby pójść tym tropem, i jeśli już stawiać ołtarzyk, to komuś kto bardziej na to zasługuje?
Ostatnio zmieniony śr, 24 stycznia 2018, 02:02 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
przemak
625...1249 postów
625...1249 postów
Posty: 890
Rejestracja: śr, 18 kwietnia 2007, 22:14
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: przemak » śr, 24 stycznia 2018, 00:24

To prawda, tak to wygląda, jakby książki Janusza Wojciechowskiego były pisane "we współpracy", jako że on sam za bardzo się elektroniką nie interesował. Pierwsze w ogóle miały dwóch autorów. Nowoczesne Zabawki też są bardzo nierówne jeżeli chodzi o poziom, czasami autora ponosi ;)

Vic384
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1311
Rejestracja: śr, 22 lutego 2006, 05:06
Lokalizacja: Toronto

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Vic384 » czw, 25 stycznia 2018, 11:05

Czesc
Mam pytanie do "przeciwnika" Wojciechowskiego i Nowoczesnych Zabawek: czy przeczytales wstep do tej ksiazki ?
Tam jest napisane, ze na okolo 500 ukladow, jakies 150 bylo wykonane przez Autora i wspolpracownikow (?). Reszta to przedruki - ciekawostki.
Moze nalezalo by czytac na glos, aby lepiej zrozumiec ?
Piszesz, ze ta ksiazka to zestaw ukladow "baboli".
Jak mozesz tak pisac, skoro sam nie potrafisz zrobic prostego wzmacniacza na 4 czy 5 tranzystorach i pomierzyc jego parametry. Przyklad : Twoj wzmacniacz na AD161 / AD162, wspomniany na Elektrodzie 20.01.18, z ktorego to uzyskales 8W przy zasilaniu 16V na 4 omach. Przeciez nawet gdybys mial nadprzewodzace tranzystory, to uzyskal bys tylko 4W.
Prosze wiec nie "nadawac" na innych, skoro samemu nie uzyskalo sie nawet polowy tego poziomu.
Pozdrowienia
PS Byc moze podpadne Moderatorom, ale denerwuje mnie jak ktos, kto ma problemy z ukladami praktycznymi, teoretyzuje i poucza innych.

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3237
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Tomek Janiszewski » czw, 25 stycznia 2018, 11:26

Vic384 pisze:
czw, 25 stycznia 2018, 11:05
Mam pytanie do "przeciwnika" Wojciechowskiego i Nowoczesnych Zabawek: czy przeczytales wstep do tej ksiazki ?
Tam jest napisane, ze na okolo 500 ukladow, jakies 150 bylo wykonane przez Autora i wspolpracownikow (?). Reszta to przedruki - ciekawostki.
I jak się domyślam - te układy które działały a szczególnie te co do tego jeszcze miały ręce i nogi były właśnie przedrukami? :lol: No, chyba żeby trafił swój na swego. :oops:
Jak mozesz tak pisac, skoro sam nie potrafisz zrobic prostego wzmacniacza na 4 czy 5 tranzystorach i pomierzyc jego parametry. Przyklad : Twoj wzmacniacz na AD161 / AD162, wspomniany na Elektrodzie 20.01.18, z ktorego to uzyskales 8W przy zasilaniu 16V na 4 omach. Przeciez nawet gdybys mial nadprzewodzace tranzystory, to uzyskal bys tylko 4W.
Tam nie było rezystorów emiterowych (ale stabilność termiczna była mimo to znakomita, dzięki zastosowaniu tranzystora AC125 w stabilizacji, przykręconego do radiatora, jak to było widać widać nie na Elektrodzie lecz na Triodzie, i nie w dniu 20.01.18 lecz o wiele wcześniej:
viewtopic.php?f=18&t=14675&p=168751&hil ... sz#p168762 ) ani też jakichkolwiek innych elementów mogących uniemożliwić wykorzystanie napięcia zasilania niemal "rail-to rail" (konkretnie z potrąceniem sumy napięcia przewodzenia germanowego złącza B-E oraz napięcia nasycenia tranzystora krzemowego małej mocy) więc moc wyjściowa była z niezłą dokładnością zbliżona do 8W. A jeżeli za kryterium przyjąć h=10% (czemu odpowiada już lekkie obcinanie wierzchołków) to nawet miała szanse osiągnąć tę wartość. W każdym razie moc wyjściowa była nieporównanie bliższa 8W niż 4W.
Prosze wiec nie "nadawac" na innych, skoro samemu nie uzyskalo sie nawet polowy tego poziomu.
A teraz proszę pochwalić się z jakiego to wzoru liczyło się moc wyjściową, że wyszło niecałe 4W, skoro już zaczęło się nadawać na innych. :P
PS Byc moze podpadne Moderatorom, ale denerwuje mnie jak ktos, kto ma problemy z ukladami praktycznymi, teoretyzuje i poucza innych.
U mnie zaś ktoś kto ciska się na Forum a myli się w rachunkach na poziomie podstawówki może wywołać jedynie uśmieszek zażenowania :oops:

Vic384
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1311
Rejestracja: śr, 22 lutego 2006, 05:06
Lokalizacja: Toronto

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Vic384 » czw, 25 stycznia 2018, 12:14

Czesc
Tlumacze skad sie wziely 4 waty. Przy zasilaniu 16V, maksymalne napiecie szczytowe na obciazeniu wynosi plus-minus 8V. Tak bedzie przy nadprzewodzacych tranzystorach. Praktycznie bedzie nie wiecej jak 7V. Napiecie skuteczne, to napiecie szczytowe podzielone przez pierwiastek z 2, w tym ukladzie bedzie to 7V dzielone przez 1.41 czyli 5V. Moc wyjsciowa, to napiecie skuteczne do kwadratu dzielone przez opornosc obciazenia. Jezeli licze na poziomie szkoly podstawowej, to wychodzi mi 25 / 8 czyli 3.125W. Jezeli mamy do dyspozycji tranzystory nadprzewodzace, to uzyskamy moc szsczytowa 8V x 8V /8om =8W czyli 8 / 2 =4W wartosci skutecznej. Mam nadzieje, ze wiesz do czego i dlaczego stosuje sie pierwiastek z 2, przy przeliczaniu wartosci szczytowej i skutecznej.
Jezeli zrobilem blad w liczeniu, to prosze podac gdzie, bo z tego co pamietam, to szkole podstawowa skonczylem ponad 50 lat temu. Moze teraz sie inaczej liczy, a ja o tym nie wiem. Na razie to ja moge sie usmiechac na temat poziomu znajomosci matematyki.
Z reszta, jak kolwiek by liczyc, to 4W zwsze jest blizej prawdy jak 8W, nawet teoretycznie.
Pozdrowienia
.


Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3237
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Tomek Janiszewski » czw, 25 stycznia 2018, 12:42

Vic384 pisze:
czw, 25 stycznia 2018, 12:14
Tlumacze skad sie wziely 4 waty. Przy zasilaniu 16V, maksymalne napiecie szczytowe na obciazeniu wynosi plus-minus 8V. Tak bedzie przy nadprzewodzacych tranzystorach. Praktycznie bedzie nie wiecej jak 7V.
No powiedzmy, choć tyle to bym się spodziewał przy zastosowaniu tranzystorów krzemowych (np. BD354/355). Z germanowymi AD161/162 obstawiałbym nieco więcej, gdzieś w pobliżu 7,5V ale to akurat pryszcz.
Napiecie skuteczne, to napiecie szczytowe podzielone przez pierwiastek z 2, w tym ukladzie bedzie to 7V dzielone przez 1.41 czyli 5V

Też O.K, o cyfry po przecinku wykłócał się nie będę.
Moc wyjsciowa, to napiecie skuteczne do kwadratu dzielone przez opornosc obciazenia. Jezeli licze na poziomie szkoly podstawowej, to wychodzi mi 25 / 8 czyli 3.125W
A z jakiej paki przez 8 skoro pisałem o obciążeniu 4 omy, i przez tyle właśnie należało podzielić? Wtedy mocy byłoby 2 razy tyle!
Jezeli mamy do dyspozycji tranzystory nadprzewodzace, to uzyskamy moc szsczytowa 8V x 8V /8om =8W czyli 8 / 2 =4W wartosci skutecznej. Mam nadzieje, ze wiesz do czego i dlaczego stosuje sie pierwiastek z 2, przy przeliczaniu wartosci szczytowej i skutecznej.
Wiem dlaczego się stosuje. I wiem także dlaczego, w przypadku gdy się go nie stosuje (choćby dlatego że nie chce się zaśmiecać umysłu mnożeniem przez jakąś jedynkę z hakiem po przecinku, zwłaszcza w pamięci), to w celu obliczenia mocy dzieli się połowę napięcia zasilania podniesioną do kwadratu przez dwukrotną oporność obciążenia. Ale wynik wychodzi w obu przypadkach ten sam.
Jezeli zrobilem blad w liczeniu, to prosze podac gdzie, bo z tego co pamietam, to szkole podstawowa skonczylem ponad 50 lat temu. Moze teraz sie inaczej liczy, a ja o tym nie wiem.
Mówisz - i masz. Jak komu wygodnie - może sobie policzyć jeszcze inaczej. Całe napięcie zasilające podniesione do kwadratu i podzielone przez ośmiokrotną oporność obciążenia. No ale jeśli ktoś z racji tego że skończył szkołę podstawową ponad 50 lat temu grzebnie się i w tym liczeniu - to skutki mogą być jeszcze gorsze. Na przykład gdy połowę napięcia zasilania podzieli przez pierwiastek z 2, podniesie to wszystko do kwadratu i podzieli przez ośmiokrotną oporność głośnika, to wyjdzie mu już tylko 1W :shock:
Na razie to ja moge sie usmiechac na temat poziomu znajomosci matematyki.
Ten się śmieje kto się śmieje ostatni :lol:
Ostatnio zmieniony czw, 25 stycznia 2018, 13:50 przez Tomek Janiszewski, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 3969
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Romekd » czw, 25 stycznia 2018, 13:47

Witam
Tomek Janiszewski pisze:Oto na pierwszym miejscu mamy wzmacniacz (cokolwiek miałoby to znaczyć) bardzo stabilny pod względem zmian temperatury. Właściwie to można by odnieść wrażenie że jego wyłącznym zadaniem jest stabilizować termicznie swój pracy, bo pozostałymi walorami użytkowymi nijak nie przewyższa wycieczkowca. Że owa stabilizacja jest taka sobie, bo i tak prąd spoczynkowy zależy bezpośrednio od napięcia przewodzenia jednego z tranzystorów, to akurat najmniejsze piwo.
Tomku, faktycznie wiele schematów w książkach Wojciechowskiego zawiera rażące błędy, czasem to istne kurioza (pozamieniane typy tranzystorów PNP i NPN, pozamieniane emitery z kolektorami itp.), ale gdyby wszystkie układy z książki po złożeniu działały, niczego by nie uczyły, poza bezrefleksyjnym ich składaniem (powielaniem). Myślę, że te błędy rozwijały wyobraźnię i zmuszały do bardziej analitycznego podejścia do każdego z zamieszczonych w książce układów. Jako dziecko wykonałem z tej książki kilkanaście, lub może bardziej kilkadziesiąt różnych układów i każdy z nich udało mi się zmusić do działania. Błędy zdarzały się niemal wszystkim autorom książek poświęconych elektronice. W książce Ryszarda Girulskiego ("Amatorskie urządzenia krótkofalowe"), który był popularyzatorem układów dla krótkofalowców, było kilka absurdalnie zaprojektowanych zasilaczy oraz informacje o znanym już użytkownikom "Triody" symetrycznym dławiku napięcia anodowego, wykonanym z transformatora sieciowego z dzielonym uzwojeniem pierwotnym, w którym strumienie od prądów stałych miały się znosić, a indukcyjności uzwojeń dodawać... :lol: Publikowane przez Andrzeja Janeczka schematy prostych odbiorników na 3,5 MHz i 144 MHz zraziły definitywnie do układów w.cz. kilku moich kolegów (do dzisiaj mają wstręt do w.cz., choć pokończyli studia na kierunku elektronika)... Czy to przekreśla dorobek tych autorów? Na pewno nie!

Co do Twojego wzmacniacza o mocy wyjściowej 8 W/4 Ω (niestety nie znam schematu :( ), to podana przez Ciebie moc wyjściowa faktycznie jest sporo przesadzona. Zakładając, że napięcie wyjściowe w szczytach będzie osiągało 7 V, prąd kolektora dla obciążenia 4 Ω będzie zbliżał się do ok 2 A, a to oznacza, że spadek napięcie baza-emiter będzie mógł osiągać nawet 1,1 V, jeżeli wierzyć danym katalogowym:
AD161.png
Nawet jeśli dla drugiego tranzystora sprzężenie bootstrap poprawi nieco sytuację, to i tak interesuje nas przecież tylko sygnał symetryczny względem zera na wyjściu wzmacniacza. Gdybyśmy więc optymistycznie przyjęli (zakładając, że nigdzie poza tranzystorami wyjściowymi nie tracimy już dodatkowych mV), to napięcie wyjściowe w szczytach będzie wynosiło góra 7 V, a moc wyjściowa osiągnie 6,16 W, a nie 8 W, jak twierdzisz...

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3237
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Tomek Janiszewski » czw, 25 stycznia 2018, 14:41

Romekd pisze:
czw, 25 stycznia 2018, 13:47
Tomku, faktycznie wiele schematów w książkach Wojciechowskiego zawiera rażące błędy, czasem to istne kurioza (pozamieniane typy tranzystorów PNP i NPN, pozamieniane emitery z kolektorami itp.)
I nawet mogę przytoczyć z pamięci jeden z takich układów, nie mając w danej chwili w ręku "Elektroniki dla wszystkich". To był odbiornik AM bezpośredniego wzmocnienia z dwustopniowym wzmacniaczem w.cz. i z trzema wersjami stopnia końcowego: transformatorowy SE, przeciwsobny dwutransformatorowy oraz przeciwsobny koliberkowy. W tym ostatnim przestawiono emiter z kolektorem "dolnemu" tranzystorowi, niechybnie inspirując się schematem poprzedniej wersji stopnia. Ale nie o tego rodzaju błędy mi chodziło, to mógł zrobić zarówno autor jak i korektor. Temu akurat schematowi trudno cokolwiek zarzucić, może poza brakiem ARW którą co bardziej zaawansowany radioamator może sobie we własnym zakresie dobudować.
ale gdyby wszystkie układy z książki po złożeniu działały, niczego by nie uczyły, poza bezrefleksyjnym ich składaniem (powielaniem). Myślę, że te błędy rozwijały wyobraźnię i zmuszały do bardziej analitycznego podejścia do każdego z zamieszczonych w książce układów.

Albo i zniechęcały niektórych, zwłaszcza tych którzy skutki tych błędów odczuli na własnej kieszeni. A to nie były te czasy gdy tranzystory można było wyciągać z byle monitora rozwalonego cegłówką przez złomiarza za śmietnikiem.
Jako dziecko wykonałem z tej książki kilkanaście, lub może bardziej kilkadziesiąt różnych układów i każdy z nich udało mi się zmusić do działania.
Można, tylko czy na pewno w każdym przypadku warto? Zamiast sławetnego Wycieczkowca można było zbudować wzmacniacz o schemacie mniej więcej takim jaki zamieszczono w Młodym Techniku i który przytaczałem w dalszej części posta (oczywiście gdyby ten schemat znalazł się w "Nowoczesnych zabawkach") i jego to ulepszać, co w przeciwieństwie do tego co zamieszczono rokowało o wiele jaśniejsze perspektywy.
Błędy zdarzały się niemal wszystkim autorom książek poświęconym elektronice. W książce Ryszarda Girulskiego ("Amatorskie urządzenia krótkofalowe"), który był popularyzatorem układów dla krótkofalowców, było kilka absurdalnie zaprojektowanych zasilaczy oraz informacje o znanym już użytkownikom "Triody" symetrycznym dławiku napięcia anodowego, wykonanym z transformatora sieciowego z dzielonym uzwojeniem sieciowym, w którym strumienie od prądów stałych miały się znosić, a indukcyjności uzwojeń dodawać... :lol:
Aż musiałbym zobaczyć to osobiście. Informacje? Może z komentarzem że ten pomysł jest chybiony, tylko chochlik drukarski zjadł stosowny akapit? :shock:
Publikowane przez Andrzeja Janeczka schematy prostych odbiorników na 3,5 MHz i 144 MHz zraziły definitywnie do układów w.cz. kilku moich kolegów (do dzisiaj mają wstręt do w.cz., choć pokończyli studia na kierunku elektronika)... Czy to przekreśla dorobek tych autorów? Na pewno nie!
Czasem bywa i tak że zwłaszcza w układach w.cz. komuś nie wyjdzie coś co wyszło autorowi, który nawet mógł nie podejrzewać że taka pułapka kryje się w układzie który zaprojektował, zbudował i opublikował. Gorszy tranzystor, większe elementy RC, inna geometria ścieżek i klops.
Ale w przypadku "Nowoczesnych zabawek" i innych publikacji tego samego autora chodzi o błędy elementarne!
Co do Twojego wzmacniacza o mocy wyjściowej 8 W/4 Ω (niestety nie znam schematu :( ),
Znasz go doskonale, i nawet zbudowałeś go, co prawda na BC211/313 i z innymi nominałami elementów biernych. Wspomniałem o nim na Elektrodzie niejako mimochodem, radząc początkującemu radioamatorowi co może zrobić z posiadanych tranzystorów. Przytoczyłem schemat jako przykład uniwersalnego wzorca, który można wykonać w różnych wersjach i do różnorakich zastosowań, od małego radyjka kieszonkowego poprzez paruwatowy wzmacniacz do radia na jachcie żaglowym aż po domowy sprzęt zasilający całkiem niepoślednie kolumny. Konkretnie o ten wątek chodziło.
https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3418030.html
to podana przez Ciebie moc wyjściowa faktycznie jest sporo przesadzona. Zakładając, że napięcie wyjściowe w szczytach będzie osiągało 7 V, prąd kolektora dla obciążenia 4 Ω będzie zbliżał się do ok 2 A, a to oznacza, że spadek napięcie baza-emiter będzie mógł osiągać nawet 1,1 V, jeżeli wierzyć danym katalogowym:

AD161.png
A wg innych źródeł - nawet 1,3V:
https://www.semicon-data.com/pdf/SH/AD/AD161.pdf
Ale (podobnie jak u Telefunkena) jest to napięcie maksymalne. Na tejże karcie katalogowej podają także uśrednione charakterystyki napięcia UBE, i wg nich przy Ic=2A oraz Tj=25 stopni należy spodziewać się napięcia w okolicach 0,75V. A w praktyce to nawet nieco mniej, jako że przy takim obciążeniu tranzystory będą cokolwiek nagrzane.
Nawet jeśli dla drugiego tranzystora sprzężenie bootstrap poprawi nieco sytuację, to i tak interesuje nas przecież tylko sygnał symetryczny względem zera na wyjściu wzmacniacza. Gdybyśmy więc optymistycznie przyjęli (zakładając, że nigdzie poza tranzystorami wyjściowymi nie tracimy dodatkowych mV)

Tych dodatkowych mV będzie w okolicach setki, bo takiego napięcia nasycenia należy spodziewać się po BC178 przy kilkunastu mA prądu kolektora. A jak trafią się AD161 o mniejszej becie (przyznaję, swoje specjalnie selekcjonowałem przewidując od początku zasilanie bateryjne) to można zastosować w stopniu sterującym BC313 i też się wyjdzie na swoje.
to napięcie wyjściowe w szczytach będzie wynosiło góra 7 V, a moc wyjściowa osiągnie 6,16 W, a nie 8 W, jak twierdzisz...
Jak przeczytasz cały mój post na Elektrodzie - zorientujesz się że pisałem o tej mocy hasłowo, zastrzegając też że do konkretnego zastosowania trzeba przeliczyć i dobrać elementy. Gdyby ktoś chciał osiągnąć ściśle 8W, to żaden problem podnieść napięcie zasilania o ten brakujący wolt z ułamkiem a nawet dwa, tranzystory to wytrzymają. Ale elektrolitowi w zasilaniu jaki zastosowałem w tym egzemplarzu wzmacniacza mogłoby to już nie wyjść na zdrowie, więc prób z większym niż 16V napięciem zasilania już nie wykonywałem, zanim ostatecznie wzmacniacz trafił na miejsce docelowe.

Awatar użytkownika
przemak
625...1249 postów
625...1249 postów
Posty: 890
Rejestracja: śr, 18 kwietnia 2007, 22:14
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: przemak » czw, 25 stycznia 2018, 15:18

Vic384 pisze:
czw, 25 stycznia 2018, 11:05
z ktorego to uzyskales 8W przy zasilaniu 16V na 4 omach.
Vic384 pisze:
czw, 25 stycznia 2018, 12:14
Jezeli licze na poziomie szkoly podstawowej, to wychodzi mi 25 / 8 czyli 3.125W.
Raz 4 omy, raz 8, ale teza się zgadza ;)

Vic384
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1311
Rejestracja: śr, 22 lutego 2006, 05:06
Lokalizacja: Toronto

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Vic384 » czw, 25 stycznia 2018, 15:22

Czesc
Chcialem przeprosic jesli chodzi o moc wyjsciowa. Nie wiem czemu mi sie ubzduralo 8 omow gdy bylo tylko 4. Racja, w tym ukladzie jest blizej do 8 jak do 4 wat.
Pozdrowienia

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 3969
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Romekd » czw, 25 stycznia 2018, 16:09

Tomek Janiszewski pisze:
czw, 25 stycznia 2018, 14:41
Romekd pisze:Błędy zdarzały się niemal wszystkim autorom książek poświęconym elektronice. W książce Ryszarda Girulskiego ("Amatorskie urządzenia krótkofalowe"), który był popularyzatorem układów dla krótkofalowców, było kilka absurdalnie zaprojektowanych zasilaczy oraz informacje o znanym już użytkownikom "Triody" symetrycznym dławiku napięcia anodowego, wykonanym z transformatora sieciowego z dzielonym uzwojeniem sieciowym, w którym strumienie od prądów stałych miały się znosić, a indukcyjności uzwojeń dodawać... :lol:
Aż musiałbym zobaczyć to osobiście. Informacje? Może z komentarzem że ten pomysł jest chybiony, tylko chochlik drukarski zjadł stosowny akapit? :shock:
O tym "rewelacyjnym" dławiku czytałem w kilku książkach różnych autorów. W każdej pomysł został bezkrytycznie powielony i dokładnie tak samo (dla mnie bezsensownie) opisany. Z tego co pamiętam w książce Girulskiego został on użyty w dwóch różnych układach i zdaniem autora świetnie zdawał egzamin :wink:
Poniżej schemat zasilacza odbiornika lampowego z "genialnie" rozwiązanym dławikiem, bez szczeliny powietrznej oraz opis tego układu:
dzielony dławik.jpg
opis dławika.jpg
Poniżej schemat zasilacza z powielaniem napięcia z tej samej książki (ktoś z Kolegów rozumie zasadę działania tego układu?):
Zasilacz z podwajaniem.jpg
Oraz stabilizator dostarczający kilku napięć względem masy (0 V):
Stabilizator.jpg
Tomek Janiszewski pisze:
czw, 25 stycznia 2018, 14:41
Romekd pisze:Publikowane przez Andrzeja Janeczka schematy prostych odbiorników na 3,5 MHz i 144 MHz zraziły definitywnie do układów w.cz. kilku moich kolegów (do dzisiaj mają wstręt do w.cz., choć pokończyli studia na kierunku elektronika)... Czy to przekreśla dorobek tych autorów? Na pewno nie!
Czasem bywa i tak że zwłaszcza w układach w.cz. komuś nie wyjdzie coś co wyszło autorowi, który nawet mógł nie podejrzewać że taka pułapka kryje się w układzie który zaprojektował, zbudował i opublikował. Gorszy tranzystor, większe elementy RC, inna geometria ścieżek i klops.
Ale w przypadku "Nowoczesnych zabawek" i innych publikacji tego samego autora chodzi o błędy elementarne!
Problem w tym, że płytki do tego odbiornika, wraz ze wszystkimi częściami do wlutowania kupiło czterech młodych ludzi, w tym syn mojego kolegi (trzech z nich było uczniami ostatniej klasy Technikum Elektronicznego, a jeden studiował elektronikę). Po zmontowaniu odbiornik nie zadziałał żadnemu z nich. Wspomnianemu synowi znajomego sam próbowałem uruchomić felerny układ. Zmieniałem wartości elementów, liczby zwojów i miejsca podłączenia odczepów w cewkach 7x7. Po dwóch dniach pracy odbiornik coś już odbierał, ale czułość miał nadal fatalną. W klubie krótkofalowców SP9KUZ uruchamialiśmy z kolegami kilka transceiverów BARTEK, opisanych w Radioelektroniku (ten sam konstruktor - Andrzej Janeczek) i wszystkie wymagały wprowadzenia wielu zmian i modernizacji, by miały jako takie parametry. Później jeszcze pomagałem kilku kolegom z różnych części Polski uruchomić ich transceivery "Bartek", gdyż nie mogli sobie z nimi poradzić...
Mój uczeń Marek (obecnie kończy doktorat na jednej z uczelni) próbował uruchomić odbiornik FM 144 MHz, zaprojektowany przez Janeczka (kupione płytka plus elementy). Niestety nie poradził sobie - obwody wejściowe i wyjściowe wzmacniacza w.cz. oddalone były od siebie w tym odbiorniku o kilka milimetrów i nie dało się zrobić nic, by wyeliminować wzbudzanie się wzmacniacza (obwód LC w kolektorze tranzystora /wzmacniacz w konfiguracji WE/ znajdował się bezpośrednio przy LC w obwodzie bazy tranzystora - błędnie zaprojektowana płytka /rozprowadzana przez AVT/).
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

Tomek Janiszewski
3125...6249 postów
3125...6249 postów
Posty: 3237
Rejestracja: śr, 19 listopada 2008, 15:18

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Tomek Janiszewski » czw, 25 stycznia 2018, 19:30

Romekd pisze:
czw, 25 stycznia 2018, 16:09
O tym "rewelacyjnym" dławiku czytałem w kilku książkach różnych autorów. W każdej pomysł został bezkrytycznie powielony i dokładnie tak samo (dla mnie bezsensownie) opisany. Z tego co pamiętam w książce Girulskiego został on użyty w dwóch różnych układach i zdaniem autora świetnie zdawał egzamin :wink:
Poniżej schemat zasilacza odbiornika lampowego z "genialnie" rozwiązanym dławikiem, bez szczeliny powietrznej oraz opis tego układu:
dzielony dławik.jpg
opis dławika.jpg
Pamiętasz może z którego roku pochodziła książka z takim babolem oraz pozostałe książki w których go powielono? I jak długi był jego żywot. Bo poroniony układ fotoprzełącznika z wydanej w 1962 roku książki o Azorze (jestem gotów uzasadnić powyższą opinię, ale może najpierw niech spróbuje to zrobić ktokolwiek inny, i bynajmniej nie mam tu tylko na myśli oczywistej niewygody związanej z użyciem trzech niezależnych i do tego jeszcze różnie obciążonych baterii) cieszył się długim życiem, co najmniej do roku 1975 (bo na ten rok datuje się trzecie wydanie "Elektroniki dla wszystkich" jakim dysponuję; nie wiem czy były dalsze i jaka była ich treść), a przecież była to już gierkowska epoka w peerelowskiej elektronice, epoka tranzystorów krzemowych a nawet prostych układów scalonych.
Poniżej schemat zasilacza z powielaniem napięcia z tej samej książki (ktoś z Kolegów rozumie zasadę działania tego układu?):
No po prostu mózg się lasuje :twisted: Ale jak się uprzeć - z zastosowanych tutaj elementów dałoby się złożyć dwunapięciowy zasilacz, chociaż niekoniecznie o napięciach wyjściowych 350 i 700V tylko wyraźnie wyższych; dobrze że chociaż osobne uzwojenia żarzeniowe lamp prostowniczych przewidziano. Rysownik się pomylił a autor nie raczył tego sprawdzić? :oops:
Oraz stabilizator dostarczający kilku napięć względem masy (0 V):
Heh, formalnie to nawet te napięcia mogłyby się tak rozłożyć (źródło napięcia wejściowego nie ma wszak połączenia z masą), oczywiście przy znikomym obciążeniu poszczególnych wyjść, choć zapewne nie taka była intencja autora. Do tego jeszcze obawiałbym się że tak włączona lampa (z kondensatorem 8uF nie odseparowanym od niej żadnym rezystorem) mogłaby zapracować w trybie generatora, choć może tak się nie stać o ile ma niepokazaną na schemacie pomocniczą elektrodę zapłonową.
Problem w tym, że płytki do tego odbiornika, wraz ze wszystkimi częściami do wlutowania kupiło czterech młodych ludzi, w tym syn mojego kolegi (trzech z nich było uczniami ostatniej klasy Technikum Elektronicznego, a jeden studiował elektronikę). Po zmontowaniu odbiornik nie zadziałał żadnemu z nich. Wspomnianemu synowi znajomego sam próbowałem uruchomić felerny układ. Zmieniałem wartości elementów, liczby zwojów i miejsca podłączenia odczepów w cewkach 7x7. Po dwóch dniach pracy odbiornik coś już odbierał, ale czułość miał nadal fatalną. W klubie krótkofalowców SP9KUZ uruchamialiśmy z kolegami kilka transceiverów BARTEK, opisanych w Radioelektroniku (ten sam konstruktor - Andrzej Janeczek) i wszystkie wymagały wprowadzenia wielu zmian i modernizacji, by miały jako takie parametry. Później jeszcze pomagałem kilku kolegom z różnych części Polski uruchomić ich transceivery "Bartek", gdyż nie mogli sobie z nimi poradzić...
A próbował ktoś interweniować u samego autora? O "Bartku" było swego czasu równie głośno jak o kultowej erbemce jeszcze w późnych latach 70-tych, ale skandalu sobie nie przypominam. No, chyba że negatywne opinie były w latach stanu wojennego celowo wyciszane.
Mój uczeń Marek (obecnie kończy doktorat na jednej z uczelni) próbował uruchomić odbiornik FM 144 MHz, zaprojektowany przez Janeczka (kupione płytka plus elementy). Niestety nie poradził sobie - obwody wejściowe i wyjściowe wzmacniacza w.cz. oddalone były od siebie w tym odbiorniku o kilka milimetrów i nie dało się zrobić nic, by wyeliminować wzbudzanie się wzmacniacza (obwód LC w kolektorze tranzystora /wzmacniacz w konfiguracji WE/ znajdował się bezpośrednio przy LC w obwodzie bazy tranzystora - błędnie zaprojektowana płytka /rozprowadzana przez AVT/).
Sam się zraziłem do tego wydawnictwa, najpierw wojując przeszło rok aby mój projekt (rowerowa lampka tylna na LED zasilana z dynama poprzez generator samodławny zapewniający świecenie z pełną mocą nawet przy bardzo wolnej jeździe) został zamieszczony w "EP" i aby wypłacono mi honorarium. Gdy po paru latach sytuacja się powtórzyła, tym razem z przeciwsobnym układem zasilania świetlówki miniaturowej z "gorącym" zapłonem) okazało się na dobitkę że wykonany i uruchomiony przeze mnie prototyp w międzyczasie... po prostu zagubiono :evil: W efekcie wyszedłem na tym jak Zabłocki na mydle.

Awatar użytkownika
Romekd
moderator
Posty: 3969
Rejestracja: pt, 11 kwietnia 2003, 23:47
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: Romekd » pt, 26 stycznia 2018, 07:34

Witam.
Tomasz Janiszewski pisze:Pamiętasz może z którego roku pochodziła książka z takim babolem oraz pozostałe książki w których go powielono? I jak długi był jego żywot. Bo poroniony układ fotoprzełącznika z wydanej w 1962 roku książki o Azorze (jestem gotów uzasadnić powyższą opinię, ale może najpierw niech spróbuje to zrobić ktokolwiek inny, i bynajmniej nie mam tu tylko na myśli oczywistej niewygody związanej z użyciem trzech niezależnych i do tego jeszcze różnie obciążonych baterii) cieszył się długim życiem, co najmniej do roku 1975 (bo na ten rok datuje się trzecie wydanie "Elektroniki dla wszystkich" jakim dysponuję; nie wiem czy były dalsze i jaka była ich treść), a przecież była to już gierkowska epoka w peerelowskiej elektronice, epoka tranzystorów krzemowych a nawet prostych układów scalonych.
Ta, która leży przede mną pochodzi z roku 1963 (ten sam rok wydania co lampowych "Nowoczesnych Zabawek"). Kolega przyniósł mi jeszcze kilka książek i jakieś broszury, w których błąd ten był powielony, ale nie pamiętam już ich tytułów i czasu publikacji :( Wiele lat później znalazły się te same informacje na "Stronie TOMA", co wywołało krytykę takiego rozwiązania na naszym Forum...
Tomasz Janiszewski pisze:No po prostu mózg się lasuje :twisted: Ale jak się uprzeć - z zastosowanych tutaj elementów dałoby się złożyć dwunapięciowy zasilacz, chociaż niekoniecznie o napięciach wyjściowych 350 i 700V tylko wyraźnie wyższych; dobrze że chociaż osobne uzwojenia żarzeniowe lamp prostowniczych przewidziano. Rysownik się pomylił a autor nie raczył tego sprawdzić? :oops:
W schemat wkradł się jeden mały błąd - złe miejsce podłączenia anody górnej diody. Po skorygowaniu otrzymujemy prosty układ podwajacza Delona, a wszystkie pozostałe elementy są już poprawnie włączone (załącznik poniżej; napięcia mogły być zmierzone dla obciążonych obu wyjść zasilacza). Myślę, że każdy elektronik, z pewnym już doświadczeniem, powinien od razu wyłapać ten błąd i umieć go poprawić.
Zasilacz z podwajaniem1.jpg
Tomek Janiszewski pisze:Heh, formalnie to nawet te napięcia mogłyby się tak rozłożyć (źródło napięcia wejściowego nie ma wszak połączenia z masą), oczywiście przy znikomym obciążeniu poszczególnych wyjść, choć zapewne nie taka była intencja autora. Do tego jeszcze obawiałbym się że tak włączona lampa (z kondensatorem 8uF nie odseparowanym od niej żadnym rezystorem) mogłaby zapracować w trybie generatora, choć może tak się nie stać o ile ma niepokazaną na schemacie pomocniczą elektrodę zapłonową.
A w żadnym wypadku napięcia nie mogłyby się tak rozłożyć. Spójrz na wartości wskazanych przeze mnie rezystorów na schemacie poniżej. Nijak nie da się uzyskać tych napięć przy takich wartościach rezystorów :? Pomijam już sposób podłączenia tych wszystkich kondensatorów do stabiliwolta (niestety nie udało mi się odszukać w necie jego danych i aplikacji).
Stabilizator1.jpg
Tomek Janiszewski pisze:A próbował ktoś interweniować u samego autora? O "Bartku" było swego czasu równie głośno jak o kultowej erbemce jeszcze w późnych latach 70-tych, ale skandalu sobie nie przypominam. No, chyba że negatywne opinie były w latach stanu wojennego celowo wyciszane.
A po co? Byliśmy wtedy bardzo młodzi i widząc schemat każdy z nas (kolegów w klubie) maił kilkadziesiąt pomysłów na poprawienie i usprawnienie tego układu. Ja wykonałem Bartka z podwójnym i bardzo stabilnym VFO (generator był przestrajany warikapami, miał dwa pokrętła oraz RIT i "PRECYZER", a częstotliwość pokazywał wskaźnik wychyłowy), z selektywnym (strojonym) wzmacniaczem w.cz. z obwodami RRW i ARW (mój własny pomysł z tranzystorami MOSFET, układ o bardzo dużej dynamice), z dobrym filtrem kwarcowym PP9... i kilkoma filtrami SSB, CW, NOTCH w torze m.cz., z dodatkowym wzmacniaczem słuchawkowym, który miał własną niezależną regulacją poziomu, z S-metrem, wskaźnikiem mocy i dopasowania anteny oraz stopniem wyjściowym o mocy 25 W, z zasilaczem sieciowym i jeszcze kilkoma "bajerami", których szczegółów konstrukcji już nawet nie pamiętam (w torze nadajnika był np. kompresor dynamiki i korektor pasma z mikrofonową wkładką W-66). Każdy z wykonanych przez nas "Bartków" był inny i niepowtarzalny... :wink: Na moim w naszym klubie zostało przeprowadzonych może z kilkanaście tysięcy połączeń ze stacjami z całego świata (większość na CW).
Tomek Janiszewski pisze:Sam się zraziłem do tego wydawnictwa, najpierw wojując przeszło rok aby mój projekt (rowerowa lampka tylna na LED zasilana z dynama poprzez generator samodławny zapewniający świecenie z pełną mocą nawet przy bardzo wolnej jeździe) został zamieszczony w "EP" i aby wypłacono mi honorarium. Gdy po paru latach sytuacja się powtórzyła, tym razem z przeciwsobnym układem zasilania świetlówki miniaturowej z "gorącym" zapłonem) okazało się na dobitkę że wykonany i uruchomiony przeze mnie prototyp w międzyczasie... po prostu zagubiono :evil: W efekcie wyszedłem na tym jak Zabłocki na mydle.
Ja zraziłem się do samego autora, pana Andrzeja Janeczka (choć i tak szanuję Go za to co zrobił dla upowszechniania radioamatorstwa i krótkofalarstwa w Polsce i staram nie krytykować, gdyż jego publikacje i mnie zainspirowały do zrealizowania pewnych konstrukcji, choć z dużymi modyfikacjami, w stosunku do "oryginału"... :wink: ). Ostatnim układem tego konstruktora, który kupiłem (kilka lat temu; nie miałem wtedy czasu na wykonanie płytki) był "radiokomunikacyjny filtr audio /AVT-5109/" z dwoma układami MAX295 ( https://serwis.avt.pl/manuals/AVT5109.pdf ). Niestety układ został tak zaprojektowany, że sygnał generatora przedostaje się w nim do toru sygnałowego, co jest nie do zaakceptowania i może doprowadzać do szału... :evil:

Pozdrawiam
Romek
α β Σ Φ Ω μ °C ± √ ² < ≤ ≥ > ^

Awatar użytkownika
tszczesn
moderator
Posty: 9644
Rejestracja: wt, 12 sierpnia 2003, 09:14
Lokalizacja: Otwock
Kontakt:

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: tszczesn » pt, 26 stycznia 2018, 08:54

Romekd pisze:
pt, 26 stycznia 2018, 07:34
A w żadnym wypadku napięcia nie mogłyby się tak rozłożyć. Spójrz na wartości wskazanych przeze mnie rezystorów na schemacie poniżej. Nijak nie da się uzyskać tych napięć przy takich wartościach rezystorów :? Pomijam już sposób podłączenia tych wszystkich kondensatorów do stabiliwolta (niestety nie udało mi się odszukać w necie jego danych i aplikacji).
Akurat to katalogowy układ pracy tego stabiliwolta. Błąd jest w podłączeniu wyjścia -70V, powinno być sprzed opornika 12kΩ. Reszta wydaje się w porządku. Karta katalogowa jest na stronie Franka.

Awatar użytkownika
^ToM^
375...499 postów
375...499 postów
Posty: 387
Rejestracja: sob, 3 stycznia 2009, 22:41
Lokalizacja: Śląsk od zawsze:)

Re: Woltomierz z tranzystorem J-Fet

Post autor: ^ToM^ » pt, 26 stycznia 2018, 09:51

Z mojego punktu widzenia, jako praktyka prawda jest jednak taka, że w Nowoczesnych Zabawkach nie dwie trzecie, ale praktycznie wszystkie opublikowane układy mają kardynalne błędy, przez co albo nie działają wcale po zmontowaniu, albo działają inaczej niż autor opisuj. Tę książkę należy zachować na półce, przy czy mieć na uwadze ją jako wzór, jak nie należy pisać książek dla młodych entuzjastów.
Teraz sobie wyobraźcie, co musiał czuć kilkunastoletni chłopaka (np.ja), który chodzi do podstawówki i nie miał jeszcze odpowiednich wiadomości aby zweryfikować poprawność opisanych w tej książce pomysłów. Gdy się wziął za odwzorowywanie któregoś z układów i on nie działał. Chciał np. zbudować prosty wzmacniacz a on owszem zadziałał, ale był .....generatorem akustycznym.
Książka opisywała pomysły na wykonanie czegoś, ale na tym trzeba poprzestać, gdyż układowa realizacja tych pomysłów najczęściej była nietrafiona i często po zbudowaniu przedstawionego układu, po pierwszym włączeniu z układu szedł dym.
Należy zauważyć, że to nie była książka dla inżynierów ale dla hobbystów, którzy nie mają odpowiednich wiadomości i nie są w stanie zweryfikować poprawności układowej przedstawionych w niej projektów!
Zatem reasumując: książkę należy uznać za kompletną porażkę w zakresie próby politechnizacji młodzieży z okresu PRL.
Na przeciwnym biegunie były układy Młody elektronik z firmy TELPOD. Miałem zestaw 2, 3 i 4 i muszę powiedzieć, że pomimo siermiężnego wykonania, druku instrukcji na papierze gorszym niż Trybuna Ludu wszystkie zmontowane wg. sporządzonego opisu układy działały!
Widać, było więc, że zestawy politechniczne Młody elektronik zostały opracowane przez fachowca, który nie tylko był dobrym elektronikiem, ale także dydaktykiem. Dopiero po lekturze tych cienkich książeczek-instrukcji zacząłem coś z tego wszystkiego kumać. Oczywiście zestawy TELPOD'u nie były też bez wad. W tamtych czasach bylejakość wszystkiego porażała. Często całe urządzenia były wybrakowane albo jako nowe już nie działające. Zatem także i w zestawach politechnicznych TELPOD'u zdarzały się wybrakowane elementy np. nieprzewodzące rezystory (pewnie były bez napylonej ścieżki oporowej), czy tranzystory bez opisu ale w jednakowych obudowach, tak że trudno było ustalić młodemu entuzjaście który jest który. Dodatkowo na opakowaniu był napis, że po otwarciu opakowania reklamacje nie będą uwzględnianie. Zatem jak można było ustalić kompletność zestawu i sprawność elementów takiego zestawu bez otwarcia foliowej torebki wykonanej z mało przejrzystej folii, to tego TELOPD nie opisał. :D :D Jednak to są "pierdoły" bo w sumie układy działały zgodnie z opisem i zastosowaniem. I to wszystkie działały a nie dwa na 20 opisanych. :)
Pozdrawiam!
Kreślę się z głębokim poważaniem
Best regards/Mit freundlichen Gruessen/Salutations/mejores saludos

ODPOWIEDZ