Lampy żarzone szeregowo - pytanie o zasilacz

Układy półprzewodnikowe pełniące ważne funkcje pomocnicze w układach lampowych.

Moderatorzy: gsmok, Romekd, tszczesn

Awatar użytkownika
kubafant
75...99 postów
75...99 postów
Posty: 95
Rejestracja: sob, 11 stycznia 2014, 20:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: Lampy żarzone szeregowo - pytanie o zasilacz

Post autor: kubafant » śr, 13 czerwca 2018, 00:04

Już wcześniej znalazłem ten schemat: viewtopic.php?f=25&t=761
Martwią mnie dwie rzeczy: a) jego rozbudowanie b) parę osób skarżyło się na problemy. Z doświadczenia wiem, że im rzecz prostsza tym pewniej działa. Rząd wielkości różnicy to może być dużo lub mało. Można oczyścić żelazo zmniejszając zawartość zanieczyszczeń z 1% do 0,1% albo z 0,001% do 0,0001%. I tu i tu przeskakujemy o rząd wielkości, ale efekt i przyłożony wysiłek diametralnie różne.
Jeżeli w tym, nazwijmy go, podstawowym zasilaczu przy zmianie obciążenia od wyjścia nieobciążonego do tych 250 mA napięcie na wyjściu zmienia się o 10 V, a w tym rozpasanym o 1 - to gra jest warta świeczki. Ale jeżeli to jest np. 1 do 0,1 to już nie. Przynajmniej dla mnie, w tym zastosowaniu.
Chyba nie pozostaje nic innego jak zrobić symulację w jakimś spajsie i zobaczyć jak to wygląda.

Vic384
1250...1874 posty
1250...1874 posty
Posty: 1273
Rejestracja: śr, 22 lutego 2006, 05:06
Lokalizacja: Toronto

Re: Lampy żarzone szeregowo - pytanie o zasilacz

Post autor: Vic384 » śr, 13 czerwca 2018, 12:37

Czesc
Juz kiedys sie pytalem, nie wiem tylko czy Ciebie, czy te wzmacniacze, ktore bedziesz testowal, beda pracowac ze stabilizowanym anodowym czy nie. Jesli tak, to jest sens robic rozbudowany zasilacz testowy. Jezeli nie, to robienie takiego zasilacza mija sie z potrzeba. Przyklad: testujesz wzmacniacz zasilany 400V anodowego przy nominalnym sieciowym 230V. U mojego znajomego praktycznie jest 225V, a u mnie nie spada ponizej 245V, typowo jest 247V. Tak wiec testowana koncowka tego wzmacniacza bedzie pracowac od 390V do 430V, czyli ustawianie tego napiecia anodowego z dokladnoscia wieksza jak +- 2V jest po prostu nie produktywne.
W moim testerze mam napiecia ustawiane od 50V do 250V ze skokiem 25V. Nowy, jeszcze w "pajaku", ma napiecia od 25V do 300V tez ze skokiem 25V. Elementem sluzacym do ustawiania napiecia jest potencjometr ze wskazowka. Przy ustawieniu np 200V, zmiana pradu od 2mA do 75mA daje zmiane nie wiecej jak 2V, a napiecie jest zalezne od dokladnosci zrobienia podzialki oraz dobroci wzroku ustawiajacego. Teraz mozna dac chinski miniwoltomierz i odpadnie skala na potencjometrze, a ponadto bedzie plynna regulacja napiecia.
U mnie elementem regulacyjnym jest IRFP450, Ty mozesz dac jakis IGBT np: G60N100BNTD i wtedy 400V nie bedzie problemem.
Pozdrowienia

Awatar użytkownika
kubafant
75...99 postów
75...99 postów
Posty: 95
Rejestracja: sob, 11 stycznia 2014, 20:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: Lampy żarzone szeregowo - pytanie o zasilacz

Post autor: kubafant » śr, 13 czerwca 2018, 14:56

Nigdzie nie pisałem, że jakikolwiek wzmacniacz zasilam z zakrzemionego zasilacza stabilizowanego. Jestem tradycjonalistą i uznaję tylko dławiki i kondensatory w tym zastosowaniu. Wahania napięcia nie mają tu znaczenia o ile samo napięcie będzie dobrej jakości - nietętniące, w miarę sztywne.
W moim testerze mam napiecia ustawiane od 50V do 250V ze skokiem 25V. Nowy, jeszcze w "pajaku", ma napiecia od 25V do 300V tez ze skokiem 25V.
Nie mam nic przeciwko :)
Teraz mozna dac chinski miniwoltomierz i odpadnie skala na potencjometrze
Mierzi mnie na samą myśl o chińskim miliwoltomierzu. W moim urządzeniu jak miernik to li tylko wskazówkowy - i żaden chiński, ale polski, z ubiegłego wieku.

Mam pewną filozofię przy konstruowaniu moich urządzeń. Staram się, aby w miarę możliwości wszystkie podzespoły jak i wykonanie - były najwyższej próby. Używam dobrej klasy materiałów, podzespołów - przeważnie dawnej produkcji. Daje mi to nie tylko gwarancję długowieczności, ale i estetykę.
Tak. Wielu z Was, pewnie inżynierów, uśmiecha się czytając takie słowa. Ma działać, nie wyglądać! Otóż nie.

Znacie może to uczucie jakie się wiąże z obcowaniem z jakimś starym przyrządem pomiarowym, takim sprzed pół wieku? Albo z jego otworzeniem i zajrzeniem o środka? Specyficzna mieszanka podziwu i tęsknoty do dawnej, solidnej roboty, czego się dzisiaj nie uświadczy. Nie wiem jak wy - ale ja chylę czoła przed inżynierami, którzy tworzyli takie arcydzieła. Piękne, niezawodne, solidne, dokładne po pół wieku. A na współczesnych plwam, bo wszędzie tylko taniość i plastyk. I komputer, który we wszystkim człowieka wyręcza, łącznie z myśleniem.

Przejdę do sedna. Znacie więc to uczucie? Konstruując swoje urządzenia, chcę żeby kiedyś, za 50 czy więcej lat ktoś, kto je będzie oglądał czuł właśnie coś takiego.

Dobra, ponarzekałem sobie na plugawe czasy, możemy wracać do tematu.
U mnie elementem regulacyjnym jest IRFP450, Ty mozesz dac jakis IGBT np: G60N100BNTD i wtedy 400V nie bedzie problemem.
Czy mógłbyś napisać coś więcej na ten temat? Liczyłem że i 400 V nie będzie problemem dla IRFP450, ma on wszakże dopuszczalne napięcie dren - źródło 500 V. Jakieś IGBT ze starych urządzeń mam zachomikowane, pewnie coś by się znalazło. Czy nie dotyczy ich problem przebicia wtórnego, jak zwykłych tranzystorów bipolarnych?

Tak jak pisałem: dokładność regulacji rzędu dziesiątych wolta nie jest potrzebna, ale chciałbym, aby przyrząd utrzymywał napięcie wygrawerowane na przełączniku - a więc jak nastawię 250 V to nie chcę zmieniając obciążenie mieć raz 250 a raz 240...

Pozdrawiam!

ODPOWIEDZ